The death of anecdote - prosaic form

Once upon a time (In the same part of the time or any time of part - it's my responsibility - if you like a simple story, could you write sth). Maybe "Once upon a time..." could be good enough or better (over the time we trying understand) in both of the correctly two forms. Albeit it's individual ability of the author. The ambiguity of these forms not pretending to will be giving all people the false. "Short form" - we said about our poem, are very interesting and bring knowledge closer. Stated above, that is currently imagination and perversion (in nowadays) - how the writer exposes himself text. Gonna sth to do? I've intention and I want. Let's start because the introduction is too boring, even me. She was born... (everyone must be born somewhere) unconscious, being on a wave. Every life was bled from a part in the body in front of conscious ears with listened to the voices from the world (Awesome - like in "the never-ending story"). In childhood, taught morality, she didn't hide her insights. As it happens in children, she was honest and devoted entirely to better protection of herself. Her youth was strange, sometimes funny (insights into the human soul be hardy because many problems are too heavy and arms are too weak). She moved between the lines, drawing up the unfinished life credas ("perfectly imperfect" was a dream, not nightmares like in Freddy Kruger stories). She started her cushy life's. If we don't want to lose control, we'll stay together.

Satanizm - co to naprawdę oznacza?

Satanizm to nie absurd, to nie subkultura, to nie dogmaty i nie religia. Satanizm to droga, pewien rodzaj filozofii oraz postrzegania świata. Wyjaśniając, pokrótce czym jest satanizm, postaram się oprzeć na pewnym przedstawieniu historii, bez której nie będę w stanie się obyć w temacie. Satanizm narodził się wraz z człowiekiem, ale to dopiero ludzie nadali temu zjawisku znaczenie, które pozwala dyskutować nad nazwą, zasadą oraz ogólną koncepcją. Satanizm nie jest ani dobry, ani zły. To koncepcja, bez której nie można się obyć w rozumieniu świata, wykorzystywana przez ludzi do zdobywania poklasku. Wykluczam satanizm, jako religię i dogmat, gdyż przekonanie o byciu w ofensywie do założonego planu stworzenia, nie może stanowić religii, a z tragedii, która się zadziała, nie można czynić doktryny. Istota satanizmu jest niewątpliwie ciekawa. Poznałem wielu znawców tego tematu, a jeszcze większą ilość obserwatorów i kibiców szatana, z którymi rozmawiałem. Największymi krzewicielami satanizmu w znanej nam postaci, są i będą ludzie religijni.Bez nich, satanizm i szatan, nigdy nie mieliby szansy zaistnieć, w takiej skali, o której możemy tutaj napisać. Działania tych osób, są niewątpliwie szkodliwe dla wiedzy o tym zjawisku, aczkolwiek stanowią pewien koloryt w sprawie.

Doktryna zła i szatan

Od zawsze, najważniejszą w identyfikacji aniołów była doktryna zła. Każdy, oparty na tym założeniu system, ma swoje dobre i złe strony. Czerpie z biblijnych przekazów, a te, przenoszą dawne zwyczaje i tradycje, na grunt własnego opisu, kształtując na nowo. Symboliczny szatan, to ofiara ludzkiej manipulacji, a nie sprawca grzechu. Zło uczynił zły, a tym złym był szatan, zwany również „diabłem”, „smokiem” lub „bestią”. Ileż to nie stworzono określeń, a ich lista jest tak imponująca, że musiałbym zapisać wszystkie karty tej książki, aby je w pełni podać. Pominę karkołomną identyfikację, ograniczając się w tym miejscu do zwykłego rozważania. Może sama książka wyjaśni więcej, niż nieciekawy opis ze wstępu. Skupmy się na tym, że według ludzi, szatan to absolutne zło. Absolut może być złem – stwierdzenie czystej abstrakcji. Absolut nie ma w sobie wątpliwości, ani nie miewa rozterek. Zło i dobro, to wahania, które wykluczają ideał. Pogląd ten został tak mocno zakorzeniony, że nie sposób z nim dyskutować. Dziwnym byłoby, gdybym na tym etapie, zaznaczył fakt, że każde nadane szatanowi imię, stanowi symboliczne określenie zjawiska, bądź odnosi się wprost do stworzeń, które z szatanem niewiele mają wspólnego.

Kaczkoduk przejmuje ster - próbka tekstu

Na początku[1] był system. Potem pojawił się człowiek tego systemu. Był nim, znany w kręgach politycznych, Wincenty Maria Dubie­niecki, zwany Pułkownikiem. Strefa jego wpływów, wskazywałaby niejednoznacznie, że mógłby zostać, co najmniej marszałkiem czy wręcz niekoronowanym królem Polgaru, czy też Europy. Ot, taki wyidealizowany obrońca systemu, a jednocześnie jego pan i władca. Choć, jak się czasem okazuje, „pan i władca”, też ma nad sobą kogoś kolejnego. Daw­niej mawiało się, że każdy ma dobrego towarzysza, w osobie „jakiegoś” kaprala. Jawny model drabiny społecznej z uwidocznionymi szczeblami powiązań i zależności (prasa wiecznie lubuje się w używaniu pojęć nieprzyzwoitych: „pajęczyna” i „ośmiorniczka”). Pułkownik miał szpakowate włosy, nosił ciemne okulary, eleganckie spodnie i koszulę na długi rękaw. Przypominał typowego wuja. Jego głos pasował do Hollywood, brzmiał jak Al Pacino, w roli Michaela Corleone, z filmu Francisa Forda Coppoli Ojciec chrzestny. Czasem przebrzmiewał[2] coś i w przebłysku olśnienia, przypominał niemą wersję Marlona Brando, wcielającego się w postać Dona Vito Corleone, tytułowego ojca mafijnego świata z Nowego Jorku.

Posłowie do Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo

Każdy autor, pisze posłowie do własnego dzieła, umieszczając na końcu książki, aby nie zdradzić Czytelnikowi zbyt wiele, z jego osobliwej historii. Stwierdzenie tego na początku, sprawiłoby wtedy, że dalsze czytanie książki byłoby utrudnione. Z posłowiem zapoznać się należy, mając wiedzę o treści, aby wydobyć z ostatnich tez autora, właściwy zamiar twórczy jego dzieła. Używam słowa „dzieło”, w odniesieniu do tego, co stworzyłem, bo tak zwykło się określać książki. Jeśli rzemieślnik wykona stół, to też jest jego dzieło. Czy tym jest właściwie ta książka? Oceńcie sami, czytając tę lekturę. Postaraliśmy się, aby cieszyła nie tylko zmysły, ale również nie męczyła, zbyt licznymi błędami. Trwało to dość długo. Jednak, każda rzecz dobra, powstaje w dość dużym okresie czasu. No… chyba że ktoś z Was rozpoczął czytanie właśnie z tego miejsca. Wówczas, i tak nie miałbym sposobu na to, jak to zmienić, nawet prosząc o to. Książka jest tak wykonana, że gdziekolwiek byście jej nie otworzyli, ma sens zapoznawanie się z jej treścią. Nie zgubicie się w tym, jak również nie zgubiliście się nigdy w Biblii, czytając tamto dzieło z dowolnego miejsca. Oczywiście, nie porównuje tych dwóch ksiąg, ale zaznaczam fakty dotyczące pewnego sposobu konstruowania treści. Udało mi się uzyskać dobrą formę.

Pierwotny świat: na początku nie było nic, poza Stwórcami

Na początku nie było nic, poza IHWH’a, Re i Liturem Dar’ghallem. Nasz Stwórca stworzył Erem i Ereb, Re uczynił Ziemię i jej wszechświaty, ...

Wednesday, 28 November 2018

Pierwszy, stworzony z materii - Beliar zwany na ziemskim padole szatanem

Popularny na świecie szatan był bliski Stwórcy, stworzył człowiekowi warunki do istnienia na planecie. 
Opisaliśmy go w książce Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo. Przedstawiamy Państwu ten opis, który stanowi jeden z wielu motywów w przedstawianiu tej wyjątkowej postaci: tragicznej i pięknej, obarczonej przez ludzi za dobroć i serce. 

seeik.pl

__________________________


On skinął głową, pochylił swe skronie. Zmarszczył czoło, skraw­kiem brwi zwiesił. Makijaż na nim widniał siły… Widziadło farby i koloru, zmatowiało prawdziwe uczucie, będące ostatnią żywą pod­porą. Godność zachować pragnie każdy, skrywając niewygodne odbicie.
– Powaga wymaga ofiary z siebie, nieprzetrawionej do granic. 
            Samotny stanął, z bólem sadowi się wśród niemej przestrze­ni. I nie kołysze nerwowo ciałem, nie daje wzniecić się na źdźbło tra­wy. W nim huśta i zagłusza zmorę – światło rozpromienione. Nie rzuca się, stojąc, spogląda ciskając cieniem w świat blady. I nie dochodzi głos go nadwątlony, który niknie w bezwietrznym szepcie.
– Naród człowieczy miał w nim podporę sławy, żyłby wznosząc naj­trwalszy budulec. Sięgnąłbym w nim, zmierzając ponad granicę cza­su. Tym wznosił najpiękniejsze słowa i tworzył, prorokując Ziemi, chowając skazę do głębi otchłani.
            Włosy dłużyły się mu na ramionach, ciążące do barków idea­łem[1]. Z czernią zlewały się w kolorze, barwiły światłem grzebiąc w nicości, targając żniwem, utkwione w diadeitowym blasku księżyca.
            Oczy, jak głazy w kolorze purpury, przechodzące w czerwień, ukryte w skałach – jaśniały, promieniejąc nad pięknem, idealnie wyrzeźbionego ciała. Mądrość w nich skryta z wielkości, nietuzin­kowa obmierzła łuna, sycąca krajobraz gwiazd. Wylały nad losem człowieka ocean jestestwa, z pochylonej głowy nad wątłym grobem.
            Ramiona mocne, tors prosty, z lekka wyniosły nad propor­cje. Dłonie smukłe, dłużyły się – wieńcząc szponami – tak szkli­sty­mi, z domieszką alabastrowej bieli. Mocne jak metal, co głaz w szka­radę, gotów zamienić wymierzonym ciosem. Silne w uści­sku, miażdżyły opornych, strudzonym zwracając ochotę do życia. Z łatwością serce, z ciała wyszarpać zdołały – tak jaśniejące, jak zęby, z których wychodził ostry, niczym diament, lwi kieł – mocniejszy od trzonu słonia.
            Smukły w talii, o nogach prostych. Stopy jego pracowały, chwytając każdy fragment przestrzeni, który przenikał zaradne pal­ce, rwąc pałacie z wypalonej ziemi. A gdy pomyślał o okrutnej pozie lub wzdrygał się z obrzydzenia – gotów do walki – zabójcze szpony wy­suwał, wydobywając śmierć ku powierzchni. Moc miały wielką, chwytając ofiarę – trzymały wiążąc nieszczęśnika okrutnie. Tak po­zbawione wol­ności stworzenie dogorywało, aż wielkie zęby przerwą milczenie, chwytając się tchnienia – z tętnicy sącząc żywot­ność, do kropli ostatniej z ducha.
            Ubrany w szatę srebrzysto-szarą, podwieszoną utkanym pa­sem z włókniny[2]. Niósł kahel w prawej dłoni, zdążając w przody, a na lewicy spoczywał na mieczu, dłoń dzierżąc mocno na gromkiej głowicy[3]. Nie szczędził rękojeści szybkiego wzlotu, widząc przeciwną formę do zwady. Przypięty do pasa dumnie zwisał, miecz o przenikliwej głowni[4]. Po przeciwwadze, znalazł miejsce aser błę­kitny, koloru zmatowionej stali. Rósł szybko, marzł i wykraczał nad smugę przestrzeni – jak taran przenikał mury, kryjąc powłoką z nicości, temperaturą równy przestrzeni – gdy jeszcze wiatry nie wzniosły się wschodnie, on dudnił zimnem i zsyłał tam lody, prowadząc do miejsca, w które nie wstępuje ocean[5].  
Na stopach jego wędzidła z podeszwą, usadowioną do kolan. Łapczywie wrzyna się rzemień w stawy, chroniący w walce.
Na dłoniach naramienniki ze szczerego kruszcu, uda powle­czone zbrojnym pancerzem. Złotolity blask przywdziany przez wybrańca. Barki wieńczyły grafitowe pręgi – zbroja to nieprzejednana.
Kroczył dumnie, trzymetrowy monolit, wznosząc się nad głowami udręczonych ludzi. Za nim wlokła się szata, przytwier­dzona do szczytu grafitowych naramienników. Wyglądał dostojnie, jak panteon bogów, kojarząc wszystko, co miał z niebieskości.
Pierwszy, stworzony z materii, powołany w istnieniu wiecz­ności. Bój toczył w imieniu Stwórcy – Erem wytworzył z podstawy. Zyskał świadomość stworzenia, budulec krzesząc marny, wołając w istnieniu nicości. Nim ludzi wygnał rodzaj mu na Ziemię, on stworzył azyl wyrodnym.



