Modlitwa z ciemności

Ludowi Kanaanu, potomkom Izmaela, dziecku mego syna Chama. Nie żyjącym już Bohaterom, na pohybel  kłamstwu. Wieczna chwa ło ...

Wednesday, 13 March 2019

O tym jak Lolek - brat Bolka - sprzedał się dla kasy


Witaj Lolek powiedział Dubieniecki. Co tam u żony? – za­pytał.
            Przywitał się kulturalnie, gdyż zależało mu na werbunku. Postanowił znosić gbura, okazywać względny szacunek, aby osiągnąć wyższy cel oraz wykonać ostatnią misję, powierzoną w partii.
Dzień dobry – odpowiedział Lolek, stojący ledwo w drzwiach. Ruszył skromnie i bojaźliwie, przetaczając się nieporadnie przez izbę. Wszak, nie bywał u poważnych ludzi, na wielkopańskich salonach. Nie nabrał jeszcze nawyków, ucząc się savoir vivre’u.
Stary Dubieniecki stał przy biurku, wsparty o ścianę. Spo­glądał spod czoła na swoich ludzi: Chawranka i Mozre, siedzących przed nim.
Zamknij drzwi, kutasie! ryknął Chawranek.
Lolek wykonał polecenie, przeprosił nie wiadomo za co, i spojrzał się na nich.
Podejdź bliżej, chuju! – zawołał Mozre.
Stary Dubieniecki nie reagował, bo był zgrany z kolegami w akcjach. Nabrał dymu w płuca i przypatrywał się. Wydychając esencję cygara, zapytał: A ty Lolek, to już długo pracujesz czy krót­ko? W partii byłeś?
Nie, proszę Pana – odpowiedział Lolek.
Ano, właśnie – trącił markotnie Dubieniecki.
Kurwa! To widać – zakpił Mozre. – Jakbyś na czole miał wypi­sane… Tuman! – chrząknął z przekąsem.
Dubieniecki lubił organizować szopki, w których trio od­grywało dobrego i złego glinę. Dlatego Chawranek i Mozre, mogli pozwolić sobie na więcej niż wiele, a on sam zachowywał natu­ral­ną postawę.
Dobrze – zwrócił się Dubieniecki do Lolka. Usiądź.
Lolek podszedł do krzesła, a że trząsł się trochę, wychwy­cili to baczni obserwatorzy. Krocząc z niepewnością, ułatwił dal­sze zagrania. Dubieniecki, nie od parady brał na rozmowy tych sar­kastycznych asów. Sakramenckie odzywki wyprowadzały prze­ciwnika z równowagi, dając sygnał Dubienieckiemu, jak ma ukie­runkować dalszą rozmowę. Wszak, chodziło o ważną sprawę. Nic nie cierpiało zwłoki.
 Lolek stanął na czele związków. Na razie zakładowych, do których przystał, aby uniknąć podejrzeń o kradzież kabli, co nieo­patrznie zdarzało się nieraz. Złodziejowaty był, a i wychlać lubił, choć nie zawsze było za co.
Zaplanowali stworzyć wielkiego działacza. Potrzebny był ugruntowany człowiek. Przypadek wykluczono. Przecież, władzy nie można oddać normalnie. Dlatego Kisiel, Wachu i Strzemień, wysłali Dubienieckiego z misją, aby zwerbował jakiegoś obszczy­mura. Uwidzieli takiego, który byłby coś w stanie zaoferować, je­dynie słusznej partii. Kandydat winien posiadać odpowiednie uspo­sobienie, a mianowicie: za trochę forsy, nie ciskać się, siar­czyście sie­dząc na przyczepnej dupie. Lolek okazał się idealny, niczym gwiazd­ka z nieba, spadająca z życzeniem w pakiecie.
Zgromadzili papiery: drobny przemycik, handelek zakła­dowym inwentarzem. Zwędził kable, niczym w tym szabrownic­twie, nie odbiegał od reszty. Miał rodzinę i chciał żreć. Lubił sobie pochlać, to oczywiste, że musiał mieć za co. Żona pracowała, nie­zbyt wykształcona panna, za to uczynna i serdeczna kobieta. Lo­lek rządził w domu twardą ręką. Miał dużo dzieci, musiał niekiedy odreagowywać. Ogólna tendencja, utrzymywała taki stereotyp ży­cia i rodziny. Czas wolny spędzał, oddając się bez reszty grom ha­zar­dowym.
Dubieniecki patrzył, oceniając wartość operacyjną na­byt­ku, co do którego, nie miał wątpliwości, że zachowa się lojal­nie.
Zapalisz? – zapytał Lolka.
Z przyjemnością, Panie Komendancie – odpowiedział, sięgając ręką w przód.
Nie jestem żadnym komendantem – oświadczył Dubieniecki. Jestem szefem służby bezpieczeństwa, a dla ciebie – Panem Du­bie­nieckim – oznajmił. – Panem Pułkownikiem Dubienieckim, zawsze przez duże „P”.
Przepraszam, Panie Szefie – sprostował się szybko Lolek, trzy­mając nadal wyciągniętą rękę po szluga.
Co ty, kurwa nie wiesz, jak się odezwać do Pana Pułkownika? – wyrwał Chawranek. – Przecież wyjaśnił tobie, tumanie!
Nie, nie… zająknął się Lolek. – Przepraszam, Panie Pułkow­niku Dubieniecki. Zapalę, zapalę – zakomunikował. Trzymał nadal wyciągniętą rękę, skierowaną do Dubienieckiego.
Pułkownik wyciągnął papierosy i poczęstował Lolka. Ten nerwowo odpalił, zaciągnął się i poczuł się dobrze.
Dubieniecki tworzył atmosferę, w której przeciwnik będzie skory do rozmowy, ale w zamian, wymagał szacunku.
Słuchaj no, panie Lolek! warknął Dubieniecki. – Mamy rok osiemdziesiąty pierwszy, ja do osiemdziesiątego dziewiątego, za­mierzam pieprzyć młode cipsy na Majorce albo na Kubie u Fi­dela. Z tego miejsca, proszę ciebie, abyś ruszał dupą, by można wy­pra­cować stanowisko.
Dubieniecki lubił przeklinać. Latami, starał się docierać do adwersarzy. Wypracował metodę „epitetyczną”, mówiąc wprost ła­ciną potoczną, rodem spod piwosza, bo taką formę aplikował każdy. Stworzył język uniwersalny, docierający do prostych ludzi oraz wykształciuchów. 
Tak kurwa, tak – odpowiedział Lolek.
No widzisz Chawranek, swój chłop! – krzyknął Dubieniecki.
            Pułkownik ucieszył się, słysząc ludzki głos u Wartęsy.
