O tym jak Maciejowik Józef przyjechał karierę robić do Łysoczołów ze Szczachów Dolnych

Łysoczoły to gmina bardzo mała, umiejscowiona w sercu województwa wartowsko-manowskiego, na skraju powiatu kur­tow­skiego. Przez gminę prze...

Wednesday, 18 July 2018

Fragment powieści satyrycznej Kaczkoduk przejmuje ster! Copyright by Wydawnictwo UPaP 2018

Z niemałą przyjemnością, prezentujemy spory fragment satyry Kaczkoduk przejmuje ster!
Chcemy, aby Czytelnik mógł zapoznać się z treścią, nim zdecyduje się na ewentualny zakup książki. 
Mamy tu do czynienia z "próbką". Język dość specyficzny - celowo taki. 

Czasem, może się wydać niepoprawny. Taki ma być w niektórych momentach dawaliśmy przypisy, aby uniknąć podejrzenia o popełnianie "językowych wykroczeń". Pamiętajmy jednak, że to nie traktat, a satyra, w której nie chodzi o poprawność i wzorce, lecz o klimat i efekt, osiągany za pomocą parodii. 


Książka mierzy się własną harmonią. Tworzona stylem jebitnym, stanowi drugą odsłonę serii wiochowej. A to, zobowiązuje. 

UPaP


______________________


Rozdział pierwszy
Zagraniczna depesza

Miejsce: Bruksela.
Czas: bliżej nieokreślona przyszłość,
pewnego dnia, późnym wieczorem.
  
  