[1] Ideał, który ciąży, stając się czymś kłopotliwym (oddziałuje negatywnie, wbrew swoim idealnym zastosowaniom), wynika z braku chęci do istnienia, które wyraża jednostka odpo­wiedzialna, ponosząca klęskę swej misji.
[2] Włóknina – materiał nietkany, otrzymywany z luźnych włókien przez ich klejenie i prasowa­nie.
[3] Termin związany z budową miecza. Głowica – końcowa część miecza, mogąca mieć różne kształty, wieńcząca trzpień rękojeści, na końcu uchwytu.
[4] Termin związany z budową miecza. Głownia – metalowa, tnąca część broni ręcznej.
[5] W tym opisie mamy do czynienia z miejscem oraz pewną określoną właściwością. Właści­wość dotyczy źródła mocy Pana Zastępów, tzw. asera. Miejsce odnosi się do opisu z Ap 4. Mamy tam przedstawiony tron oraz dwadzieścia cztery trony, na których zasiadło dwudzie­stu czterech starców. W tym zjawiskowym opisie, tuż przed tronem znajduje się morze szkli­ste, podobne do kryształu. Dalszy fragment z Apokalipsy, wskazuje na apostołów, którzy widzą wiele, a ich postacie ukazano symbolicznie, w formie zwierzęcych wyobrażeń. Każda postać ma po sześć skrzydeł, które wokoło i wewnątrz, mają pełno oczu. Istoty te, nigdy nie śpią i śpiewają. Opis książkowy wskazuje na miejsce prapoczątku, które jest możliwe do osiągnięcia oraz stanowi źródło mocy asera. Opis apokaliptyczny wskazuje na miejsce, z którego można obserwować czas. Wstępując tam, osiąga się przyzwolenie i możliwość od­działywania, zależną od świadomości oraz potencjalnych umiejętności. 

Zohar wypełnia światłem, które staje się pokarmem



Księgi Mojżeszowe, razem z Torą uważane są za fizyczne ciało zdolne do nauki, natomiast księga Zohar jest wewnętrzną duszą pochodzącą z tego ciała. Pięcioksiąg jest wzniosły i ważny dla ludzi,  ale to Zohar stanowi wiedzę.
To nie jest puste przeświadczenie. Ludzie otrzymali księgi od istot żyjących w tzw. „wyższych światach” albo z takich, które są bezpośrednio nad nami, wyżej.
Obrazoburczo, odrzucono mistykę żydowską i do dziś dnia wiele osób zohydza tę gałęź wiedzy, aby przeciętny śmiertelnik miał zablokowany dostęp do pewnych pojęć, które z poziomu zwykłego zrozumienia, pozwoliłyby ludzkości na uwolnienie się od wpływów religii, dominacji i zła.

Judaizm
Uczeni judaizmu, ci światli i rozumni, twierdzili że Stwórca jest dla wszystkich jak również, dla nich jest Ziemia. Chrześcijaństwo mieszając historię Izraela z dziełem Stwórcy, doprowadziło do sytuacji, w której to chrześcijaństwo jest czymś gorszym, opartym na ofierze i obietnicy, całkowicie nie traktującym ludzkości całościowo, brakującym (eliminującym) historię Izraela z treści, przypisującym wszystkie te zdarzenia własnym hasłom.
Ludzkość to nie tylko Izrael, gdyż to tajemnica i wiedza, którą odkryć może każdy, dotycząca nas wszystkich, ludzi.
Wyobraźmy sobie tysiąclecie, w czasie którego Żydzi wychodzą i mówią – jesteśmy jednym, szanujmy się, itd. Jak są wówczas traktowani?
Prześladowaniami, oskarżani o rytualne mordy, itd. Komuś zależy, aby prawdziwa natura Żydów, ich potężna wiedza oraz zdolność do rozumowania świata, nie wychodziło poza pewne obszary.
Zasada jest dość mało skomplikowana: lepiej jest nienawidzić niż przekonać się o tym, że zawierzyło się ułudzie.

Tora to ciało, a Zohar to dusza
Odważne stwierdzenie, mówiące o tym że Tora to ciało a Zohar to dusza, ale człowiek zna swoje ciało. Wymyślił psychologię, aby poznawać i zgłębiać duszę.
Tora kształtuje wewnętrzne relacje, daje możliwość poznania, a Zohar wypełnia człowieka światłem, które staje się jego energetycznym pokarmem.
Dosłowne historie Tory ukrywają niezliczone sekrety. One zostały ukryte, nie są otwarte. W tym nie chodzi o zdarzenia czy ich prawdziwość. W wielu miejscach, poprzez jedno słowo, możemy znaleźć prawdę, być bliżej.
Zohar jest Światłem (dosł. the Zohar is the Light), które świeci nad wszystkimi sprawami, trudnymi i niemożliwymi do zrozumienia i wytłumaczenia, lecz wzniosłymi, opisanymi zdarzeniami z Tory (dosł. all of the Torah’s sublime mysteries).
Czyli inaczej: Tora jest obrazem zwykłego życia. Bezpośrednim wyrazem obcowania człowieka ze Stwórcą, ukazanym w prosty sposób, na tle dziejów narodu i ludzkości. Zohar idzie dalej, niosąc zrozumienie i przywracając wiedzę człowiekowi. Zwykłe stwierdzenie, że „wiedza kosztuje czy wiedza jest skarbem”, obecnie się zatraca, gdyż szydzi się z prawdziwej wiedzy, którą zakryto.
Samo mówienie, że wiedza została zakryta, stanowi już coś niewybaczalnego. Wnosi do życia bunt, powoduje ataki i szydzenie. W przypadku rodowodów i życia proroków, stosuje się takie pojęcie „odszedł od zmysłów”.
Ludziom wmówiono, że wszystko jest jasne i poznane. Mechanizmy te, ograniczają możliwości człowieka w zrozumieniu świata. Mając przeświadczenie o tym, że wszystko jest już jasne, człowiek nie podejmuje się próby zrozumienia czegokolwiek. Na każdą ingerencję w jego utrwalony światopogląd, reaguje gniewem.
To podstawowy mechanizm kontrolowania i ograniczania człowieka w jego poszukiwaniach. W tym artykule na podstawie Zoharu, postaramy się wytłumaczyć podstawowe pojęcia w nim zawarte. Będzie to kolejna odsłona, ale nie ostatnia gdyż jest tego multum.  
Nie twierdźmy, że mistyka jest czymś złym. Stwierdzanie tego, ma na celu zamknięcie nas na różne pojęcia.
Jeżeli W. I. Lenin mówił o tym, że religia wypacza rzeczywistość, która jest obrazem stworzonym przez człowieka dla wyobrażenia rzeczywistości – to Zohar powie żeby znaleźć wewnątrz tego sposób na poznanie prawdy. Tłumaczy to też, dlaczego Żydzi tak głęboko zaufali komunizmowi. Znamy apokaliptyczne stwierdzenie „kto ma oczy, kto ma uszy” – wiedza, o tym mówi Zohar.

Emanacje – 10 Sfirot
Emanacja to pewien rodzaj abstrakcji w stosunku do rzeczy, która posiada swoje źródło. Prościej można to ująć, jako wyobrażenie pewnej struktury, która posiada własne źródło. Czyli jeżeli coś tu, pojawia się w wyobrażeniu człowieka, to musi mieć swoje źródło w „wyższych światach” (to jest praprzyczyna sprawcza). Przypisywanie wszelkich form wyobrażeń, tj. zdolność człowieka do śnienia czy marzenia oraz mówienie o nawiedzeniu przez demona, stanowi próbę uśpienia zbiorowej podświadomości, w której pokładach znajduje się prawdziwa wiedza. Substancja zbiorowa nie dopuszcza do siebie człowieka, a wspólny mechanizm został aktywowany na poziomie instynktów oraz prostych zbiorów zasad, opartych na strachu, przemocy, materializmie i wyzysku. Jesteś głodny – musisz zjeść, aby zjeść – musisz mieć pieniądze. Chcesz dobrze żyć – wiedza nie jest ci potrzebna – nic poza tym światem nie istnieje – Chrystus ci wybaczy – możesz być prostytutką. Ważne, abyś kochał kapitalizm i konsumpcję oraz wydawała pieniądze, nawet za cenę ruiny finansowej.
Na tym poziomie, zamyka się „trzecie oko” i wrażliwość na cokolwiek.
Zbiorowa podświadomość człowieka nie działa w pełni. Próbujemy wypełnić sobą świat, starając komunikować z poziomu naszego bytu, ale formalnie nie możemy wyjść poza pewne obszary. Szczątkowo pojawia się poczucie samotności, chęć obcowania na poziomie jaźni z innymi ludźmi, bez konieczności przebywania w ich otoczeniu. Szybko jednak uznajemy to za objaw choroby. Opłaca się być szarlatanem – wróżbitą i dziwką – nie opłaca się być intelektualistą, szukającym oświecenia (prawdy), bo wówczas nazwą nas komunistą.
Ukryte w oślepiającym świetle, w Wyższym Świecie, zostało stworzone Światło. A zatem, powstał mały punkt, pomiędzy którym nasz wszechświat mógł się narodzić. Stworzonych zostało też dziesięć zasłon. Te dziesięć zasłon nazywa się Dziesięcioma Sefirot. Każda kolejna Sefira zmniejsza emanacje Światła, stopniowo ściemniając jego blask – nasz fizyczny świat zna to jako Malchut. Tylko pozostałość Światła pozostała w tym ciemniejącym wszechświecie pilotuje światło, które podtrzymuje naszą egzystencję.
To Światło jest życiową siłą istoty ludzkiej, początkującą narodziny gwiazd, podtrzymującą słońca, która ustala wszystko od wirujących galaktyk, do zajętego w ruchu mrowiska.
Co więcej, Dziesięć Sefirot działa jak pryzmat, załamujący Światło w wielu kolorach, dając początek różnorodności życia i materii w naszym świecie.

Dziesięć Sefirot są następujące:

Korona
Mądrość
Zrozumienie
Wiedza
Mała twarz

obejmujących kolejnych Sześć Sefirot:

Łaska
Osąd, Srogość
Wspaniałość, Piękno
Zwycięstwo (Nieśmiertelność)
Chwała
Fundament
Królestwo

Nie obawiajmy się używania słów: duchowy, fizyczny, światy itd. Religia to nie dżungla, a nasz świat to nie eksperymentalny padół, na którym człowiek otrzymał zabawki do ręki.

Partzufim – formy spirytualne
Jedna kompletna struktura Dziesięciu Sefirot tworzy Partzuf lub Spirytualną Formę. Razem, te siły są cegiełkami całej rzeczywistości (składają się na rzeczywistość jak puzzle, z których jest zbudowana układanka).
Jak woda i piasek, połączone do tworzenia cementu, Dziesięć Sefirot wytwarza Spirytualną Formę (Partzuf). Każda z tych Spirytualnych Form poniżej, składa się z jednego ustalonego zbioru Dziesięciu Sefirot.