Słuchaj – zaczął Pułkownik. Staniesz na czele związków. Da­my ci: ludzi, media i zachodnią propagandę. Nawet szykuje się, że dostaniesz prestiżową Nagrodę Jobla – wyjawił. – Powiesz naro­dowi, że obrany kierunek jest właściwy i każdemu dostanie się z prywatyzacji, należna dola. – W tym czasie, usadowimy ludzi na róż­nych szczeblach, a ty, obiecaj każdemu po tysiąc zielonych.
Aha – odpowiedział Lolek.
Przejmiesz ster – kontynuował myśl Dubieniecki, patrząc co chwilę w oczy rozmówcy, chcąc mieć pewność, czy rozumie prze­kaz. Zostaniesz prezydentem. – Aby bajka skończyła się happy endem, to najpierw musimy pozbyć się Jaruzela.
– Generała? – zapytał Lolek z niedowierzenia.
Stary jest silny – wtrącił Dubieniecki. – No i zasłużony bohater. Nie wypadałoby go pominąć. Damy mu na chwilę ster.
Rozumiem – wtórował Lolek. – Poczekać mam?
Porządzi Jaruzel i szybko odejdzie – wskazał Pułkownik. – Wte­dy ty, zostaniesz tym… no, prezydentem. – Zyskasz nagrody, sławę. Życie zapewnimy na takim poziomie, że się tobie chłopie nie śniło. – Jedno zapamiętaj, czyja dłoń karmi – podsumował. – Prze­nigdy nie zaznasz biedy, ani ty, ani twoja rodzina.
Właśnie, kurwa! wtrącił gwałtownie Chawranek. Musisz pa­miętać, kto daje szamę...
Teraz posłuchaj – przerwał Dubieniecki. Nie jestem skory do politycznych waśni, apatii czy jakiegoś innego gówna. Potrzebuję ciszy, opanowania i normalności. Ty masz po prostu zrobić swoje. Istniejesz dla mnie, w sławie i bogactwie. Kraj potrzebuje sym­bo­lu. Pozostający za faktycznymi zmianami, zostaną ośmieszeni. Da­my radę. Każdego opornego, skopiemy i zostanie bez niczego – podkreślał zdenerwowany Dubieniecki. To partia decyduje, a oni myślą, że są w stanie utworzyć związki, rządzić i mieć kasę – kpił. Nie, kurwa! Nie będzie elit. Elita jest jedna… Ty, jak chcesz cokolwiek mieć i funkcjonować jakoś w zasranym kraju, to musisz się z nami liczyć.
Bendem – odparł Lolek. Ło taki Polgar! – wykrzyknął.
Byliśmy tu dawno – kontynuował myśl Dubieniecki, ucieszony tym, że Lolek cokolwiek rozumie. W 1939, 1945 i 1920, ale Mar­szałek stanął okoniem. Działaczom nie udawało się, ale i tak go w końcu przydławiliśmy – wyjawił. A teraz… Teraz zasada jest pro­sta; czym większy jołop, tym wyżej. – Hyc, hop i do celu! – za­krzyknął. – Myślicieli i tych, co mogliby coś zrobić: wypierdalać – polecił Lolkowi. – Nie chcę tu takich. Niech spieprzają na Za­chód, gryzą glebę, lecą na Księżyc, cokolwiek. – Jebię mnie to! – wydarł się. – Pamiętaj Lolek, ty nie możesz mieć mądrzejszych pod­wład­nych. Spojrzał się na niego z politowaniem. – Bo ty zgi­niesz, chło­pie!
            Lolek pokiwał głową, czując że przypadła mu rola przo­downika.
Klasyfikuj – poradził. – Ludzie w prowincjach przejmą władzę. Partia powróci, odmieniona i po liftingu. Obsadzimy stanowiska jak trzeba, ale to my zdecydujemy – tłumaczył. Zniechęcił się, gdy odczuł, że rozmówca traci łączność z przekazem. – Nieważne, coby się nie stało i kto by nie był. Nieważne, co będzie…
            Zreflektował się.
Najważniejsze jest to, żeby władza była. A władza, to my. – Ha, ha, ha! – zaśmiał się Pułkownik. 
Lolek pomyślał. Zmarszczył brwi, dusił się i chrząkał pod nosem. Wreszcie wystrzelił: Co z mieszkaniem? Bendem miał większe? – zapytał pełen powagi.
Dubieniecki roześmiał się, a Chawranek mu wtórował. Mo­zre nie wytrzymał. Bo był to Żyd, pochodzący z inteligencji żydowskiej dawnego Polgaru, usłużnej partii rządzącej.
Kurwa, willę będziesz miał! – zakrzyczał Mozre. Willę kurwa, jak w Tell Awiwie.
Och! zawył Lolek. – Tyle, że ja nie chcem w Tell Awiwie.
Pułkownik ograniczył się do skinięcia głową.
Willę! wykrzykiwał Lolek. A samochód? – sondował.
Z szoferem – odparł Dubieniecki. Z szoferem, kurwa. Dosta­niesz, co zechcesz! – krzyknął zdegustowany. Pieniądze, wła­dzę, wpływy – wyliczał. – Będziesz grzał jaja w tropikach i za­bierał żo­nę na masaże, korzystając z najlepszych dziwek.
            Lolek wybałuszył oczy i zerkał tępawo na ruchy ust Puł­kow­nika. Zaoferowane luksusy wybrzmiewały niebywale.
My, ci to damy – gwarantował Dubieniecki. Ale graj w nasze karty i rób tak, jak chcemy. – Bo jak nie, to dupa – zagroził.
Jak dupa? zapytał zaniepokojony Lolek.
Normalnie – odpowiedział spokojnie Dubieniecki.Zbłaźnimy cię, skopiemy i skończysz na zawał lub zginiesz w wypadku. Zwy­czajnie... Zdarza się, prawda? – postawił słuszne pytanie.
No jasne, kurwa! – darł gębę Chawranek. Służba nie popełnia błędów – wskazał.
I pamiętaj, Lolek! warknął Dubieniecki. Że niby zmie­nia­my… zmiana, że to, że tamto... Niczego na serio. – Masz kogoś wy­pier­dolić, komuś wpierdolić. Dostarczymy potrzebne nazwiska. Nie musisz wiedzieć, skąd kto jest? Pamiętaj, że dużo agentów przebywa na Zachodzie. – Kształcą się niebogi i mają powrócić – przed­stawił oczekiwania. – Jesteśmy w stanie przyjmować nasze dzieci… Resortowe dzieci – podsumował.
            Lolek słuchał i nie markotniał, chcąc obyć się możliwie naj­więcej i rozumieć, na czym polega krajowa polityka.
Mamy jednego na oku – powiedział Dubieniecki. Przejmie władzę w przyszłości. Ma rządzić, ale nie obawiaj się – pocieszał. – Dogadamy się... – W każdym razie, nie stracisz – zapewnił.