Na początku[1] był system. Potem pojawił się człowiek tego sys­temu. Był nim, znany w kręgach politycznych, Wincenty Maria Dubie­niecki, zwany Pułkownikiem. Strefa jego wpływów, wskazywa­łaby nie­jed­noznacznie, że mógłby zostać, co najmniej marszałkiem czy wręcz niekoronowanym królem Polgaru, czy też Europy. Ot, taki wyidealizo­wany obrońca systemu, a jednocześnie jego pan i władca. Choć, jak się czasem okazuje, „pan i władca”, też ma nad sobą kogoś kolejnego. Daw­niej mawiało się, że każdy ma dobrego towarzysza, w osobie „ja­kiegoś” kaprala. Jawny model drabiny społecznej z uwidocz­nio­nymi szczeblami powiązań i zależności (prasa wiecznie lubuje się w używa­niu pojęć nieprzyzwoitych: „pajęczyna” i „ośmiorniczka”).
Pułkownik miał szpakowate włosy, nosił ciemne okulary, ele­ganckie spodnie i koszulę na długi rękaw. Przypominał typowego wuja. Jego głos pasował do Hollywood, brzmiał jak Al Pacino, w roli Michaela Corleone, z filmu Francisa Forda Coppoli Ojciec chrzestny.
Cza­sem przebrzmiewał[2] coś i w przebłysku olśnienia, przypominał niemą wersję Marlona Brando, wcielającego się w postać Dona Vito Corleone, tytułowego ojca mafijnego świata z Nowego Jorku.
Na świecie, istnieje jeden niepowtarzalny fakt, że to mężczyźni stale zmuszeni są do odbywania stosunków seksualnych. Wiemy, że to oni mają największą wyobraźnię, co do tych wzniosłych spraw i rze­czy. Kreują styl i prozę gatunku. Układają w głowach obszerne scena­riusze i często chcą, aby ich damy wiedziały o każdym, nawet naj­mniejszym pragnieniu. Tylko problem w tym, że nie dzielą się tą wie­dzą z wybrankami, mając temat główny do obgadania, w trakcie spotkań z kumplami.
Inny typ mężczyzn, skrywa pragnienia, których wstydzi się tak mocno, że pod wpływem impulsu, trafia do polityki, stając się naczelnikiem bądź dyktatorem „jakiegoś” hipotetycznego pań­stwa, a głównym towarzyszem jego niedoli, pozostaje, „jakiś” hodowlany szczur, kot lub wypinająca się, „jakaś” namiętna pupcia, która żądna kariery, jest w stanie nadwyrężyć się, nasmarowawszy obficie pereł­kową wazeliną, miejsca newralgiczne i podatne na otar­cia. „Jaki” to fajny model słowny, służący do oceny dywersyjnego zacho­wania. Nikt nie mógłby zostać „jakim”, ale gdyby zdarzył się taki, to musiałby trwale przeistoczyć się we frazes – spoiwo partyjnej rewolu­cji i ewalu­ować[3] do normy „byle jaki”.  
Spokojnie panowie, bo to buduje niepotrzebne frustracje i złość, kontestując się po obydwu stronach barykady. Powiemy tylko, że jesteśmy w błędzie. Zastanawiacie się pewnie, w czym rzecz? Otóż, w prostej zupełnie sprawie: to kobiety mają mega wybujałą wyobraź­nie, tylko nie realizują niczego, gdy widzą w oczach partnera, postrach i nieodpowiednie wskazanie. Mężczyźni za to, tworzą najwięcej le­gend, a kiedy zostają homoseksualistami, to z jakichś dziwnych powo­dów, stają się nadzwyczaj namiętnymi kochankami, serwując czułość i rozkosz.
Osobniki męskie krytykują kobiety „za lotność”. Wśród gejów występuje niebywała „ilość”, a obserwowany apetyt, przekłada się na współczynnik pożycia oraz dynamikę wymiany. Przekreśla to mit „lot­nej damy”, ukazując że skłonność do rozmaitych odmian jest cechą wspól­ną, funkcjonującą w obrębie gatunku, przypisaną nie­słusz­nie pa­niom.
Homoseksualista może być politykiem, udającym „normal­nego” samca. Nie jest zupełnie zdrowy, gdy pragnąc innych mężczyzn, udaje rzecz zupełnie odmienną. Raz, że to niezdrowe, a dwa że podłe. Głupiec da się na to nabrać, bo jakiż to normalny facet, o zdrowych skłonnościach, ukrywa się z seksualnymi przekonaniami? (i nie jest istotne, w którą stronę zmierzają, liczy się otwartość, nasta­wiona na zaspokojenie). Zacnie jest, niekiedy przyznawać się do skłonności, a nie ukrywać przed innymi (to nie po męsku, tak „misiować” cicha­czem).