Te Spirytualne Formy nazywają się:

Starożytność
Starożytnych dni
Świętej Starożytności
Starożytność starożytności
Ojciec
Długa Twarz
Matka
Kobieta
Inteligencja
Praojciec Izraela
Mężczyzna

Te imiona nie powinny być tłumaczone dosłownie. Reprezentują wyjątkowe siły duchowe i konstrukcyjny blok, wytwarzając podbudowę i fundament dla wszystkich światów, tworząc rzeczywistość.

Pięć światów
Wszystko powyżej Spirytualnych Form (Partzufim) tworzy jeden duchowy świat. Tam jest Pięć Światów, które w całości tworzą naszą rzeczywistość, w związku z tym wymaganych jest pięć ustalonych na górze Spirytualnych Form.  
Nasz psychiczny świat odpowiada dla świata:

Asiyah – Akcja
Adam Kadmon – Pierwotny Człowiek
Atzilut – Emanacja
Briyah – Kreacja
Yetzirah – Tworzenie
Asiyah – Działanie

Pięć poziomów duszy
Nefesh – Pierwszy, Najniższy poziom Duszy
Ruach – Drugi poziom Duszy
Neshamah – Trzeci poziom Duszy
Chayah – Czwarty poziom Duszy
Yechidah – Najwyższy, piąty poziom Duszy


SEEiK.pl

Nie masz powodu, aby się tłumaczyć: prawdziwe mendy żyją pośród nas

Kolejny odcinek przygód Agatki i Matyldy, opowiada historię wymyśloną, ale taką, która mogłaby się prawdziwie wydarzyć. 
Cieszymy się, że mogą Państwo przeczytać fragmenty naszej powieści, którą piszemy poprzez stronę seeik.pl i zachęcamy do jej śledzenia. 


Materiał powstał w ramach działalności statutowej. Nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Stanowi promocję sztuki, nawiązując do wolności słowa i środków wyrazu. 
Wszelka zbieżność, może być jedynie czysto przypadkowa i nie stanowi podstawy do roszczeń osób trzecich, gdyż opowieść nigdy się nie wydarzyła i ukazane sytuacje, stanowią jedynie wyobraźnię autorów i nie mogą stanowić odniesienia do rzeczywistości. 

Redakcja 
_____________________________


SEEiK.pl

Matylda była zaniepokojona. Tego ranka natrafiła na prawdziwą przeszkodę. Dowiedziała się od koleżanki, że prawdziwe mendy żyją pośród nas i są do tego cielesne. – Tak, tak… Zupełnie wyraźne i przy tym, mają ciało, niekiedy całkiem przyzwoite. Tapeciarze, dobrze pachnący, trącają ludzkie nozdrza uszlachetnionym wyziewem  perfum, aby odwrócić uwagę od innych zapachów.
Dajmy na to, że ktoś wcześniej uprawiał seks, trzepał konia czy korzystał z wygódki. Typowo teoretycznie, ale zapach pozostaje. Oszukujemy się przy zbliżeniowym kontakcie. Dopiero przy bezpośrednim dojściu, zyskujemy świadomość rzeczy.
Wytracamy naszą naturę, ale po co nam natura jak można być kurwą. Nie chodzi też o taką kobietę, która zarabia – bo to żaden wstyd być solidnym pracownikiem. Rzecz idzie o ludzką kurew, które ssie soki z życia, czerpiąc radość z dosrywania innym. Z taką dupą się nie walczy, bo może człowieka bezlitośnie osrać. Postępuje przy tym na ślepo, pozostawiając po sobie zgliszcza sanitarnej rozpierduchy.
Nie ma się co nad tym roztkliwiać, ale ludzie oceniają nas po pozorach. Kochają nas za pozory i bycie fałszywymi frajerami. Dają się nam posuwać, gdy posiadamy drogi zegarek czy dobry samochód, zupełnie bez powodu, wiedząc że stać nas na wykarmienie potomstwa. Drogie imprezy, bogate stroje i nieziemskie ceny za nocleg w hotelu, pozwolą wkupić się każdemu pedałowi do kompletu napędowego składaka.
Zapominają, że sami są niedoskonali i tylko na chwilę przybrali maskę. Ciężko oddycha się z takim obciążeniem, ale ludziom to nie przeszkadza. Tracą łączność ze światem, karmiąc się iluzją. Wówczas, łatwiej jest im porzucić przyjaźń lub roztoczyć nad kimś niepamięć. Mniej boli i nie powoduje wyrzutów. Gdyby ludzie zaczęli myśleć, to nie skazywaliby innych na śmierć głodową. Jednak, taka wiedza boli i nie pozwala na regularne i bezstresowe trzepanie konia. Reszta pozostanie tajemnicą.
Tacy ludzie krzyczą, że są homofobami i antysemitami, a sami są pewnie gejami i Żydami. Te połączenie nie musi być drastyczne. Bycie gejem to nie grzech, lecz kwestia higieny oraz uczuć. Co do Żydów, to ludzie jak każdy, tyle że cywilizacja ma na ich tle kompleks, spotęgowany wspólną religią. Żydzi zachowują tradycje rodzinne i charakter, a to nie pozwala ich segmentować, czym wkurwiają światowe elity, zarządzające głupotą na Ziemi. Istnieją seksualne perwersje i pęd do kutasa. Jedna Żydówka z Chicago, nie mogła poruszać się pod domu inaczej, jak w jej cipce nie pracował różowy penetrator, ale była wolnego stanu i eksperymentowała, aby kiedyś być nie tylko przykładną żoną i matką, lecz przede wszystkim kochanką, dającą swemu mężczyźnie radość z popuszczenia. Oprócz seksu, zbierała dary dla ubogich, kształciła się i odwiedzała regularnie synagogę. Zacna dupencja z niej była…
Dyskusja internetowa wkurzyła Matyldę, gdy czytała wypociny jednego totalnego idioty z sodomickiej nory, zlokalizowanej na przedmieściach cywilizowanego świata, który głosił hasła wyssane z palca, promowane przez rządowych szczekaczy, dla których jaszczurka i krokodyl to, to samo zwierzę.
Wiedziała, że ludzie łapią się na pozory, ale Internet nie pozostawia złudzeń. Bezpieczniej jest o czymś myśleć i tego nie praktykować. Publiczna sieć, sprawiła że Matylda poznała ilu prawdziwych debili i pozorantów, porusza palcem po smartphonie, pozbawionych całkowitej odpowiedzialności za własne poczynania.
W jej rodzinnym mieście, pond dwadzieścia procent aktywnych seksualnie osobników, szukało w sieci możliwości połechtania się językiem. Ze wzajemnością i wtedy jest wybaczalne, aczkolwiek może powodować drętwienie i pypcie.  
Znała osobiście gościa. Wiedziała że ma firmę zarejestrowaną za granicą, a w kraju robi interesy, uciekając od podatków. Zadbał o siebie, bo emerytura z Dublina jest lepsza, szczególnie od tej z Warszawy. Nie rozumiała tego, po co szuka na siłę „tych złych i winnych upodlenia narodu polskiego?”. Taka dwulicowość w kwestiach podstawowych, przekłada się również na stosunki społeczne i pożycie intymne rodaków. Wolą analnie, bo to pozwala zaoszczędzić na niechcianych ciążach. Zresztą, żaden grzech, aby tylko dupa była czysta. Upodlić się można na wiele sposobów. Grunt, żeby innych przy tym nie pouczać i nie potępiać.
Matylda pomyślała o tym, co by było (pytanie z sekcji specjalnej), gdyby ludzie nie używali perfum? Świat stałby się prostszy, a wzajemna tolerancja i aprobata, musiałyby pozwolić nam żyć bardziej dziko i stadnie. Skończyłoby się upiększanie na siłę i tworzenie masek, których zadaniem jest upodlanie innych, przypominanie o tym, gdzie jest czyjeś miejsce w szeregu oraz hejtowanie po kryjomu, połączone z obrabianiem dupy. Celem głównym ludzkiego życia jest prokreacja i zadowalanie. Matylda była troszkę inna, choć to też ją intrygowało.
Dupa powinna być zawsze biała, a jak staje się czarna, to trzeba ją liznąć. Wychodzi taniej niż bezpodstawne plotowanie, a przy tym masa korzyści…
Znając prawdziwie smukłą zasadę współżycia społecznego, Matylda wychodziła z założenia że z debilami się nie dyskutuje, gdyż sprowadzą każdego do swojego poziomu.
Matylda i tak była już zmęczona, bo Agatka zrobiła co mogła, aby uprzykrzyć jej życie. Po rozstaniu, przyjaciółka nie mogła przestać bruździć Matyldzie. Dowiadywała się o tym, od każdego wspólnego znajomego, jak to jest zła i niedobra suka. Naskarżyła nawet na psiarnię, aby kundle złapały trop i powęszyły na żmijowisku.
Niemoralna Agatka była takim tycim świntuszkiem, który odwracając uwagę od własnej chuci, chciał zrobić z Matyldy podłą sucz. Groteskowa błazenada, trwała, rozciągając się po cyckach. Agatka zapomniała dodać frytki do tego i pokropić ketchupem, ale z oszczędności władowała całą furę łajna i posłała przyjaciółce.
Matylda wiele znosiła, uważając że trzeba na pewne rzeczy przymknąć oczko i wypiąć tyłeczek. Łóżko jest potrzebne każdemu, bo po coś Bozia dała dziurki i pałki, ale istniały granice, których wyznacznikiem był stan wolny oraz ogólna przyzwoitość. – Mężatek i żonkosiów, nie tyka się za frędzla – tłumaczyła Agatce.
Wyjaśnijmy, że męska i żeńska cześć tej populacji, posiada ów frędzel, dostarczający powszechnej radości z przywdziewania ogumienia.
Stanowiło to wołanie na puszczy, gdyż Agatce chodziło wyłącznie o seks. Zajęci ludzie, wracają do swych domów i aby uniknąć monotonni w związku, potrzebują odmiany. Single są ciężcy w pożyciu, bo istnieje ryzyko iż jakiś procent z nich, zechce się zaangażować w stały związek. A komu się chce w dzisiejszych czasach rozwodzić? Ciężko z nimi o przygodny seks, a wyposzczeni przez życie, znają się jedynie na trzepaniu gruchy i drażnieniu prostaty.
Zajęci ludzie są dynamiczniejsi w zbliżeniach, a dodatkowy bodziec, stanowi wina i poczucie strachu. Odrobina perwersji mentalnej bywa potrzebna do lepszego ukrwienia przyrządów, które dostrojone, wahają się na zwisach.
Agatka unikała problemów, wybierając zajęte członki, na których kołysała się jak rozłożysta rolka świeżusieńkiego papieru toaletowego, którego przeznaczeniem było delikatne pieszczenie warg –  nie tylko od dupy strony.  Powierzchowny kontakt z dupą sprawia radość. Istnieje pewna nieopisywana nigdzie radość, związana z początkiem fazy wypróżniania. Ludzie nie myślą o tym albo inaczej – nie chwalą się tym głośno. Smród towarzyszy nam od najmłodszych lat życia i powoduje że ciągle pachnimy się, aby uniknąć społecznej kompromitacji. Wobec naszej dupy pozostajemy surowi, waląc z niej jak z ruskiego działa, przygłuszonego niedomkniętym zaworem.
A co by się takiego stało, jakby ktoś nie wytrzymał czy coś poczuł? W sumie nic, ale społeczny nacisk jest tak silny, że człowiek zostaje zduszony samą myślą o obcowaniu z zapachem drugiego osobnika. Ludzki zapach uważany jest wręcz za dewiację i powszechnie nietolerowany, a wręcz stanowi obrzydzający element. W ciągu dnia możemy zajmować się tym, co sprawia nam radość lub kapcanieć się w pozornym świecie, pohukując w iluzji cieniutkim odgłosem, ślizgających się przeciwciał.
Agatka miała we krwi skłonność do udawania, którą zaaplikowano jej z mlekiem matki.  Udało się jej tak dobrze odgrywać przed Matyldą, że ta była w stanie uwierzyć w każdą opowieść i bez mrugnięcia okiem, posunąć się do odchylenia zasad, aby tylko seksualnie zboczona Agatka, mogła podniecić się i zmoczyć.
Nazbierało się tego przez życie, bo Agatka skakała na wielu zajętych chłopów, którym w takt przygrywało zainteresowanie namiętnej kochanki. Przeszkadzała jej wyłącznie Matylda, która utrudniała poufne zbliżenia, pouczając koleżankę o szacunku wobec siebie samej. Krążyła nad jej życiem, niczym sęp nad padliną, chroniąc jej dobre imię przed bandą baranów. Wiemy, że sęp to ptak stadny, który widząc pokarm, krąży po bezwietrznym niebie, aby przywołać innych biesiadników do uczty.
– Jaki tam szacunek? Przecież nic złego nie robię! – darła się Agatka.
– Ty nie wiesz na czym polega prawdziwa miłość, kobieto – ripostowała Matylda.
– Za to dobrze, że ty to wiesz i sobie chłopa znaleźć nie możesz. – Agatka pozostawała nieugięta. Znaczy się, zgięta była, bo plecy ją bolały od harców, ale moralnie postawiła się agresji.
– Że co, proszę… – zatkała się Matylda. – Po jej oczach spłynęły łzy. Pomyślała sobie, że Agatka to prawdziwa sucz, ale nie zniechęcała się i postanowiła dalej zabiegać o przyjaźń.
– Dobrze wiesz, że to przez ciebie rozstałam się z Tomkiem – odpowiedziała Matylda. – Drażniło go, że zbyt wiele czasu ci poświęcałam. – A ja nie mogłam, ot tak, ciebie zostawić w potrzebie.
– To jesteś frajerka i pustak – odpowiedziała Agatka. – Ha, ha – śmiała się. – Nikt ciebie o to nie prosił.
Matylda nie miała nic przeciwko stosunkom seksualnym czy trwałemu związkowi Agatki. Drażniła ją forma, a rozdzierało to, że kurewstwo tak zostało skryte, że nikt nie spodziewał się tego, że Agatka była najprostszą formą pospolitej podmiejskiej dupodajki.  
Myśli te wracały do Matyldy, ale musiała nauczyć się z tym żyć. Nie musiała się już nikomu tłumaczyć, gdyż osiągnęła wiedzą, czy wręcz pewność, że prawdziwe mendy żyją pośród nas.