Co z Kaczkodukiem? zapytał Lolek.
Dubieniecki uśmiechnął się. Uważał Kaczkoduka za pra­wie sojusznika.
Kaczkoduk… niebezpieczny. Póki co, poma­ga. Trzymaj blisko, lecz na dystans. – Powiem ci coś, tak w zaufaniu, że on z nami, przez zasługi ojca, związany. Partia wiele po­mogła – wyjawił se­kret. 
Dubieniecki nerwowo kręcił się po sali.
Pamiętaj, Lolek! warknął. Nie może rządzić, niebezpieczny Kaczykuper. Pfu! Jego mać! – splunął. Chcą nas wyjebać, aby przejąć schedę – zakomunikował Lolkowi. Nie może być, jak w Ameryce, że sędziego demokratycznie wybiera naród. Nie może tak być, jak na Zachodzie, że każdy ma kasę. My musimy posia­dać kasę! – wytrząsał się Dubieniecki. Wyłącznie my! A ten naród ma piszczeć! – wrzeszczał.   Ma pracować, tworzyć dziwki, kutasów i przeróżnych ludzi. Rozumiesz?! Ty korzy­stasz! Ty pływasz! Ty masz! A reszta, niech zdycha – podsu­mował – lub dyma za najniższą w supersamie.
Rozumiem, Panie – odparł posłusznie, zwerbowany na dobre Lolek. A ja, co mam robić? dopytywał zainteresowany poważ­niejszą rolą.
Uśmiechać się głupio – wydawał mu instrukcję Dubieniecki. Mówić do ludzi, że jest dobrze.  Staraj się ich rozumieć. Reaguj na pro­blemy. I noś w klapie piękną ozdóbkę. Niech wnioskują, że je­steś dobry. – Kup sobie coś i przyjmij za symbol. Niech kojarzą – doradził.
Politycyzm miłości – skomentował Chawranek.
            Zaśmiał się, bo go to ucieszyło. Błysnął i się podbudował.
Gdyby tak stosowali miłość – wtrącił Mozre, to kurwa, dawno by już nas na świecie nie było, a sami byliby jednym wielkim ra­jem.
Religia, od zawsze służyła jednej roli – zamykał wątek Dubie­niecki, zdenerwowany tematem. – Rodzony brat jest bisku­pem. Werbunek! Szacunek! Inwigilacja! Ten durny lud po­wtórzy bez pamięci każde ze słów! – zagrzmiał. – Stąd, trzeba zapobiegliwie, dać to tu, to tam. Dogadujemy się z wiarą. Cza­sami bierzemy na ofiarę, innym pokażemy lufę. Rozrywka przednia – Dubieniecki uspra­wiedliwiał czyny. Ludzie lubią teatr, a my zapewniamy sto­sowne show. W dobie mediów, mu­sieliśmy się dostosować. Kie­dyś można było zastrzelić, a dziś mamy telewizję.
            Zdradzając te kwestie, nie mógłby w tym momencie zrezy­gnować ze współpracy z Lolkiem. Gdyby zechciał nieopatrz­nie wy­cofać się z układanki, to sprzedałbym mu kulę w żebro. Sta­nowi to wymowny powód, dla którego Pułkownik tak wylewnie prze­mawiał.
Wiele zależy od tych rąk – wyraźnie chwalił się Dubieniecki, wskazując na dłonie. My zdecydujemy, co ten motłoch kupi, co zje i czym wysra się pod siebie! – krzyczał.   To rola władców, a oni ma­ją oglądać i słuchać! Dziennikarze powinni dobrze zara­biać, ale wyłącznie wywodzący się z nomenklatury. – Pułkownik wska­zał Lolkowi, jedynie słuszny kierunek myślowy. Wykształ­cą się! – wydarł się. Po chwili bastował. Wyjadą na Zachód i wrócą. Nie dopuszczać nikogo, kto mógłby zagrozić. Pokazać hołocie, jak jest! Będziemy handlować, Lolek – kreślił plany Dubieniecki. Mamy Amerykanów, Niemców. Zawsze ktoś bę­dzie płacił.  A ty Lolek, siedź okrakiem. Co ci szkodzi? Masz jed­ną kadencję, strzelisz przymiarkę i będziesz politykiem. A póź­niej, fałszujemy wybory i cię nie ma. Musi być swój człowiek… – Olek – zdradził poufnie tożsamość kolejnego przy­wódcy.
Kto to? zapytał Lolek, zaciekawiony postacią.
Chuj cię to obchodzi – odpowiedział kąśliwie Dubieniecki. Nie będziesz miał wpływu na to, co zrobimy. Zrozumiałeś?
Tak – potwierdził usłużnie Lolek. – Ma się rozumieć.
Olek jest chłop z jajem – ciągnął dalej Dubieniecki. Ma ładną żonę. Dupczę ją! – rozdarł gębę, a gdy się uspokoił, to z lekka zaśmiał się nad uczynionym przykładem.
No! parsknął Chawranek. Jolcia dobra szpryca! – krzyczał.
Pewnie, że dobra – wtrącił Lolek, nie wiedząc czemu. Jest bom­bowa.
Dubieniecki spojrzał na Lolka z pogardą, jakby chciał mu powiedzieć, że ich samice nie są dla niego. Do kurnika nomenkla­tury, nie wchodzi byle kogut.
Musisz Lolek zapamiętać jedno – zakomunikował Dubieniecki. – Partia jest lojalna wobec uczynnych, ale zdrajców każe. Mu­sisz wypłynąć, Lolek – pouczał. Urządzimy parę szopek i pły­niesz. Porządzimy kurwa, przez najbliższe pięćdziesiąt lat. – Po­rządzimy! Jest co sprzedawać… A co!   Taki system! Taki kraj! – uniósł się. – Wcześniej musieliśmy skrywać się po kątach. Na­wet głupi wyjazd na Zachód, odbywał się przy pełnej konspira­cji. – A tam jest jebitnie. Ciekawie i nieziemsko – rozma­rzył się Du­bie­niecki. A tu?
– Tu po ojcowemu, Panie Pułkowniku – odpowiedział Lolek.
Byłeś Lolek na Zachodzie? – zapytał Dubieniecki.
Nie, nie… zajęczał Lolek. – Nie byłem – wyksztusił. – Ale ben­dem.