Niejednokrotnie, kobiety marzą skrycie, by je „ktoś” dobrze zba­łamucił i wytrząchał. Dosłownie tak! Zachowują w tym myśleniu, pozory ogłady i należytego ułożenia (dulszczyzna[4], ścieli się cieniem), które poprzez dobre wychowanie – nabyte, rzecz jasna w rodzinnych progach, zabrania obnoszenia się z tym. Nie mogą uchodzić za łatwe, w powszechnie panującej opinii o kobietach. Wiele feministek, chcia­łoby się w tym wyzwolić, zarywać gachów, „używać” w każdą noc z in­nym. Nic z tego! Nie będziecie zdobywać! To mężczyzna wyrusza na łowy, a wy, jesteście zdolne zaprosić go do obcowania. Subtelne roz­róż­nienie, które musiało nastąpić. Feministka to baba z cipą, a wia­do­mo powszechnie o tym, że cipa rządzi światem.
Wychowanym kobietom nie uchodzi, nawet gdyby mocno chcia­ły, złapać faceta publicznie za poślad. Mężczyźnie, podobne prze­winienie, świat od ręki wybaczy, czyniąc honory chwały. Mimo wy­zwolenia, kobiety afiszują postawę pozoru i groteski. Odważniejsze, szepczą czasem swoim mężczyznom do uszka, że przez cały dzień ma­rzyły o tym, by je ktoś w końcu dobrze przemierzył. Facet lgnie do takiej, która będzie go wiodła głosem na głuszy. A wy, biedulki? Pozo­staniecie samotne, przytłoczone masą frustracji, mówiące w po­cie­szeniu koleżankom, obmawiając samca, że stare przedmioty oddaje się do przechowalni. W głębi duszy cierpicie, bo wasz miłości­wie łech­cący, pewne miejsca „bolec”, przepadł bez śladu. Najgorsze, że syci inną! Tak, to jest zdrowa zazdrość, nieodzowna towarzyszka waszego życia, nieco cierpka i bolesna w posmaku. To ona sprawia, że ewolucja doposażyła niewiastę w siłę napędową, zdolną porywać naj­okazal­szych samców. Zazdroszczące innym paniom, żony i ko­chanki, starają się być o niebo lepsze. Droga w przetrwaniu gatunku jest trud­na i wyboista. Nie martwcie się, to jest zasadniczo zdrowy odruch: moje wy, piękne mordki (wypadałoby wyjaśnić, że narrator jest eroto­ma­nem-teoretykiem). Feministkom wypada podziękować. Dzięki Wam, rozwinęła się branża porno.
Czego kobieta nie jest w stanie wymyślić na temat seksu, przez dzień, jak długo nie korzysta z życiowych uciech? Zaiste, co też wyprawia się w tych główkach, bez trwałego czucia miernika tempera­tury. – Oczka szkliste, rozpalone – rzekła kiedyś jedna po­słanka, na­zy­wając rzecz „kurwikami”. Niby tak oględnie, być może i „kurwiki”? Niewielkie ma to znaczenie, na gruncie damsko-męskich pojedynków sercowych. Pożądanie, z czasem męczy i zniewala. Kobiety, nawet do­brze prowadzone i z natury spolegliwe, mają w oczach wyraźnie zarysowany „drogowskaz”, który porywa i onieśmiela rzesze zacnych lu­dzi, nawet tak wyrafinowanych i doświadczonych zębem czasu jak Pułkownik. Każdy penis potrzebuje stosownego pokarmu.
Wyjaśnimy wątpliwości, posługując się przykładem życiorysu i dzieła naszego bohatera niezłomnego, który zanim opuścił kraj, prze­żył tu wiele ekstremalnych chwil. Zapuścił korzeń, manewrując „tam i ówdzie”. Zbrukał niejednego polityka, przywracając prawdę o tym, kim jest „chłop z jajami”. Z systemu spijał najczystszy soczek, który wypływał z… /cenzura/
…pewnej butelczyny, wieńczącej początek stwo­rzenia.   
Kobiety, którym Dubieniecki płacił szczodrze za seks, określał mianem „prostytutek”. Mężczyzn, a raczej emusiów i młodych bisek­sów[5] o różowo kobiecych licach, ale jednak facetów, z fujarką między nogami, określał „prostytutami”. Niestety, mają oni słodkie pupcie, któ­re świat zaczyna mylić, coraz częściej porównując z niunio­wymi, ale obawiają się przyznać, że to po pijaku… Politycy, a fuj!… Stwo­rzyli „trze­cią płeć”, jeżdżąc do Tajlandii, w której rozwinęli ra­sową seks-turystykę. Niektórzy, co lepsi, przysposobili „miśków” i „janiczków”, któ­rych wyciągają z aptek lub sprowadzają zza oceanu, nęcąc posadą.
 Na tym polega otwartość w działaniu władzy i jej uczciwość, zgodna ze sprytem i kreatywnością danego dostojnika.
Niejeden pomylił się, w ocenie sytuacji, gdy wskutek dezin­for­macji hybrydowej, skłóconą moralność ministra boju, zabija rosyj­ski wirus perwersji i ekstazy. Zaciera się granica – ot tak! To znacznie lepsze określenie, a skoro ktoś nie próbował, to jak może mówić, że to jest złe i bezczelnie krytykować poczynania tych, którym zależy na spra­wach państwa?