SEEiK.pl




To be continued...

__________________
Jeżeli interesują was dalsze losy. Śledźcie naszą stronę na www.seeik.pl.
Szerokości.

Kolejne części 
Jak żyć?

Sunday, 18 November 2018

Zohar - Źródło spirytualnej energii



Zohar to księga pokoju, zawierająca język uniwersalny, skierowany do wszystkich ludzi. Zohar to księga, umożliwiająca ponad podziałami, spojrzenie na wiele spraw. Ona przynosi światło ludzkości, stanowi drogę do wyzwolenia się i jako pierwsza mówi o tym, że człowiek powinien wyjść poza krąg, w którym się znalazł.
Zohar definiuje też naszą planetę jako Szeol, czyli miejsce do którego trafiają duszę, doświadczając oczyszczenia, żyjąc w tym świecie. Uważa się to za miejsce zwane Piekłem,  - Hell, Avadon, Gehenom. 
 To nie jest księga jednego narodu, to szukanie w ludzkości źródła kreacji i siły Stwórczej natury Ojca. Ukazuje światy nad nami, które są powyżej, pozostając za kotarą, która ogranicza człowieka, niczym woda i piasek, tworząc cement.
W środowisku żydowskim, wiedza tajemna odgrywa ważną rolę i jest w nim obecna od setek lat. Gromadzona wiedza, przekazywana z pokolenia na pokolenie, służyć ma zrozumieniu ludzkiej natury oraz zobrazować, wszystko to, co wiemy na temat tego świata. Zohar nie zamyka człowieka na Ziemi, stara się patrzeć znacznie dalej.
Często podchodzimy do rzeczy związanych z kulturą żydowską na zasadzie reakcji alergicznej i często zamykamy Żydów w schematach, jako tych, którzy dbają wyłącznie o swój naród i innych uważają za gorszych.
To są bardzo nieprawdziwe i krzywdzące wnioski. Izrael i Żydzi to dwie substancje, niosące światu światło. Prawdziwy Izrael jest w Zoharze i innych księgach kabalistycznych.
Żydzi nauczają, że zanim wejdziemy do Zoharu to powinniśmy się starać zapoznać z pewną modlitwą, która zawiera w sobie podstawowe fundamenty.  „A Prayer from The Ari”. I jak podają przyczynę, mówiąc że „To be recited before the study of the Zohar”.


SEEiK.pl


Kilka słów o Zoharze
Pamiętajmy, że do Zoharu my aplikujemy przez stosowanie zasad mocy. Zohar jest księgą wielkiej mocy i wiedzy. Jest wszystkim uniwersalnym i rozpoznawalnym i definiowanym w pracy kabalistów i czymś bardziej większym. W „Applying the power of the Zohar” na samym wstępie używa się dla podkreślenia jego ważności słów “Universally” i “Much”, pisanych dużą literą. Zohar jest przez to księgą spełnioną. W nim jest odpowiedź.

Zohar jest źródłem dla energii spirytualnej i fontanną metafizycznej mocy i nie jest jedynie ujawnieniem i wyjaśnieniem, ale dosłownie przynosi błogosławieństwo, ochronę i dobre samopoczucie pomiędzy żyjącymi, tymi którzy czytają uważnie jego święte teksty.

Wszystko to wymaga godnego pragnienia, pewności ufającego serca i otwartego umysłu. W odróżnieniu do innych ksiąg, włącznie z wspaniałymi tekstami spirytualnymi różnych tradycji, Zohar jest napisany rodzajem kodu, przez który przemawiają metafory, przypowieści i tajny język użyty w pierwszym ukryciu, ostatecznie odsłonięty w tej księdze, dzięki sile kreacji.  

Kod, którym posługuje się Zohar jest odsłonięty tym, którzy chcą wiedzieć i rozumieć. I tradycja żydowska niczego nie zamyka. Pozostawia ogólnie dostępne i otwarte, pod tymi wszystkimi przypowieściami. To Stwórca, czyniąc kreację i powołując życie na Ziemi, zawarł we wszystkim specjalny kod metafizyczny. To słowo, które daje zrozumienie. Można po nie sięgnąć i rozumieć, jeśli się poszukuje.

Jak obecna elektryczność jest ukryta w drucie i kablu przed ujawnieniem się w świecącej żarówce, duchowe Światło Stwórcy jest owinięte w alegorie i symbole poprzez aramejski tekst samego Zoharu. Podczas gdy, wiele książek zawiera informacje i wiedzę, Zohar wyraża i ucieleśnia ducha Światła. Same litery na jego stronach posiadają moc sprowadzenia duchowej wiedzy i pozytywnej energii w każdy obszar naszego życia.

Jak my, naocznie zbadamy tekst aramejski i przestudiujemy towarzyszący mu wgląd, zjawiający się w języku angielskim, moc duchowa jest wezwana z góry, a świat drży i jak światło wysyła naprzód odpowiedź.

To jest podstawowy powód, który nie tylko pomoże nam nabyć wiedzę, ale narysować światło z Górnych Światów i przynieść uświęcenie w naszym życiu.
W rzeczy samej, księga sama w sobie jest najpotężniejszym narzędziem ze wszystkich narzędzi oczyszczających duszę i łączących ją ze Światłem Kreatora. Jeśli otworzysz te strony, zanim to zrobisz, nie popełnij niezrozumienia patrząc na standardowy sensu, który określić może twój podstawowy cel.
Mimo że nie masz wiedzy o języku aramejskim, spójrz najpierw na aramejski tekst zanim zaczniesz czytać po angielsku. Nie bądź zniechęcony trudnościami w zrozumieniu. Zamiast tego, otwórz swoje serce na duchową transformację, którą oferuje ci Zohar.

Ostatecznie, Zohar jest instrumentem służącym do wydobycia (oczyszczenia ze zbędnych substancji, proces rafinacji) indywidualnej duszy dla usunięcia ciemności z ziemi i przyniesienia lepszego samopoczucia i błogosławieństwa dla naszych bliźnich.  
Nie jest jedynym celem posiadanie mądrości intelektualnej, ale posiadanie przez nas duchowej czystości.

Tak o Zoharze, mówi wstęp do księgi.

A teraz, modlitwa od Ari:

Zasady świata, i Pana Panów, Ojca litości i przebaczenia, dziękujemy Tobie, nasz Boże, i Boże naszych ojców, kłaniających się i klęczących, którzy są bliżej Twojej Tory i Twojej świętej pracy. Ty, który włączasz nas do wzięcia udziału w sekretach Twojej świętej Tory.  Jak godni jesteśmy że Ty napełniasz nas z wielką przysługą i uniewinniasz wszelkie nasze grzechy i oni nie mogą przynieść oddzielenia pomiędzy Tobą a nami.

I może być twoja wola przed Tobą, nasz Boże i Boże naszych ojców, że Ty się obudzisz i przygotujesz nasze serca do miłości i czczenia Ciebie i usłysz nasze wypowiedzi i otwórz nasze zamknięte serca do ukrytej nauki Twojej Tory, spraw aby nasza nauka była przyjemnością, zanim Twoje Miejsce Honoru, jak aromatyczna słodycz kadzidła i spraw aby przechodziło od Ciebie Światło ze źródeł naszej duszy do wszystkich istot.
I spraw aby iskry twoich świętych sług, przez których objawiłeś swoją wiedzę dla świata, lśniły.

Miej ich zasługi i zasługi ich ojców i zasługi ich Tory, i świętość, pomóż nam którzy powinniśmy nie potknąć się przez nasze studiowanie. I przez ich zasługi oświecaj nasze oczy w naszej nauce jak to stwierdził król Dawid, Słodki Pieśniarz Izraela: „Otwórz moje oczy, dlatego że widzę cuda pochodzące z Twojej Tory” (Tehilim 119:18). Ponieważ z jego ust Bóg dał wiedzę i zrozumienie.

Niech wypowiedzi moich ust i myśli mojego serca, znajdą zasługę przed Tobą, Boże, moja Siło i mój Odkupicielu (Tehilim 19:15).