Ano widzisz, kurwa – skwitował Pułkownik. To pojedziesz, zo­baczysz – zapewniał. – Zachód cię pokocha, będziesz dla nich ikoną. Zachód cię utuli, a ty wydymasz Zachód na kasę – zapo­wiedział. – Poza tym, co lepszego jest nad podróże. – My to odpo­wiednio zorganizujemy. Będziesz chodził i pierdolił głupoty, a oni będą płacić i całować po dupie. Bo oni w ciebie uwierzą. Masy uwie­rzą. Zobaczą, że jesteś jednym z nich… Pułkownik zamyślił się. – Wielki bohater – zakpił. – Ha, ha, ha! – śmiał się. No, ale teraz – mówił dalej, jak opanował śmiech. Na Zachodzie powie­dzieli, że komunizm ma upaść, bo się im ten system nie sprawdza – wyjawił. Wiesz, dlaczego odchodzimy? dopytał Pułkownik.
Dlaczego? zaintrygował się Lolek, jakby go to obchodziło. Te­raz myślał o nowym mieszkaniu i szoferze z limuzyną, ale musiał trochę poudawać przed Pułkownikiem. Nie interesował się pro­ble­mami wyższych sfer, a za takie uznawał wątki, poruszane w rozmowie. – Może odchodzim, aby przyjść? – rozwiązał zadanie.
Bo mamy rynek – odpowiedział Dubieniecki. A Zachód się kur­czy, jednocześnie rozwija technologię i produkuje. Gdzie to sprzedawać? – zadał pytanie. Rozumiesz, kurwa?  A kiedy się za­spokoją, ruszą dalej. A my Lolek, będziemy czerpać. Tacy już jesteśmy. I zarobimy. Zrobimy interes.
            Pułkownik zrobił krótką pauzę, sięgając po szklaneczkę czy­ścioszki. Zwykł, w towarzystwie pijać wódkę, aby nie zostać nieodpowiednio zrozumianym, spożywając ulubioną whisky. Po wzmoc­nieniu, gotowy był do startu i dalszych tłumaczeń.
Przyjdą do nas, a nie do robola. To my ich wpuścimy, cokolwiek sprze­damy. Zarobimy. I tak będzie – snuł plany Dubieniecki. – Widzisz ten scenariusz, Lolek? – Spójrz oczyma wyobraźni i zro­zum, że trzeba robić biznes. Działamy skrycie, aby żaden Polgar­czyk nie połapał się w tym gównie. Te jebańce, mściwe są. Gdyby połapali się, w czym rzecz, to taką rewoltę nam tu zrobią, jak za cara – przerażał się Dubieniecki, nagłą wizją zbuntowanego narodu. Jaką my wtedy zagwarantujemy sprzedaż? Skoro bę­dzie rewolucja! Ma wejść towar, co tylko chcą, ma zalegnąć na skle­powych półkach.
            Lolek przytakiwał.
– Myślisz, że ja ten ocet, po chuj, na półki wstawiłem i ograni­czam im papier toaletowy, zmuszając do podcierania dupska ga­ze­tą partyjną? – postawił pytanie Dubieniecki. – Otóż nie na chuj, ale z zamysłem. – Kiedy im obrzydnie, docenią zachodnie towary. – Na wszystko się małpy zgodzą, a czy będą srać na ko­munę czy ją wielbić, mam to w dupie. – Kapitał liczy się i zysk, a resztą nie za­przątaj sobie głowy – doradził.
            Pułkownik wstał i przeszedł się po pokoju. Odpalił kubań­skie cygaro, wypuścił kilka dymków i podszedł do Lolka. Po­klepał chłopinę po plecach, aby nie czuł się tak osowiały. Rozu­miał, że dla drobnego rzezimieszka, zgłaszane propozycje, mogły wydawać się nierealne jak wygrana na loterii.
Ma zaistnieć szara strefa – zdradził Pułkownik. – Musi istnieć.  Zachowamy ludziom radości, zostawimy im socjal – wyliczał. – Coś z tego życia muszą mieć.  Ale pamiętaj Lolek, że to nasi ludzie ma­ją być wszędzie. – Tak to zaplanowałem – pochwalił się. – A ty, masz robić, co każemy, a dostaniesz, czego zapragniesz. W dupę będziesz pierdolił przeciwników. – Jeżeli, oczywiście ze­chcesz podjąć się tej misji.
Lolek zastanawiał się, wsłuchując z uwagą w kwestie doty­czące korzyści, które osiągnie niebawem. Wiedział, że była to na­leżyta propozycja, skrojona na miarę. Lepszej oferty pracy, ni­gdzie indziej nie dostanie. On sam mógł rządzić. Być prezyden­tem, kimś wielkim. Snuł piękne marzenia, wlokąc życzenia oczy­ma wyobraźni.
Zgadzam się – wydobył wreszcie Lolek. Bo widzę, że mogę sko­rzystać.
No widzisz – chrząknął Dubieniecki i dodał: Chawranek, da­waj flachę, rozpijemy to i mamy po kontrakcie.
– Robi się – poinformował Chawranek, który z lodóweczki przy­niósł zimną czyścioszkę. 
Mozre, dzwoń do Kisiela, Wachy i Strzemienia – wydał polece­nie Dubieniecki. – Przekaż Eisenbachowi, niechże dostar­czy koc­mopołom wiadomość, że idzie dobrze. Możemy wdrażać kolejny etap. Niech przyśpieszą reformy – dodał. Chawranek, a ty dzwoń do Kapusty. – Niech burzy ten pierdolony mur.
A co ze Stasi? zapytał Lolek. Ciekawił się, gdyż wiedział o tym, że służba tamtejsza, działała z bezbłędną precyzją.
Ha! – zaśmiał się Dubieniecki. Stasi to my! My i tylko my. Nie można dłużej wstrzymywać reform, to odpuszczamy. Trochę bę­dzie problemów na południu Europy – zaznaczył. Ale tam… Tam bomby zrobią już swoje. Parę ofiar musi być – zasmucił się Dubieniecki. Nikola i inni. No, trudno.  Trochę tu, trochę tam – wyliczył. Jakoś to przeżyjemy – podsumował.
            Wznieśli kolejny toast, który rozprowadził po kieliszkach Chaw­ranek. Spożywali niewiele, zatem popitka nie była po­trzeb­na. W takich sytuacjach nie warto rozwadniać, aby nie tracić wy­ma­rzonego ekstraktu.
Słuchaj, Lolek – zwrócił się Dubieniecki. Trochę przyjmiecie Japończyków, trochę Chińczyków, trochę Mongołów.
            Lolek rozdziawił usta na wieść o tych planach. Ledwo za­słyszał o tych krajach, nie wiadomo gdzie, dotychczas, żadnego Azja­ty nie widząc na oczy.  
Nie patrz się tak na mnie! warknął Dubieniecki. Podział musi być. Polgar udzielać się zacznie, kurwa! Decydujemy. Pa­miętaj, żadnej władzy prezydenckiej, żadnych numerów, bo spły­niesz. My obsadzamy służby.
Polej Chawranek – upomniał się Dubieniecki. Polej w szklan­ki, niech idzie! – wrzasnął. Lolek, ja chcę wiedzieć, że ty chłop z jajem jesteś – zakomunikował Pułkownik. Wypijemy.
Walnęli po szklanie. Wyczynem, przekonał, że jest dobrym człowiekiem.
Ty, to kurwa Lolek wypić umiesz – potwierdził Pułkownik. Jak ruskie. Masz chłopie łeb.
            Ucieszył się tym, że sojusznik nie odstaje od normy.
No i co? Można? zapytał Dubieniecki i sam udzielił wnet od­po­wiedzi: Można!
Chawranek zaśmiał się.
Lolek, pamiętaj, cała twoja rodzinka ułoży się na długie lata – zapewniał Dubieniecki. Tylko zrób, co każemy tobie. Wtedy otrzy­masz, co tylko chcesz! – wydarł się. – Z nami po sukces – pod­sumował. – Z turbiną do raju – zażartował.
Dubieniecki śmiał się.
A co z kościołem? zapytał Lolek.
Kościół – ciągnął Dubieniecki. Kościół dostanie swoje. Mają świętych, zyskają ziemię. No i cóż kościół? Podatków nie pła­ci. No i komplet, od czegoś tam są. Naród w uwięzi, to kościół po­trzebny. Inaczej, motłoch rewolucje zrobi. A tak, ten rak, ta za­kaźna myśl o buncie i poprawie losu, ginie gnieciona wizją lep­sze­go życia po śmierci.
Kurwa! wydarł się Chawranek. Parsknął ze śmiechu, aż opluł się solidnie na marynarce.  
Ludzie chodzą do kościołów – tłumaczył Dubieniecki w dalszym ciągu. – Spowiadają się, a my pozyskujemy cenną wiedzę.
A kapłani? – zaciekawił się Lolek.  
Kurwa! – ryknął Dubieniecki. – Oni to mają żywot, z jednym, ma­łym minusem – wyjaśniał. – Muszą tylko buchać potajemnie. Ostatnio zapiłem z kilkoma ważniejszymi – pochwalił się. – Mają smak do gorzałki i dobrych dupek.
            Odważony tematem Pułkownik, zechciał wysondować Lol­ka. 
A ty, lubisz dziwki? zapytał twardo i nader poważnie.
Nie, nie… – zarzekał się Lolek.
No widzisz – zażartował Dubieniecki, lekko podchmielony. Po­wi­nieneś zmienić obyczaje jak chcesz bywać na salonach. Drob­ne, młodziutkie cycuszki pomogłyby w kojarzeniu.
            Rozmowa dobiegła końca, gdyż Pułkownik nie miał kwe­stii wymagających omówienia. Nie był to naówczas stosowny etap na dalsze wdrażanie agenta, który do czynu został już przysposo­biony.
A teraz Lolek, wypierdalaj! – zakrzyknął Dubieniecki, żegnając towarzysza. – Skacz przez ten mur, byle szybko, zanim runie – pod­su­mował na odchodne. – O nic nie martw się, wszystko zorga­nizujemy – zapewnił.
Spotkanie zostało zakończone i Polgarowi wytyczono kie­runek na najbliższy czas. Trzeba było pracować na prowincji. Peł­ne skupienie w obsadzie ludzi. Przynajmniej początkowo, za­nim zagnieżdżą się na różnych szczeblach. Tu władza styka się bez­pośrednio z ludem i przez to jest najgorzej. Można było bez­pro­blemowo usadowić swoich.
Z nagła, pojawiały się interesy różnych rodów i klik, które od dawna rozdupczały pozytywne dokonania Polgaru, prowadzą­cych się z iście boską dyktaturą namaszczenia i wyjątkowości.
Każde koryto musi zostać napełnione. Interes wymaga po­wszechnego spokoju. Partia kombinowała, jakby tu zrobić, aby się nie narobić i zarobić. Zaczęto demokratyzować Polgar, zapewnia­jąc na samym początku zniszczenie tego, co mogło stanowić we­wnętrzną konkurencję wobec Zachodu. Zamknięto fabryki i wstrzy­mano rodzimą produkcję. Prywatyzacja miała przybrać, nie­spo­tykane dotąd rozmiary absurdu. W latach czterdziestych upaństwo­wiono gospodarkę, a w dziewięćdziesiątych rozdawano za bezcen w prywatne ręce.
Wprowadzono ideologię nienawiści do wschodniego są­siada, opierając się na starym i dobrym uprzedzeniu do bolszewi­zmu i caratu. Naród sprawnie łyknął i chora nienawiść zapo­czątkowała stopniowy upadek.
Rynek jest zbyt szczupły. Trzeba było wyeliminować kon­ku­rencję, a ta rozwijała się w Polgarze. Przez pięćdziesiąt lat, kraj zaopatrywał wschodniego odbiorcę. Wyspecjalizował się w tym. Z takim wrzodem na dupie, Zachód nie mógł przecież konkurować.
Po latach, kiedy nażarł się europejski kapitalizm, sięgnięto po tanią siłę roboczą ze wschodniej flanki. I tak, po okresie nędzy, stworzono Polgar­czykom nowe możliwości wykazania się. Kro­kiem kolejnym było wejście w struktury wolnej Europy.
Lolek rządził pięć lat. To dziwna kadencja, w której doko­nano wielu zmian. Sprawdziło się… Każda rzecz, o której mówił Dubieniecki. Nie odnotowano pomyłek, nie zaliczono wpadek. Na­stąpił „bum” na największe majętności. Był to czas, w którym Polgarczycy żyli, a pracując tracili stopniowo grunt pod nogami. Ciągle sprawdzano to, ile mogą znieść. Nie potrafili buntować się. Tak upływał czas. Z dala od dawnych zagrożeń związkowych, do­konało się… Po całości dokonało się szubrawe złupienie.  
Winą za to, obciążono Karola Marksa, głosząc że ideologia, którą stworzył, wytworzyła faszyzm i stalinizm. Globalny kapita­lizm, używał wykształconych historyków i ekonomistów do gło­sze­nia durnowatych haseł, aby ośmieszyć największego wroga, bę­dącego antyciałem wyzysku, wspomnianego orędownika spra­wiedliwości ludzkiej, Karola Marksa.


fragment satyry Wiocha. Powieść jebitna 


seeik.pl
seeik.pl

Wszelkie podobieństwo, do osób, wydarzeń i postaci, może być czysto przypadkowe, a upatrywanie w książkowych bohaterach, znanych z życia publicznego osób, odbywa się wyłącznie za sprawą działania wyobraźni i na odpowiedzialność Czytelnika.