Tuesday, 13 November 2018

O tym jak Maciejowik Józef przyjechał karierę robić do Łysoczołów ze Szczachów Dolnych

Łysoczoły to gmina bardzo mała, umiejscowiona w sercu województwa wartowsko-manowskiego, na skraju powiatu kur­tow­skiego. Przez gminę przepływała rzeka, jest tam kilka jezior, parę bagienek. Sporą część gruntów stanowią lasy i pola uprawne. Nieznacznie rozwija się turystyka, a bardziej konsumpcja.  
W okresie głębokiej komuny, serce gminy waliło w Łyso­czo­łach i Harpunach.
W Łysoczołach była knajpa, urząd, posterunek ORMO i Mi­licji, kościółek i kilka siedzib leśnictw. Życie toczyło się powoli, skupiało się głównie przy barze „U Stacha”, w sklepie „U Bronki” oraz w pobliskim GS, w którym można i nie można było dostać, czego dusza zapragnęła. Należało spełnić jednak warunek i znać odpowiednie osoby. Tym samym, GS stał się prawdziwie bijącym sercem gminy. Kariera w GS stanowiła sprawę poważną i była pisana ludziom wyjątkowym, chcącym służyć ówczesnej władzy oraz pobliskim dygnitarzom, którzy przyjeżdżali z serca woje­wódz­twa, kupić mebelek czy zaopatrzyć się w lepsze jedzenie. Oczy­wiście na zamówienie, wprost spod lady. Jak mówiono w tamtych, zacnych czasach, byli „równi i równiejsi”. Żaden opor­tunista z lokalnego gminu, który rozsiewał takie hasełka, nie był w stanie tego wyrazić dość głośno, ponieważ ORMO, Milicja i kilku aktywnych współpracowników, było przygotowanych na takie wro­gie szemrania.
Drugą, ważną miejscowością były Harpuny. Tam, za lasem Soleźniaka, dywersanci zlokalizowali starą bimbrownię, w której produkował się najprzedniejszy trunek w kraju. Moc jego, oceniać można na siedemdziesiąt, a smak na przedni. Z dodatkiem kar­melu, trunek ten miał barwę złocistą, a z dodatkiem mięty, pora­stającej bagienko Soleźniaka, zielonkawą. Specjalny trans­port, co czwartek, zajeżdżał od komendanta milicji i zabierał kilka baniek boskiego likieru. Dla wielu ówczesnych działaczy, był to napój wręcz życiodajny, bez którego nie potrafili normalnie funk­cjono­wać.
Beczki składowano w GS w Łysoczołach, gdzie były butel­kowane i rozprowadzane po kraju. Czyniono tak, ponieważ przy­jeż­dżający dygnitarze, potrzebowali rozkoszować się w jego sma­ku po ciężkiej pracy. A, że zbliżał się właśnie weekend, który w tam­tym czasie oznaczał czas wolny dla partii i czas modlitw dla gminu, należało zaopatrzyć się w niezbędną ilość. Te kilka beczek, po sto litry każda, ledwie starczało na zaspokojenie potrzeb komi­tetu z miasta oraz województwa. No, a trzeba było też dać troszkę do centrali.
Stary Bronek Sznajder, komendant milicji, szef ORMO i zasłużony opiekun kilku tajniaków, załatwiał spe­cjalną beczkę współ­pracownikom. W piątek rozpoczynał się reko­nesans tygo­dnia i zjeżdżali się gromadnie, a komendant musiał się odpowiednio przygotować, aby móc sprawnie przyjmować rapor­ty. Praca to była ciężka i wymagała niemałego zaangażowania, dla­tego stary Bronek Sznajder nie przelewał już boskiego trunku do butelek, ale otwierał beczułkę, z której czerpano, niczym z rogu obfi­tości, aż do całkowitego jej opróżnienia. Na niedzielne lecze­nie kaca, pozostawało udanie się do knajpy „U Stacha” i dobicie, zmę­czonego ciężką pracą organizmu.
W piątek, kiedy siadali do obowiązkowego rytuału, w drzwiach pojawił się młody Józef Maciejowik, który przyjechał koleją ze Szczachów Dolnych. Wszedł, zatrzasnął brutalnie drzwi i stuk­nął obcasami, stając na baczność. W ten sposób, okazał sza­cunek ciężkiej pracy miejscowej komendy i kilku towarzyszy or­mowców.
– Dzień dobry, obywatele towarzysze – powiedział dumnie Józef Maciejowik, zwracając się do zgromadzonego kolektywu.
– Witaj, obywatelu towarzyszu – odpowiedział Bronek Sznajder, patrząc w kierunku młodego adepta.
– Jestem Józef Maciejowik. – Mam list polecający z Komitetu Gmin­nego w Szczachach Dolnych dla pana komendanta.
– Dawaj mi to! – wydał rozkaz Bronek Sznajder.
– Proszę, panie towarzyszu komendancie.
– Nie pieprzcie mi tu frazesami, Maciejowik i przestańcie saluto­wać! – zdenerwował się Sznajder. – Usiądźcie, żeż wreszcie! – na­kazał stanowczo.
– Tak jest, panie komendancie – odpowiedział posłusznie.
Na to Sznajder wkurzył się, wstał i podszedł do Maciejo­wika.
– Widzisz ten palec, kutafonie? – zapytał – Tym palcem, ja tu rzą­dzę! – Jak mówię „siad”, to siadasz, jak mówię stój”, to stoisz, jak mówię tłucz”, to tłuczesz. – Rozumiesz, gówniarzu? – dopytał dla pewności, bo Maciejowik nie zrobił na nim wrażenia myślą­cego człowieka.
– Tak, komendancie – rozluźnił się na te słowa Maciejowik, który wyraźnie nie potrafił inaczej funkcjonować, jak tylko na rozkaz.
Stary Sznajder pokiwał głową, pokręcił się po izbie. W koń­cu odpalił papierosa, patrząc się na młodego Maciejowika. 
– Palisz? – zapytał się Sznajder.
– Nie palę – odpowiedział Maciejowik.
– A pijesz? – dopytywał dalej Sznajder, chcąc się dowiedzieć, czy nie obce są nowemu przyjemności.
– Piję, komendancie, a jakże – odpowiedział z uśmiechem Macie­jowik. – Tak okazyjnie, gdy ktoś poczęstuje – zaznaczył.
– No to swój chłop, bo ja już myślałem, że ty solidaruch jaki po­pie­przony jesteś lub kościołowy, dlatego nic na „p” u ciebie nie ma – zadrwił Sznajder.
Zgromadzeni towarzysze w pomieszczeniu Komendy, na ten żart komendanta, buchnęli śmiechem.
– Nie no, ja jestem wierny partii – zarzekał się Maciejowik. 
– Widzę i podziwiam postawę – odpowiedział, czytając papiery ko­lektywu ze Szczachów Dolnych. – Jesteście oddani narodowi i lu­dowej ojczyźnie, a także strażackim ideałom.
– Tak jest – odpowiedział Maciejowik.
– To teraz, masz lufkę i strzel sobie – zaproponował Sznajder.
Maciejowik, spragniony nieco po podróży, wziął szklankę i strze­lił sobie do dna. Wzdrygnął się, bo to co wypił, było nieprze­jednanej mocy.
– Och! – wykrzyczał. – Mocne cholerstwo, komendancie – pisnął przeraźliwie.
– To nasz skarb – powiedział Sznajder – I pamiętaj, masz tego strzec z nami, zasady ci wyjaśnimy. – Jak mi zniknie coś czy oszu­kasz mnie, to ci nogi z dupy wyrwę przy samych jajcach. – Zro­zumiałeś? – dopytał Sznajder.
– Tak jest – odparł Maciejowik. 
– Pójdziesz pracować do GS-u – wyjaśnił komendant sprawę za­trud­nienia, co nie cierpiało zwłoki, bo każdy pracować musiał. – Po­siadasz doświadczenie w informowaniu. Będziesz zapisywał, czego potrzebują wojskowi i rządzący, ale nikomu, oprócz mnie, nie raportujesz. – Służby muszą wiedzieć, jakie nastroje panują w armii, jeśli chcą, aby to państwo należycie chronić. – Generał mu­si mieć pewność, że żaden tu nie będzie kozaczył – uzmysła­wiał młodego. – Uważaj na starego pułkownika Czepiała – dodał Sznaj­der. – To szycha i nie lubi być zaskakiwany. – Jak mi go tu wkur­wisz, to się dziadyga zemści i wtedy będę ja miał przesrane. – Co chce, masz mu dać, choćby spod ziemi! – ryknął Sznajder.
– Rozumiem, komendancie – zakomunikował Maciejowik, stając na baczność.
– Przyjeżdża z wnukiem – mruknął złowieszczo Sznajder. – Ten gów­niarz zawsze mi tu nieprzyjemności robi. – Niewskazane przy tym, aby mu czegokolwiek odmówić.
– Ziele jakieś? – dopytywał zainteresowany Maciejowik.
– Mały, zasrany choleryk – wyjaśnił Sznajder. – Ciekawe, co z tego gnojka wyrośnie? – Obyśmy nie mieli z nim nic wspólnego w przy­szłości – wzdychał.
– Nie będziemy, panie komendancie – zasalutował na baczność Ma­cie­jowik. – W razie czego, osobiście się nim zajmę – dodał pod­eks­cytowany.
– Wkurwiasz mnie z tym! – ryknął Sznajder, poddenerwowany cią­głym wstawaniem i salutowaniem Maciejowika. – Jak chcesz sa­lu­tować, to zostaniesz komendantem straży ochotniczej i chło­pa­kom defilady organizuj, rób spotkania, ucz czynu partii i pa­miętaj tylko: nie przy mnie. – Ja nie lubię marszruty – wyjaśnił. – Jesz­cze jedno: od Czepiała z daleka, Maciejowik. – Pogroził przy tym pal­cem.
– Dobrze – odparł Maciejowik, zmęczony sytuacją.
– Mieszkanie dam ci w bloku, razem z pracownikami PGR-u – dodał Sznajder. – Masz uważnie słuchać, co mówią i myślą. – No­tuj i raportuj, co tydzień – dodał. 
– Wedle życzenia, komendancie – odpowiedział Maciejowik, za­do­wolony z faktu otrzymania lokalu i pierwszego zadania.
– A tu, masz otwieracze – powiedział Sznajder, wręczając pęk kluczy. – Rechfeld wskaże jutro, gdzie to jest. – A teraz, bierzmy się do oma­wiania spraw, aby nie umknęły – podsumował komen­dant.