Reakcje:

0 komentarze:

Post a Comment

Polecamy

Labels

"Goryle we mgle" (1) 1939 r. (1) 500 plus (2) Abraham (1) Abraham Joshua Heschel (1) Adam (2) Adam Mickiewicz (1) Adolf Hitler (4) afery (1) Afryka (1) Agatka (5) agent (1) Aggeusz (1) akcyza (1) aktywność (1) Al-Imran (1) Alela (1) alkohol (2) alkoholizm (1) Ameryka (1) Ameryka Południowa (1) amok (1) anal (2) analiza (1) anecdote (1) angel (3) angels (1) Anglia (1) Aniela Dulska (1) anioł (47) anioł stróż (1) aniołowie (8) Anne Applebaum (2) Anton Szandor LaVey (9) antyk (1) aplikacje (1) Apokalipsa (5) Arabowie (1) Arakad (1) area (1) Ari (1) Armagedon (3) Armia Ludowa (2) Armillaria mellea (1) Aron ha-kodesz (1) artworks (1) aszera (1) atak energetyczny (1) atak psychiczny (1) Augustyn (2) Autumn (5) autumnal weather (2) awareness raising (1) Babel (1) Babilon (1) Baltic (1) Baltic Sea (1) bastion (1) beauty flowers (6) beauty plants (4) begonia (1) Behemot (1) Beliar (3) bell (1) Belzebuba (1) Bereza Kartuska (1) bestseller (1) bezrobocie (2) bezrobotny (2) Biblia (33) Biblia Szatana (10) biblioteki (1) bigos (1) Birobidżan (1) biuro (1) bladder (1) Bliski Wschód (1) bliskość (1) Blok Wschodni (1) Bóg (7) ból dupy (1) bóle rodzącej (1) Bolek (1) Bolivar Belicosos Finos (1) book (2) brak kontroli (1) Brama (1) Brama Erebu (1) Bruksela (2) buchanie (1) building (1) buildings (1) burdel (1) całun (1) cathedral (1) cele (1) celebracja (2) Chawa (1) Chawranek (1) cherub (1) choroba (1) chrześcijaństwo (6) church (2) ciąża (1) cierpienie (1) cieśla (1) city (3) clapper (1) clean (1) coaching (2) collegium funeraticia (1) colorful (1) columbarium (1) Columbus Day (1) communist (1) contest (1) context (1) cooled (1) cooperates (1) country (2) Creator (1) curriculum vitae (1) cv (2) ćwiczenie (1) cygaro (1) cykl życia (3) cymbały (1) cytaty (1) cywilizacja (1) czar (1) czasy przełomu (1) Czechy (1) człowiek (31) czyściec (1) Dadźbog (1) Dagia (1) Dagon (1) dam (1) Dąmbscy (1) damska pupa (1) dandelion (1) Dawid (1) Dawne dzieje Izraela (1) death (1) demokracja (1) demon (6) demony (2) diabeł (3) dialog (1) dialogue (1) Diana Fossey (1) diatryba (1) dildo (2) Dni Miasta (1) dobro (2) doktryna (3) dokumenty (3) dokumenty aplikacyjne (3) dom (2) Donald J. Trump (1) Donald Tusk (1) Donatan Tursek (3) dopełnienie (1) draczka (1) draka (1) druga Irlandia (1) druk (1) Dubieniecki (15) duch (1) dupa (1) dust (1) dusza (3) dwudziestu czterech (1) Dywizja im. T. Kościuszki (1) Dżebel el Akra (1) Dziady (1) dzieci (1) dziecko (1) dziedzictwo (20) dziedziczenie (1) dzieje (3) dzieje aniołów (6) dzieło (1) Dzień Sądu (3) Echinopsis (1) echinus (1) Eden (3) edukacja (1) Efraim (1) egzorcyzm (1) Eh bien! (1) Eisenbach Artur (1) eksperyment (1) eksterminacja (1) ekstremum (1) El (6) el sebaot (2) El'Li'Re (1) Elfirim (1) elity (1) elity polskie (3) emanacja (2) emancypacja (1) emancypacja Żydów (1) emendatio (1) emeryt (1) emigracja (1) En Gedi (1) endemita (1) energia (1) environmentalist (1) Er (1) Ereb (1) Erem (10) Eremita (2) erotyka (1) erotyzm (1) Etemenanki (1) etnografia (1) Europa (2) Ewa (1) factory (1) faszyzm (1) fejk (1) fekalia (1) Feralia (1) feudalizm (2) field (1) filozofia (2) flower (5) flowers (6) folwark (1) forma (1) fragment (47) fragment satyry (16) fragment tekstu (9) franciszkanie (1) from over the Baltic Sea (1) Fryderyk Engels (2) fuckingroom (1) fuksja (1) fundamentalizm (1) funkcje (1) Gabriel Amorth (1) galeria (6) gallery (20) garden (4) gardening (2) Gdańsk (1) gej (2) geje (1) geniusz (1) geszeft (1) Getrag (1) Giżycko (1) Glenlivelt (1) głód (1) God (2) gofry (1) gołąbki (1) gorszy sort (2) goryl (1) gospodarka (1) gossip (1) gra (1) grasses (1) grassland (2) green (1) green pea (1) green plants (1) ground (1) grupa (1) grzech (2) grzyby (1) grzyby jadalne (1) GS (1) Gubałówka (1) gwarancje (1) heaven (1) heban (1) Hebrew (1) herbata (1) heretyk (1) Heritage (2) historia (10) historyk (1) hiszpańska inkwizycja (1) hitlerowcy (2) home (1) homocentryzm (1) homofobia (1) homoseksualizm (2) human (2) idea (1) ideologia (1) IHWH (1) II RP (2) II wojna światowa (2) III RP (1) III Rzesza (3) in the garden (3) Inbal (5) Indie (1) informacje (1) inhumacja (1) Innocenty IV (1) instrument muzyczny (1) interview (1) intryga (1) Ireland (1) Irelannd (1) Irlandia (2) irrigates (1) islam (1) istnienie (1) Izrael (4) Jakub (1) Jarosław Dumanowski (1) jebitnie (1) Jerozolima (1) Jeruzalem (1) Jerzy Krasiulec (1) jesień (1) Jeszurun (1) jezioro Czos (1) Jezus (6) Jezus z Nazaretu (3) Josef Stalin (2) Joseph Smith (1) Joshue ben Qorch (1) Józef (1) Józef Flawiusz (1) Józef Maciejowik (1) Józef Stalin (2) Józef Topolski (1) judaizm (3) junona (1) kaczka (1) kaczka z kaszą (1) Kaczkoduk (46) Kaczkoduk przejmuje ster! (49) kahel (1) kaktus (1) Kalifornia (1) Kanaan (3) Kapitał (4) kapitalizm (3) kapłan (1) kapusta (1) kara (1) kardamon (1) kariera (1) Karl Popper (1) Karol Marks (6) Karta