seeik.pl

Maciejowik przeszedł inicjację z towarzyszami, która trwa­ła całą noc i następny dzień. Padł biedny pod ławą, jeszcze przy górnej powierzchni beczki, przez co musieli zanieść go do celi, w któ­rej spał nieprzytomny do niedzieli rano, czym ominął całą so­botę rozmów.
Komendant przestraszył się, że pod presją służby, Macie­jowik mógł polec na chwałę socjalizmu, ale rankiem oprzytomniał i znów salutował w celi. Sznajder uznał to za znak pozytywny. Ka­zał więc Rechfeldowi zaprowadzić nowego do mieszkania. Zanim zacznie pracę, miał się ogarnąć. GS to było trudne wyzwanie i stra­tegiczny punkt na mapie gminy Łysoczoły, a mimo to, do­świadczony komendant przeczuwał, że powierza zadania właści­wej osobie.
Maciejowik znał obowiązujące zasady i posiadał odpo­wied­nie przygotowanie ideologiczne. Minusem było słabe wy­kształ­cenie i brak wiedzy ogólnej, lecz przez kilka lat służby, miał się do tego przysposobić. Nie wiedział Sznajder, czy uda się wye­liminować tępawe usposobienie z charakteru Maciejowika. Pa­trząc w przyszłość, podjął się tego zadania, kształtując młody na­rybek socjalizmu.  
Komendant wytłumaczył mu zasady rządzenia palcem i wska­zywania na pracę, a nie jej wykonywanie. Jako szef GS-u, miał taką postawę przyjąć, w stosunku do swoich podwładnych: Ha­liny i Zygmunta. Była to pierwsza poważna funkcja w karierze Ma­cie­jowika; odpowiedzialna i na stanowisku szefa. Był dumny z siebie i wiedział, że teraz wreszcie pozna jakąś sikoreczką. Słyszał, że w powiecie kurtowskim są fajne babki. Miał ochotę na jakąś zna­jomość. Był jednak nieśmiały i zbyt sztywny w obyciu, ażeby móc to zrobić normalnie. Zasada, za „mundurem panny sznu­rem”, nie przynosiła pożądanych rezultatów. Postanowił pocze­kać, aż jakaś kruszynka, nawinie się sama na palec.   
Maciejowik spędził niedzielę w mieszkaniu. Przechadzał się po dwóch pokojach i kuchni, to w jedną, to w drugą stronę. Wi­docznie był zadowolony, gdyż było to jego pierwsze samo­dzielne mieszkanie, do którego miał własne klucze. Maszerował po chałupie, jak na najlepszej defiladzie, prostując się jak strzała. Nie miał wielu rzeczy. Przywiózł ze Szczachów Dolnych jedną wa­lizkę. Wyposażony był dość skąpo: w jeden garnitur, kalesony, spo­dnie, krótkie spodenki, dwie pary gaci, koszulkę na krótki rękaw, koszulę do garnituru wyjściowego na wiece partyjne i kra­wat w czerwone groszki. Miał także dwie pary dziurawych skarpe­tek i trampki. Przyw­dział mundur ochotnika straży i dwa medale. Pierwszy, otrzymał za odwagę, kiedy w Szczachach Dolnych ura­tował starej Prze­piórkowej kota z płonącej stodoły. Drugi, przy­pięto mu za służbę partii w organizacji strażackich oraz czynów społecznych organizowa­nych przy Komitecie Gminnym w Szcza­chach Dolnych. Przytwierdzał krążki do piersi i nosił z tak wielką dumą, że gdy wkładał je wraz z mun­durem, to prostował się ni­czym struna od harfy.
 Człowiek był to dość wysoki, smukłej budowy ciała. Dbał o kondycję fizyczną i tężyznę, która miała stanowić rekompensatę dla krótko posiadanej w zasobach męskości. Budził się wcześnie i biegał do sąsiedniej wsi i z powrotem, przy okazji patrząc, czy nie ma w terenie jakiejś konfidencji, czy nie czyni ktoś lokalny kon­trabandy. W trampkach, krótkich spodenkach i koszulce z mi­siem, czuł się wyobcowany. Po powrocie, kąpał się i golił. Co­dzien­ny rytuał przed lustrem, do którego szczerzył zęby i uśmie­chał się, marszcząc czoło. Nieraz kilka minut, podziwiał siebie i śmiał się, trenując na moment, w którym będzie musiał stanąć przed jakąś piękną kobietką, do której uderzy w konkury. Czoło miał po ojcu, który był urzędnikiem więziennym w pobliskim do Szczachów Dolnych, Kopiczynie.
Kopiczyński Zakład Karny o zaostrzonym rygorze, w któ­rym przetrzymywano za komuny homoseksualistów. Miejsce to odcisnęło na Maciejowiku trwałe piętno. Ojciec Józefa trudnił się tam wypełnianiem kwitów, a młody, kiedy przebywał tam wraz z ojcem, patrzył na dziwnie trzymających się za ręce, panów i panie. Czasem się do niego uśmiechali, nieraz rozmawiali z nim, próbu­jąc wyjaśnić, dlaczego trafili do takiego miejsca. Jednak Maciejo­wik nienawidził ich, uważając za odmieńców i dziwaków.
– Aspołeczne tałatajstwo – mówił Herbst, naczelnik więzienia gła­dząc małego Józia po głowie, mówiąc że ma piękne i bujne wło­siska.
Dziadek Maciejowika – stary Wolfgang Reuter Maciejowik był oddany służbie Wermachtu. Po nim, Józek odziedziczył wy­pro­stowaną postawę i uwielbienie do marszruty. Dziadek prze­szedł front aż za radziecką granicą i walczył o III Rzeszę, co było przez lata, po cichu skrywaną dumą rodziny. Mógł karierę zrobić w SS, ale wolał bezpośredni udział w walkach, gdyż pasjonowała go służba w wojsku, a nie wśród „tajniaków”. To w sumie, urato­wało Maciejowikom przyszłość.
Po nastaniu Polgarskiej Ludowej i Bolesława Bierkuta, w zamian za lojalność, stary Wolfgang Reuter Maciejowik, został wielokrotnie odznaczony i w ramach asymila­cji z partią, imię zmie­nił na Włodzimierz, na cześć Lenina. Odrzucił pierwszy, nie­miecko brzmiący człon nazwiska: Reuter, a synowi zmienił imię na Bolesław, na cześć Bierkuta. Kiedy naro­dził się wnuk, nazwano go na cześć Józefa Stalina alias Koby, Józefem. Dumna była cała rodzina z takiego układu. Dumny też był kolektyw partyjny w Szczachach Dolnych. Wdzięczył się rodzinie licznymi odznakami, nadawanymi za wierność partii i Polgaru Ludowego. Prawda jed­nak bywa inna, od tego, co uzna się za rzeczywistość, przykrytą pozorem absurdu i groteski, uśpioną w wyrazie pozoru, intono­wanego przez jednostkę, oddziaływującą na ogół. Załgany pozór mści się okrutnie na znie­nawidzonych masach, zebranych w zwod­niczym tańcu chochoła.
Stary Reuter Maciejowik, wydał towarzyszy broni lokal­nemu oddziałowi UB, wskazując miejsca skrywania, co umożli­wiło nowej władzy wyłapanie i zajęcie się w odpowiedni sposób daw­nym agresorem.
– Taka przemiana – podkreślał na spotkaniach stary Lubowiesz, który był sekretarzem partii. – Szwabska gnida przyjęła imię ludu ro­bot­niczego – chwalił Maciejowika. – Marsz światowej rewolucji zro­bił pierwszy krok – dodawał.
Mijały lata, kiedy z małego Józefka, wyrosło duże i piękne chło­pisko; oczko w głowie mamusi i całej rodziny. Uczył się pilnie pracy operacyjnej, ze służbowej czytanki, kształtując wprawę w pi­saniu, tworząc pierwsze donosy na kolegów ze szkolnej ławy.   
Praca w GS „Łysoczoły” przebiegała Józefowi spokojnie i monotonnie, wręcz sennie. Zazdrościł dygnitarzom, którzy kupo­wali przednie towary. Załatwiał spod lady; takie tam, „to i owo”. Józef Maciejowik stał się w tym specjalistą. Kolektyw był z jego po­stępów zadowolony, nie szczędząc pochwał. Postanowiono wy­słać go na przeszkolenie do Warszawy, aby zrozumiał dogłębniej zasady i mógł przejąć pracę w tajnej kancelarii, tworzonego w 1989 r. Urzędu Gminy w Łysoczołach. Likwidowała się Gminna Ra­da Narodowa i sekretarz ustępował pod jarzmem demokracji. Nie mając monopolu władzy, stary Sznajder musiał pozwalniać chło­paków, po tym jak Lolek Wartęsa skopał komunistom tyłki.   
Sznajder miał dylemat, aby nie ukrzywdzić młodych wil­ków. Maciejowik nie nadawał się do władzy i nie mogli go zro­bić wójtem, bo nie miał kwalifikacji. Wziął jednego ze swoich chłop­ców, pracującego na co dzień w polu. Był to młody Rysiek Wołek, który nadawał się na funkcję jak malowany. Inteli­gentny, zdolny, obiecujący, przystojny kawaler. Miał cechy przy­wódcze i potrafił do­brze kalkulować. W wyniku jego pracy, udało się aresztować ca­łą opozycję na terenie Łysoczołów i uniknąć nie­po­trzebnego roz­przestrzenienia się solidaruchów.
Pierwsze skrzypce powierzył Rysiowi. Józka Maciejowika wrzucił na stanowisko szefa resortu ds. organizacyjno-rozpo­znaw­czych nad elementem podejrzanym. Po dwóch latach nisz­czenia kartotek starych komunistów, przy jednoczesnym spalaniu w pobliskim lasku, otrzymał Maciejowik kawał ziemi, mieszkanie na własność oraz dobrą posadę sekretarza w gminie Łysoczoły. Daw­ni koledzy zostali zabezpieczeni. Maciejowik nie wykonał pra­cy do końca. Przypadkowo, w jego własnej domowej szafie, za­wie­ruszyły się akta Ryśka Wołka, które zabrały w 1991 r. służby, a stamtąd trafiły do archiwum państwowego. Stary Sznajder o tym nie wiedział, a młody wówczas Józef Maciejowik, zajmował się or­ga­nizacją defilad strażackich oraz pieszczotami młodej żony Ger­trudy z domu Kołek. Prowadził również życie towarzyskie, uczest­nicząc w intensywnych popijawach z Bogu­siem Kosidło, który zaprzyjaźnił się z nim, aby uzyskiwać informację dla Kra­siulca, który po śmierci Chodakowskiego, stał się bardzo nieufny i wszę­dzie upatrywał podstępu i węszył spisek. Maciejowik akt nie spa­lił, gdyż najzwyczajniej nie zdążył.
Marzyło się wówczas Krasiulcowi rządzenie cały powiatem kurtowskim, a nawet województwem, ale bał się pierwszego se­kre­tarza Mariana Konopko, który był z usposobienia spokojny, ale nie lubił, jak mu się przeszkadza czy w drogę wchodzi.   
Tak w Łysoczołach mijały lata, a Maciejowik na dobre za­domowił się w gminie. Ludzie zapomnieli o jego służbie w ORMO, nie pamiętali mu też GS-u, a kto sobie przypomniał, był od razu przez Maciejowika odpowiednio potraktowany. Pamięć bywa krót­ka, ale tej hienie można byłoby poczytać sprawę za ujmę, gdyż ża­łował prostemu gminowi dóbr, które ochoczo rozdawał ówcze­snej władzy.
Pod wpływem żony, zaczynał miewać małe ambicje i wku­rzał się na Ryśka Wołka, że ten gra pierwsze skrzypce. Tak go ta sy­tuacja spinała, że jak wracał do domu, to czasem nie wytrzymy­wał i jak dostał od żony niedosoloną zupę z ryby, którą uwielbiał, to jak jej świsnął w ucho, to aż się małpa zakręciła. Ko­chał jednak żoncię mocno, a ona była cały czas za nim. Nie oznacza to, że była wierna. Poroże rosło Józefowi, odznaczając się na wydatnym czo­le. Zresztą, ktoś w rodzinie musiał podejmować decyzje. Liczyli ob­oje po cichu, że uda im się w końcu obalić Ryśka Wołka, któ­remu „przyszyto” do życiorysu. Sznajder współ­działał z Macie­jowikiem, chcąc mieć pewność, że Wołek nie zdradzi. Później wsty­dził się tego czynu, stąd kiedy spotykał się z daw­nymi or­mowcami: Czesiem Ochotką, pracownikiem warszta­tów lokal­nego zakładu komunikacji czy Lucjanem Misielą, delega­tem do powiatu z gminy Łysoczoły, to powtarzał im, co zrobili za komuny Ryśkowi, ale śmiał się, że teraz już nic nie ma i Rychu może spać spokojnie, bo Maciejowik zrobił swoje, a akta poszły z dy­mem. Ochot­ka i Misiel podlewali do szklanki, a Sznajder opo­wiadał róż­ne historie.
Mijały miesiące i nadarzyła się okazja, że Ochotka i Misiel spotkali na swej drodze Józefa Maciejowika, zaangażowanego w rozpracowywanie przybyłego do wsi Wrzesiniec, niejakiego Ro­ma­na Lenciocha.
Czesław Ochotka, Lucjan Misiel i Roman Lencioch spo­tkali się zupełnie przypadkowo, w knajpie Romana Zgorze­laka, we wsi Harpuny i tak popili, aż wzięło ich w końcu na szcze­rość. Pogadali o Ryśku Wołku i jego kłopotach. Każdy każdemu wypo­wiedział, co wiedział. Kiedy rozeszli się i wytrzeź­wieli, to aż strach im było się do tego przyznawać. Siedzieli cicho, dusząc w so­bie powziętą wiedzę, utkaną z przekazów wielu zacnych, ówcze­snych działaczy.
Nastał w końcu dzień, w którym Józefa Maciejowika po­wołano na lepszy stołek, do serca powiatu kurtowskiego. Był już po studiach, z którymi męczył się długie dziesięć lat. Żaden to wstyd. Jeden rok w dwa lata – też dobry wynik jak na dawnego ma­toła. Zdarza się najlepszym, a on nie śpieszył się po wiedzę.
 Ma­ciejowik wiedział, że został powołany do wielkich rze­czy w ad­mi­nistracji publicznej, dlatego postanowił dogłębnie po­znać każ­de przedstawiane tam zagadnienie.
Udał się z dyplomem do powiatu, gdzie poznał wielu za­cnych ludzi. Posadę załatwił młodemu Krasiulec, który miał ocho­tę dowalić Ryśkowi Wołkowi za to, że ten miał większe branie u babek niż on. Jakże mu Krasiulec zazdrościł na szkoleniach, kiedy Rychu umiał na raz trzy dzierlatki oczarować. Ależ miał on polot i fason, a jurny jaki był, że: ho, ho! Oczywiście, wygrywał z Krasiul­cem, bo ten był wiecznie na gazie i ledwo trzymał się na nogach. Z zapijaczoną gębą, żadna sikoreczka nie chciała mieć nic do czy­nienia. No, ale z uwagi na dziejową sprawiedliwość  oberwało się Ry­chowi po kościach. Jurek prze­nigdy nie wybaczał wrogom, któ­rzy opornie trwali we własnych przekonaniach.  
Krasiulec nie lubił Rycha z wielu powodów, ale jeden był, nad wyraz, znamienny: niegdyś pracował jako wiejski samo-zaga­niacz, nim przyszedł w łaski Chodakowskiego. Musiał po szko­łach dzieci uczyć wielu cennych rzeczy, przez co niejedną szan­sę na do­bre wykształcenie, odebrał swoim uczniom. Rysiek, w tym czasie balował po wioskach, naśmiewając się z jeżdżącego ro­werem, od szkoły do szkoły, oberwańca, którym w owym czasie był Krasiulec. Wołek posiadał trabanta, co uchodziło za szczyt ma­rzeń. Raz nawet, jak Krasiulec stawiał się, to mu Rysiek mordę tak obił, że Krasiulec ma z tego powodu teraz taki uraz, że jak swo­ich sługusów upije w trupa, to ich na znak władzy po gębach z dło­ni wali, żeby wiedzieli, kto jest pan. – Krasiulec, a nie jakiś tam Rychu Wołek, zasraniec jeden – powtarzał Juruś w myślach, wa­ląc po łbie Maciejowika, który zalany jak świnia, zasypiał z ry­jem w talerzu.
Maciejowik pracował w powiecie kurtowskim, donosząc Kra­siulcowi bezpośrednio na starostę, a Kosidło w mieście, infor­mując dokładnie o tym, co robi burmistrz Tasiemiec. Była to naj­lepsza i najwspanialsza gwardia chłopaków. Z nimi marzył o pod­boju powiatu, województwa, a nawet kraju. Kiedy kochał się w gabinecie z sekretarz, Danutą Wańko, krzyczał do niej, że „musi mieć tyle ziemi i parobów, żeby móc te gówna sprzed oczu prze­gonić”.
Krasiulec miał bowiem porównanie człowieka, którego nie lubił albo się bał, do gówna. Sprawa wymaga wyjaśnienia. W cza­sach, kiedy jego żonkę młócił Chodakowski, czuł się on bezrad­nie i nie umiał temu zaradzić. Upijał się i padał ryjem w gówno, roz­toczone po całej oborze. I gdzieżby nie chciał upaść, bezsilny z upo­jenia, tam było gówno. Pierwszym smakiem, który czuł w ustach po ocuceniu, było gówno. Wtedy to gówno przyciemniało mu świat. Bał się gówna do tego stopnia, że każdy, kto był zagro­żeniem, zaraz stawał się „żywym gównem”. Wiele przetoczyło się „gów­na” w jego życiu. Krasiulec był aktorem dobrym i umiał się „gów­nu” śmiać w oczy i nawet, nie brzydził poklepać. A kiedy do swoich celów wykorzystał człowieka i nie chciał się na jego gównie pośliznąć, to wtedy wyrzucał go, obdarzając niełaską. Stan prze­mijał, ale człowiek taki musiał się upokorzyć. Karą było wysprzą­tanie obory z gówna. Dziwne panowały tam zwyczaje, ale cóż, co kraj to obyczaj, co naród to pretensja, a co gmina to wiara. 

Natomiast, kiedy człowiek był za silny, nie poddawał się jego woli czy rytuałowi sprzątania obory, to Krasiulec mówił wszyst­kim niezrozumiale, określając tego kogoś „gównem”, bez żad­nego powodu i okazji. Pokazując przy tym obrzydzenie, któ­rym darzył człowieka, przekreślał go tym skojarzeniem na wiecz­ność. Sztandarowe gównojady, którymi Krasiulec otaczał się w co­dzien­ności, czyniły co mogły, aby napiętnowanemu uprzykrzyć eg­zy­stencję. Nie rozumieli tego, co inteligentniejsi rozmówcy Kra­siulca, bo nie znali powodów takiego stanu, budzącego w nim naj­większe i dawne lęki.


Fragment z satyry Wiocha. Powieść jebitna. 


Wszelkie podobieństwo, do osób, wydarzeń i postaci, może być czysto przypadkowe, a upatrywanie w książkowych bohaterach, znanych z życia publicznego osób, odbywa się wyłącznie za sprawą działania wyobraźni i na odpowiedzialność Czytelnika.

Polecamy

Labels

"Goryle we mgle" (1) 1939 r. (1) 500 plus (2) Abraham (1) Abraham Joshua Heschel (1) Adam (2) Adam Mickiewicz (1) Adolf Hitler (2) afery (1) Afryka (1) Agatka (5) agent (1) Aggeusz (1) akcyza (1) aktywność (1) Al-Imran (1) Alela (1) alkohol (2) alkoholizm (1) Ameryka (1) Ameryka Południowa (1) amok (1) anal (2) analiza (1) anecdote (1) angel (3) angels (1) Anglia (1) Aniela Dulska (1) anioł (40) anioł stróż (1) aniołowie (4) Anne Applebaum (2) Anton Szandor LaVey (8) antyk (1) aplikacje (1) Apokalipsa (5) Arabowie (1) Arakad (1) area (1) Ari (1) Armagedon (3) Armia Ludowa (2) Armillaria mellea (1) Aron ha-kodesz (1) artworks (1) aszera (1) atak energetyczny (1) atak psychiczny (1) Augustyn (2) Autumn (5) autumnal weather (2) awareness raising (1) Babel (1) Babilon (1) Baltic (1) Baltic Sea (1) bastion (1) beauty flowers (6) beauty plants (4) begonia (1) Behemot (1) Beliar (2) bell (1) Belzebuba (1) Bereza Kartuska (1) bestseller (1) bezrobocie (2) bezrobotny (2) Biblia (29) Biblia Szatana (8) biblioteki (1) bigos (1) Birobidżan (1) biuro (1) bladder (1) Bliski Wschód (1) bliskość (1) Blok Wschodni (1) Bóg (6) ból dupy (1) bóle rodzącej (1) Bolivar Belicosos Finos (1) book (2) brak kontroli (1) Brama (1) Brama Erebu (1) Bruksela (2) buchanie (1) building (1) buildings (1) burdel (1) całun (1) cathedral (1) cele (1) celebracja (2) Chawa (1) cherub (1) choroba (1) chrześcijaństwo (6) church (2) ciąża (1) cierpienie (1) cieśla (1) city (3) clapper (1) clean (1) coaching (2) collegium funeraticia (1) colorful (1) columbarium (1) Columbus Day (1) communist (1) contest (1) context (1) cooled (1) cooperates (1) country (2) Creator (1) curriculum vitae (1) cv (2) ćwiczenie (1) cygaro (1) cykl życia (1) cymbały (1) cytaty (1) cywilizacja (1) czar (1) czasy przełomu (1) Czechy (1) człowiek (29) czyściec (1) Dadźbog (1) Dagia (1) Dagon (1) dam (1) Dąmbscy (1) damska pupa (1) dandelion (1) Dawne dzieje Izraela (1) death (1) demokracja (1) demon (6) demony (2) diabeł (3) dialog (1) dialogue (1) Diana Fossey (1) diatryba (1) dildo (2) Dni Miasta (1) dobro (2) doktryna (3) dokumenty (3) dokumenty aplikacyjne (3) dom (1) Donald J. Trump (1) Donald Tusk (1) Donatan Tursek (3) draczka (1) draka (1) druga Irlandia (1) druk (1) Dubieniecki (12) dupa (1) dust (1) dusza (2) dwudziestu czterech (1) Dżebel el Akra (1) Dziady (1) dzieci (1) dziecko (1) dziedzictwo (15) dziedziczenie (1) dzieje (3) dzieje aniołów (2) dzieło (1) Dzień Sądu (3) Echinopsis (1) echinus (1) Eden (3) edukacja (1) egzorcyzm (1) Eisenbach Artur (1) eksperyment (1) ekstremum (1) El (5) el sebaot (2) El'Li'Re (1) elity (1) elity polskie (3) emanacja (2) emancypacja (1) emancypacja Żydów (1) emendatio (1) emeryt (1) emigracja (1) En Gedi (1) endemita (1) energia (1) environmentalist (1) Er (1) Ereb (1) Erem (10) Eremita (2) erotyka (1) erotyzm (1) Etemenanki (1) etnografia (1) Europa (2) Ewa (1) factory (1) fejk (1) fekalia (1) Feralia (1) feudalizm (2) field (1) filozofia (2) flower (5) flowers (6) folwark (1) fragment (45) fragment satyry (13) fragment tekstu (9) franciszkanie (1) from over the Baltic Sea (1) Fryderyk Engels (2) fuckingroom (1) fuksja (1) fundamentalizm (1) funkcje (1) Gabriel Amorth (1) galeria (5) gallery (20) garden (4) gardening (2) Gdańsk (1) gej (1) geje (1) geniusz (1) geszeft (1) Giżycko (1) Glenlivelt (1) głód (1) God (2) gofry (1) gołąbki (1) gorszy sort (1) goryl (1) gospodarka (1) gossip (1) gra (1) grasses (1) grassland (2) green (1) green pea (1) green plants (1) ground (1) grupa (1) grzech (2) grzyby (1) grzyby jadalne (1) GS (1) Gubałówka (1) gwarancje (1) heaven (1) heban (1) Hebrew (1) herbata (1) heretyk (1) Heritage (2) historia (9) historyk (1) hiszpańska inkwizycja (1) home (1) homocentryzm (1) homoseksualizm (2) human (1) idea (1) ideologia (1) IHWH (1) II RP (1) III RP (1) III Rzesza (2) in the garden (3) Inbal (4) Indie (1) informacje (1) inhumacja (1) Innocenty IV (1) instrument muzyczny (1) interview (1) intryga (1) Ireland (1) Irelannd (1) Irlandia (2) irrigates (1) islam (1) istnienie (1) Izrael (4) Jakub (1) Jarosław Dumanowski (1) jebitnie (1) Jerozolima (1) Jeruzalem (1) Jerzy Krasiulec (1) jesień (1) Jeszurun (1) jezioro Czos (1) Jezus (4) Jezus z Nazaretu (1) Josef Stalin (2) Joseph Smith (1) Joshue ben Qorch (1) Józef (1) Józef Flawiusz (1) Józef Maciejowik (1) Józef Stalin (2) Józef Topolski (1) judaizm (3) junona (1) kaczka (1) kaczka z kaszą (1) Kaczkoduk (44) Kaczkoduk przejmuje ster! (46) kaktus (1) Kalifornia (1) Kanaan (1) Kapitał (3) kapitalizm (2) kapłan (1) kapusta (1) kara (1) kardamon (1) kariera (1) Karl Popper (1) Karol Marks (5) Karta praw podstawowych (1) Kartezjusz (1) katolicyzm (1) kawa (1) kel el (2) Kętrzyn (1) kettle (1) kibuc (1) kiełbasa (1) kiełbasa mazurska (1) kiermasy (1) kłamstwo (3) klątwa (1) kluski (1) knowledge (1) kobieta (1) kochanka (1) kod (1) koledzy (1) komedia (5) komuniści (4) Komunistyczna Partia Chin (1) komunizm (7) konflikty (2) koniunktura (1) Konopnicka (1) Konstytucja (1) kopiec (1) kopiec Czerniakowski (1) kopiec Kościuszki (1) kopiec Unii Lubeskiej (1) korale (1) Koran (2) kormoran (1) kornik (1) kościół (6) Kościół katolicki (1) kot (1) kpina (1) kradzież (1) kraj (1) krajobraz (1) Kraków (1) kremacja (1) Kresy (1) krew (4) krokusy (1) Król Dawid (1) kropla (1) krótka forma (9) Krutyń (1) Krutynia (1) Krzysztof Jackuń (1) Krzysztof Kolumb (1) krzywda (1) książka (30) książki (1) Księga Aniołów (7) Księga Dżungli (1) Księga Henocha (3) Księga Hioba (2) Księga Izajasza (2) Księga Mormona (1) Księga Razjela (1) Księga Rodzaju (7) Księga Wyjścia (2) Księga Życia (3) księgi (1) kuchnia (5) kuchnia regionalna (3) kuksiołki (1) kuksiołki mazurskie (1) kulinaria (6) kult (1) kultura (4) kura z grzybami (1) kurczak (1) kurczak w śmietanie (1) kusiciel (1) kuszenie (1) Kuta (1) kwiaty (3) lake (1) land (1) landscape (4) las (1) lawa (1) leaf (1) leaves (1) leczenie (1) lek (1) Lemuria (1) leninizm (1) lesbijka (2) Lew Trocki (1) lewak (2) lewita (1) licytacja (1) Lilit (1) list czytelnika (1) list motywacyjny (2) literatura (5) litur (1) Litur Dar'ghall (1) local government (1) łodyga (1) łodyga przeciwieństw (1) lokalnie (1) Londyn (1) los (3) loża (1) Lucanus (1) Lucyfer (2) lucyferianizm (1) Ludowe Wojsko Polskie (1) Ludwik Krzywicki (1) ludzie (5) ludzkość (2) Luntaria (1) Lwów (1) Łysoczoły (1) łza (1) magia (2) magnateria (1) Malchut (1) mały człowiek (2) małżeństwo (2) manes (1) manufaktura (1) Marco Tosatti (1) Maria Magdalena (1) marksizm (2) Maryja (2) masoni (1) masturbacja (1) Masuria (11) materializm historyczny (6) Matylda (5) mauzoleum (1) Mazury (8) meadow (3) mean (1) Mela (1) Metamorfozy (1) mężczyzna (1) miasto (1) mięso (3) mieszkanie (1) Mikołajki (1) miłość (3) młodzież (1) Mojżesz (1) monster (1) monument (1) Mora (2) moralność (1) mord (2) mormoni (1) Morze Bałtyckie (1) możliwości (1) Mrągowo (5) Much (1) mur berliński (1) mushrooms (1) muzułmanin (1) N (1) Nabrod (1) Nabuchodonozor II (1) należna pomoc (1) name (1) Nana (2) narkotyki (1) narodziny (1) natarcie (1) NATO (1) natural environment (1) nature (5) nature gallery (9) nature monuments (1) neighborhood (1) Nemrod (1) Niebo (4) niepodległość (1) niewolnictwo (1) Nimrod (1) Noe (1) November (1) Nowe Jeruzalem (1) Nowoczesna (1) Nowy Testament (1) o książkach (3) obchody (2) obrzęd (2) obyczaje (5) ochrona dzieci (1) ochrona praw (1) odkrycia geograficzne (1) Ofelia Tasiemiec (2) ogród (1) ojciec (1) ojcostwo (1) okres starożytny (1) określenie (1) old city (1) Olsztyn (2) Onan (1) onanizm (1) opętanie (1) opieńka miodowa (1) opinia (1) opinion (1) opis literacki (1) opis postaci (1) opowiadanie (8) orientacja seksualna (2) ORMO (1) Orwell (1) outflow (1) owczarek podhalański (2) owczarek z Tatr (2) Owidiusz (1) padlina (1) Pan (1) Pan Zastępów (4) państwo (1) Państwo Islamskie (1) Państwo Środka (1) Państwo Żydowskie (1) papież (1) Park Słowackiego (1) Partzufim (1) Paryż (1) pentagram (1) Penuel (1) PESEL (1) pętla (1) photo (13) photography (11) piasek (1) picie (1) picture (6) pictures (3) piekielna diatryba (1) piekło (1) pieniądze (1) pieprznik (1) Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo (41) pies (1) piosenka (1) pipe (1) PiS (2) Pius XII (1) place (3) places (2) plan (1) planeta (1) plants (5) Platon (1) płeć (1) plotka (1) PO (2) pochówek (2) podniecenie (1) poezja (4) pogrzeb (2) pogrzeb kawalera (1) pogrzeb panny (1) pojęcie (1) pokój do seksu (1) Polacy (1) Polak (1) Poland (4) Polgar (2) polish people (1) political fiction (2) politicians (1) polityka (3) Polska (13) Polska Partia Robotnicza (1) polski pies górski (1) pomoc (1) pomoc rodzinie (1) pomoc społeczna (3) porady (6) porzucenie (1) poszukiwanie pracy (1) potop (1) potrawa (1) potrawy (3) potrawy z mięsa (1) potwór (1) powieść (23) powieść satyryczna (32) powstanie (1) powstanie warszawskie (1) pozór (2) praca (1) pragnienie (1) prawa (1) prawa mniejszości (1) prawa podstawowe (1) prawda (5) prawda o aniołach (1) prawo (3) prawodawca (1) prayer (1) prezes (1) PRL (9) próbka tekstu (1) problemy (1) profanum (1) proroctwa (1) proroctwo (2) Proroctwo trzech (1) Prorok (1) prosaic form (1) prostytucja (2) Protais Zigiranyirazo (1) proza (2) przekleństwo (3) przemiany (2) Przemilczeć Armagedon (31) przepis (2) przepowiednia (1) przyjaciel (2) przyjaźń (2) przypis (1) przyprawy (1) przyroda (1) przywołanie (1) Publiusz Ovidius Naso (1) Pułkownik (3) pupa (1) PZPR (1) rain (1) raining (1) raróg (1) rasa (1) Re (1) realny socjalizm (3) recensio (1) recenzja (5) recenzja historyczna (1) recenzja literacka (2) recenzje (5) recenzje literackie (5) refleksja (3) refleksje (3) reformy (2) region (1) reguła (1) Reichskonkordat (1) relacje (1) religia (16) Rewolucja Październikowa (1) rezydencja Pułkownika (1) Richard Elliot (1) RIP (1) rody polski (1) rodzina (4) rok obrzędowy (1) Ron Howard (1) rose (3) roses (1) Rosja (6) rośliny (2) rośliny gruboszowate (1) rosół (1) róża (1) Róża Luksemburg (1) Rozdział pierwszy (1) rozstanie (1) rozważania (2) rozwieracz (1) Rudyard Kipling (2) Rumunia (1) Russia (1) Russia Federation (1) Rwanda (1) Rydz (1) rytuał (1) rząd londyński (1) rządy (1) Rzym (1) sacrum (1) Sąd Ostateczny (2) sądy (1) saga (1) saga aniołów (1) sakiewka (1) Sansenoj (1) Santoria (1) Sapon (1) sarkazm (1) satanizm (8) satyra (51) satyra polityczna (19) Sea (1) sędziowie (1) SEEiK (64) seeik.pl (82) Sefira (1) Sefirot (1) sekretarka (1) seks (6) seks analny (2) seksualność (2) Semangelof (1) Senoj (1) Seria: Prowincjonalna (1) Set (2) sex (2) sex na świecie (1) sheep-dog (2) short text (3) sieć (1) siekiera (1) siły natury (1) Singing in the Rain (1) sintoizm (1) skuteczność (1) skutki (1) SLD (2) Śledź (1) slogans (1) Słowacja (1) Słowianie (1) sługa (1) sługus (1) śmierć (5) śmieszność (2) śmieszny tekst (6) smród (1) socjal (1) socjalizm (3) Sofoniasz (1) Solidarność (1) solidaruch (1) Sophie Neveu (1) spirytualne (1) społeczeństwo (2) społeczność (2) sprzedaż (1) sraczka (1) środki alkoholowe (1) środowisko (1) Stanisław Gruszczyński (1) starożytność (1) Stary Testament (2) Stasiu Bułka (1) state (1) state farm (1) stawki (1) ster (1) sterowanie (1) store shelves (1) stories (1) stosunek (1) stosunki (3) STTL (1) Stwórca (25) stworzenie (2) styl jebitny (1) succulentus (1) sukces (1) sukulenty (1) surowce (1) Swaróg (1) sweet flowers (4) świat (2) Świat Książki (1) światy (1) święta (1) Święta Inkwizycja (2) święto (1) święty (1) świnia (2) symbol (3) synkretyzm (1) system (3) szacunek (1) szanse (1) szatan (15) szatański (1) Szczachy Dolne (1) Szema (1) Szeol (2) Szinear (1) Szkocja (1) szkolenia (1) szlachta (1) sztuka (1) Sztuka kochania (2) sztuka miłości (1) sztuka pisana (1) Szua (1) szwadrony śmierci (1) Takie sobie bajeczki (1) Talmud (1) Tamar (1) Tatra (1) tchnienie (1) technika (2) tekst (1) terapia (1) The Fall (2) The First War in Heaven (2) The Jews (1) The Ten Sfirot (1) The Zohar (3) toga (1) toilet paper (1) tolerance (1) tolerancja (1) Tom Hanks (1) tomatoes (1) Tora (1) town (3) tradycja (10) tragedia (1) translate (1) travel (3) trees (2) Tron (2) trudności (1) trunek (1) trylogia (1) trylogia aniołów (6) Turcja (1) twórczość (1) ubój (1) uchodźcy (1) ucieczka (1) ucieczka z kraju (1) uczciwość (1) UE (4) umieranie (1) Universally (1) upadek (1) UPaP (30) upap.eu (29) Urel (2) Urgal (1) urok (1) urzędy pracy (1) USA (2) utwór (5) utwory poetyckie (3) uzależnienia (1) Uziel (21) Uziel Mora (7) uzielmora.eu (4) view (3) vinegar (1) wafelnica (1) wafle (1) walk (1) walka (1) wampir (1) wampiryzm (1) war (1) Warchołów (1) Warszawa (2) wartości (1) waterfall (1) Watykan (2) węzeł (1) wiara (6) wibrator (2) widzenie (1) wiek XIX (1) wieprzowina (1) wiersz (5) wiersze (3) wierszyk (2) wieża (1) wieża Babel (2) Wikingowie (1) Wiocha (2) Wiocha. Powieść jebitna (5) Wiosna (1) wirus (1) władza (1) władza ludowa (1) władztwo (1) Włodzimierz Lenin (1) Wojciech Jaruzelski (1) wojna (3) wojna w niebie (2) wolność (1) woods (2) world (1) wota (1) wróg (1) wsparcie państwa (1) wstęp (6) wszechrzecz (2) www.materializmhistoryczny.com (3) wycinka (1) wydanie (1) wyjazd za granicę (1) wykluczenie (1) wykluczenie społeczne (1) wyuzdany seks (1) wywiad (1) wyzwolenie Warszawy (1) z autorem o książce (1) z życia wzięte (2) zabawa (1) zabawy erotyczne (1) zabory (1) zachowanie (1) Zagraniczna depesza (1) zagrożenia (1) Zakopane (2) żałomsza (1) zaloty (1) zapach (1) zapowiedź (1) zarobek (1) zarobki (2) zasady (1) zasiłek (1) zastęp (1) zatrudnienie (1) zaufanie (1) zawód (1) zdjęcia (4) zdrada (1) zgoda społeczna (1) Ziemia (8) ziemie polskie (1) ziemniaki (2) ziggurat (1) zioła (1) Zion (1) zła wróżba (1) zło (4) złorzeczenie (2) zły (1) Zoefel (1) Zohar (2) żona (1) ZSRR (11) zupa fasolowa (1) zupa grochowa (1) zupa z dyni (1) zupa ziemniaczana (1) związek (1) zwierzęta (6) życie (2) życiorys (1) Żydzi (5) żywa legenda (1)