praw podstawowych (1) Kartezjusz (1) katolicyzm (1) kawa (1) kel el (4) Kętrzyn (1) kettle (1) kibuc (1) kiełbasa (1) kiełbasa mazurska (1) kiermasy (1) kłamstwo (3) klątwa (1) kluski (1) knowledge (1) kobieta (1) kochanka (1) kod (1) koledzy (1) komedia (5) komuniści (4) Komunistyczna Partia Chin (1) komunizm (8) konflikty (2) koniunktura (1) Konopnicka (1) Konstytucja (1) kopiec (1) kopiec Czerniakowski (1) kopiec Kościuszki (1) kopiec Unii Lubeskiej (1) korale (1) Koran (2) kormoran (1) kornik (1) kościół (6) Kościół katolicki (3) kościuszkowcy (1) kot (1) kpina (1) kradzież (1) kraj (1) krajobraz (1) Kraków (1) kremacja (1) Kresy (1) krew (4) krokusy (1) Król Dawid (1) kropla (1) krótka forma (9) Krutyń (1) Krutynia (1) Krzysztof Jackuń (1) Krzysztof Kolumb (1) krzywda (1) książka (31) książki (1) Księga Aniołów (8) Księga Dżungli (1) Księga Henocha (3) Księga Hioba (2) Księga Izajasza (2) Księga Mormona (1) Księga Razjela (1) Księga Rodzaju (7) Księga Wyjścia (2) Księga Życia (6) księgi (1) kuchnia (5) kuchnia regionalna (3) kuksiołki (1) kuksiołki mazurskie (1) kulinaria (6) kult (2) kultura (4) kura z grzybami (1) kurczak (1) kurczak w śmietanie (1) kusiciel (1) kuszenie (1) Kuta (1) kwiaty (3) lake (1) land (1) landscape (4) las (1) lawa (1) leaf (1) leaves (1) leczenie (1) lek (1) Lemuria (1) leninizm (1) lesbijka (3) Lew Trocki (1) lewak (2) lewita (1) licytacja (1) Lilit (1) liryka (12) list czytelnika (1) list motywacyjny (2) literatura (5) litość (1) litur (1) Litur Dar'ghall (2) local government (1) łodyga (1) łodyga przeciwieństw (1) lokalnie (1) Lolek (1) Londyn (1) los (3) loża (1) Lucanus (1) Lucyfer (2) lucyferianizm (1) Ludowe Wojsko Polskie (2) Ludwik Krzywicki (1) ludzie (8) ludzkość (2) Luntaria (1) Lwów (1) Łysoczoły (1) łza (1) łzy (1) magia (2) magnateria (1) Malchut (1) mały człowiek (2) małżeństwo (2) manes (1) manufaktura (1) Marco Tosatti (1) Maria Magdalena (1) marksizm (2) Maryja (2) marzenia (1) masa (1) masoni (1) masturbacja (1) Masuria (11) materializm historyczny (6) Matylda (5) mauzoleum (1) Mazury (9) meadow (3) mean (1) Mela (1) metafora (1) Metamorfozy (1) mężczyzna (1) miasto (1) mięso (4) mieszkanie (1) Mikołajki (1) miłość (3) młodzież (1) Mojżesz (1) monster (1) monument (1) Mora (2) moralność (1) mord (2) mormoni (1) Morze Bałtyckie (1) możliwości (1) Mozre (1) Mrągowo (6) Much (1) mur berliński (1) mushrooms (1) muzułmanin (1) N (1) Nabrod (1) Nabuchodonozor II (1) należna pomoc (1) name (1) Nana (2) narkotyki (1) narodziny (1) natarcie (1) NATO (1) natural environment (1) nature (5) nature gallery (9) nature monuments (1) nefilim (1) neighborhood (1) Nemrod (2) Niebo (5) niepodległość (1) niewolnictwo (1) Nimrod (1) Noe (1) November (1) Nowe Jeruzalem (1) Nowoczesna (1) Nowy Testament (1) o książkach (4) obchody (2) obozy (1) obrazy (1) obrzęd (2) obyczaje (5) ochrona dzieci (1) ochrona praw (1) odkrycia geograficzne (1) Ofelia Tasiemiec (3) ofiary (1) ogród (1) ojciec (1) ojcostwo (1) okres starożytny (1) określenie (1) old city (1) Olsztyn (2) Onan (1) onanizm (1) opętanie (1) opieńka miodowa (1) opinia (2) opinion (2) opis literacki (1) opis postaci (1) opowiadanie (8) orientacja seksualna (2) ORMO (1) orszak (1) Orwell (1) orzeczenie (1) outflow (1) owczarek podhalański (3) owczarek z Tatr (2) Owidiusz (1) padlina (2) Palestyna (1) Pan (1) Pan Zastępów (5) państwo (1) Państwo Islamskie (1) Państwo Środka (1) Państwo Żydowskie (1) papież (2) Park Słowackiego (1) Partzufim (1) Paryż (1) pentagram (1) Penuel (1) PESEL (1) petent (1) pętla (1) photo (13) photography (11) piasek (1) picie (1) picture (6) pictures (3) piekielna diatryba (1) piekło (1) pieniądze (1) pieprznik (1) pierwsza wojna w niebie (1) Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo (52) pies (1) piosenka (1) pipe (1) PiS (2) Pius XII (2) place (3) places (2) plan (1) planeta (1) plants (5) Platon (1) płeć (1) plemię (1) plotka (1) PO (2) pochówek (2) podniecenie (1) podryw (1) poezja (22) pogrzeb (2) pogrzeb kawalera (1) pogrzeb panny (1) pojęcie (1) pokój do seksu (1) Polacy (1) Polak (1) Poland (4) Polgar (3) polish people (1) political fiction (2) politicians (1) polityka (6) Polska (15) Polska Partia Robotnicza (1) polski pies górski (1) pomoc (1) pomoc rodzinie (1) pomoc społeczna (3) porady (6) porzucenie (1) poszukiwanie pracy (1) potop (1) potrawa (1) potrawy (3) potrawy z mięsa (1) potwór (1) powieść (25) powieść satyryczna (33) powstanie (1) powstanie warszawskie (1) pozór (2) praca (1) pragnienie (1) prawa (1) prawa mniejszości (1) prawa podstawowe (1) prawda (5) prawda o aniołach (1) prawo (4) prawodawca (1) prayer (1) prezes (1) PRL (10) próbka tekstu (1) problemy (1) profanum (1) proroctwa (1) proroctwo (3) Proroctwo trzech (1) Prorok (1) prosaic form (1) prostytucja (2) Protais Zigiranyirazo (1) proza (2) przebaczenie (1) przekleństwo (3) przemiany (2) Przemilczeć Armagedon (41) przenośnia (1) przepis (2) przepowiednia (2) przyjaciel (3) przyjaźń (3) przypis (1) przyprawy (1) przyroda (1) przywołanie (1) Publiusz Ovidius Naso (1) Pułkownik (3) pupa (1) PZPR (1) Rachel (1) rain (1) raining (1) raróg (1) rasa (1) Re (2) realny socjalizm (3) recensio (1) recenzja (5) recenzja historyczna (1) recenzja literacka (2) recenzje (5) recenzje literackie (5) refleksja (3) refleksje (3) reformy (2) region (1) reguła (1) Reichskonkordat (1) relacje (1) relationship (1) religia (19) Rewolucja Październikowa (1) rezydencja Pułkownika (1) Richard Elliot (1) RIP (1) rody polski (1) rodzina (4) rogacz (1) rok obrzędowy (1) Ron Howard (1) rose (3) roses (1) Rosja (6) rośliny (2) rośliny gruboszowate (1) rosół (1) róża (1) Róża Luksemburg (1) Rozdział pierwszy (1) rozstanie (1) rozważania (2) rozwieracz (1) Rudyard Kipling (2) Rumunia (1) Russia (1) Russia Federation (1) Rwanda (1) Rydz (1) rytuał (1) rząd londyński (1) rządy (1) Rzym (1) sacrum (1) Sąd Ostateczny (2) sądy (1) saga (1) saga aniołów (1) sakiewka (1) Samaria (1) Sansenoj (1) Santoria (1) Sapon (1) sarkazm (1) satanizm (9) satyra (56) satyra polityczna (24) savoir vivre (1) Sea (1) sędziowie (1) SEEiK (64) seeik.pl (82) Sefira (1) Sefirot (1) sekretarka (1) seks (6) seks analny (2) seksualność (2) Semangelof (1) Senoj (1) Seria: Prowincjonalna (2) Set (2) sex (2) sex na świecie (1) sheep-dog (2) short text (3) sieć (1) siekiera (1) siły natury (1) Singing in the Rain (1) sintoizm (1) skuteczność (1) skutki (1) SLD (2) Śledź (1) slogans (1) słowa (1) Słowacja (1) Słowianie (1) sługa (1) sługus (1) śmierć (6) śmieszność (2) śmieszny tekst (6) smród (1) śnieg (2) socjal (1) socjalizm (4) Sofoniasz (1) Solidarność (1) solidaruch (1) Sophie Neveu (1) spirytualne (1) społeczeństwo (3) społeczność (2) sprzedaż (1) sraczka (1) środki alkoholowe (1) środowisko (1) Stanisław Gruszczyński (1) starożytność (1) Stary Testament (2) Stasiu Bułka (1) state (1) state farm (1) stawki (1) ster (1) sterowanie (1) store shelves (1) stories (1) stosunek (1) stosunki (4) STTL (1) Stwórca (28) stworzenie (2) styl jebitny (1) succulentus (1) sukces (1) sukulenty (1) surowce (1) Swaróg (1) sweet flowers (4) świat (3) Świat Książki (1) światy (1) święta (1) Święta Inkwizycja (2) święto (1) święty (1) świnia (2) Sydon (1) symbol (3) synkretyzm (1) system (3) szacunek (1) szanse (1) szatan (16) szatański (1) Szczachy Dolne (1) Szema (1) Szeol (2) Szinear (1) Szkocja (1) szkolenia (1) szlachta (1) sztuka (1) Sztuka kochania (2) sztuka miłości (1) sztuka pisana (1) Szua (1) szwadrony śmierci (1) Takie sobie bajeczki (1) Talmud (1) Tamar (1) Tatra (1) tchnienie (1) tears (1) technika (2) tekst (1) terapia (1) The Fall (2) The First War in Heaven (2) The Jews (1) The Ten Sfirot (1) The Zohar (3) toga (1) toilet paper (1) tolerance (1) tolerancja (1) Tom Hanks (1) tomatoes (1) Tora (1) town (3) tradycja (11) tragedia (1) translate (1) travel (3) trees (2) Tron (2) trudności (1) trunek (1) trylogia (1) trylogia aniołów (6) Turcja (1) twórczość (1) ubój (1) uchodźcy (1) ucieczka (1) ucieczka z kraju (1) uczciwość (1) UE (4) układ (1) umieranie (1) Universally (1) upadek (1) UPaP (30) upap.eu (29) Urel (3) Urgal (1) urok (1) urzędnik (1) urzędy pracy (1) USA (2) utwór (8) utwór poetycki (4) utwory poetyckie (18) uzależnienia (1) Uziel (28) Uziel Mora (7) uzielmora.eu (4) view (3) vinegar (1) wafelnica (1) wafle (1) walk (1) walka (1) wampir (1) wampiryzm (2) war (1) Warchołów (1) Warszawa (2) wartości (1) waterfall (1) Watykan (2) wędrowcy (1) węzeł (1) wiara (8) wiatr (1) wibrator (2) widzenie (1) wiek XIX (1) Wielka Nierządnica (1) wieprzowina (1) wiersz (20) wiersza (1) wiersze (13) wierszyk (2) wieża (1) wieża Babel (2) Wikingowie (1) Wiocha (4) Wiocha. Powieść jebitna (7) Wiosna (1) wirus (1) władza (2) władza ludowa (1) władztwo (1) Włodzimierz Lenin (1) Wojciech Jaruzelski (1) wojna (5) wojna w niebie (3) wojsko (1) wolność (1) woods (2) world (1) wota (1) WP (1) wróg (1) wsparcie państwa (1) wstęp (6) wszechrzecz (2) www.materializmhistoryczny.com (3) wycinka (1) wydanie (1) wyjazd za granicę (1) wykluczenie (1) wykluczenie społeczne (1) wypowiedź (1) wyrazy (1) Wyrocznia Pana (1) wyuzdany seks (1) wywiad (1) wyzwolenie Warszawy (1) z autorem o książce (1) z życia wzięte (3) zabawa (1) zabawy erotyczne (1) zabory (1) zachowanie (1) zagłada (1) Zagraniczna depesza (1) zagrożenia (1) Zakopane (2) żałomsza (1) zaloty (1) zapach (1) zapowiedź (1) zarobek (1) zarobki (2) zasady (2) zasiłek (1) zastęp (3) zatrudnienie (1) zaufanie (1) zawód (1) zdjęcia (4) zdrada (3) zgoda społeczna (2) Ziemia (9) ziemie polskie (1) ziemniaki (2) ziggurat (1) zima (1) zioła (1) Zion (1) zła wróżba (1) zło (4) złorzeczenie (2) zły (1) Zoefel (1) Zohar (2) żołnierz (1) żona (1) zrozumienie (1) ZSRR (13) zupa fasolowa (1) zupa grochowa (1) zupa z dyni (1) zupa ziemniaczana (1) związek (1) zwierzęta (6) życie (4) życiorys (1) Żydzi (7) żywa legenda (1)