Mądrzy (bezczelne kutafony, smarki i katafalki, którzy z este­tyką mają tyle do czynienia, co zadek z rozumem – ich przydat­ność mie­rzy się miarą kasy i za takich uznaje w durnowatym społe­czeń­stwie), robią na tym biznes. Jedni produkując pornole z gejami (in­tymność naruszana poprzez dupę, połączona z gładzeniem wize­runku mężczyzny), a inni nauczają, że seks z mężczyzną jest zły (fraje­rzy, któ­rzy nie wytłumaczyli, o co chodzi, nie rozumiejąc, czym jest uczu­cie). A seks kobiety z kobietą? No, to nic nie mówią! Jedyna krajowa perwersja, pozostająca bez szkielnej krytyki „sian” i „miecu­gów”. Zna­czy się, że to się podoba. Zgadniecie, czemu? Bo to ich nie kusi!
Zdają sobie sprawę, że zakochaliby się w delikatności homo­sek­sualisty i zaczyna im to ciążyć (czym głośniej krzyczą, tym większa dosięga ich presja pożądania). Seks dwóch chłopaków nie dotyczy „he­teryka[6]”, który ma żonę i dziecko, tak jak „heteryka”, chłopaków… Po­gmatwane! Chodzi o ważną sprawę, dlatego perswa­dujemy pogląd: Nic komu do czyjegoś łoża! Niech każdy skupi się na sobie i innym nie grzebie w worku…   
„Prostytutki” i „prostytuty”, zajmowały ważne miejsce w życiu Pułkownika i jego dworu, rozsianego po całej Europie. Biedniejsi mu­sieli jeździć do Tajlandii. Bogatym pedofilom („sutannikom”), do­star­czano towar pod drzwi. Dosłownie! Niezła jazda bez trzymanki, w któ­rej „purpurowi” rozkręcają rynek. Policyjne łapanki (zresztą po­ka­zowe i zapewniające dużo rozgłosu), urządzano na zupełnych bieda­ków, któ­rzy również miewali zachcianki, ale brak kasy, nie pozwalał im na pe­ne­trującą realizację (Sic!).
Zasadniczo, temat gaszono przykładami działających zboczeń­ców, o skłonnościach mor­derczych i sado-maso-perwersyj­nych. „Wy­brańcy” z gotówką, posie­dli, co tylko wymarzyli, ciesząc się z do­stęp­ności towaru na miejscu. Spełnienie, w zasięgu ręki, niekiedy nawet, na specjalne życzenie, zapewnione z dostawą pod wybrany punkt na mapie. Starożytne rozrywki, utrzymy­wane wciąż na Wscho­dzie, nie znik­nęły z salono­wych list życzeń, stosownie ukryte przed opinią pu­bliczną, która nie mogła wiązać perwersji i okrucieństwa, z co­dzienną praktyką „możnowład­czych kapitalistów”.
Dewianta, wariata i nieleczonego „świra”, znacznie łatwiej w „coś” wplątać. Nie ma też na tym straty, gdy zamknie się takiego w za­kładzie czy więźniu. To rodzaj, wyrządzonej mu przysługi, a przy oka­zji, społeczeństwu. Prawdziwi miłośnicy sportów ekstremalnych, mają się dobrze i pozwalają sobie, na „co i jak chcą” (obrzydliwa prak­tyka ga­tunku, wycofana z powszechnej świadomości i nazwana „sza­tań­skim złem”). To przeraża, ale świat ludzi jest tak głupi, że nie rozu­mieją oni rozmiaru tragedii, nie przywiązując uwagi do cierpie­nia. Zakładają, że skoro sami cierpią, to inni też powinni. Na tym, opiera się walka o prze­trwanie, którą finalnie zwyciężają „najlepsi”.


***


– O kuźwa! – wydał z siebie głos narrator, po czym osunął się w ciem­ność[7]. Tam zaległ na chwilę. Obudziwszy się, usłyszał głos.
– Stop! – zakrzyknął głos.
– Co chcesz? – zapytał nieznacząco narrator.
– Narrator – powiem szczerze: Nie wkurzaj ludzi!
– Dobra, ale ja tylko… – tłumaczył się fatalnie.  
– Morda! Nie wyzywaj nikogo od durniów, bo ci zęby „ktoś” przerze­dzi – mądrzył się głos. – Albo złupaszkujemy i będzie po kwi­tach – do­dał.
– Nie to, proszę! – przerażenie bełkotał narrator. – Nie chcę do sto­doły. – Boję się ognia – wskazał przyczynę.



***



Pedofile ukrywają się wśród tłumów – taki pogląd funkcjonuje w społeczeństwie. To błędna ideologia, wsparta na fałszywej podbudo­wie. Ludzkie ciało jest niezużywalne, dopóki starość nie ze­trze z czło­wie­ka resztek atrakcyjności. Dopóki się komuś coś opłaca, na czym można pozyskać kasę, to system zyskuje i może do woli czerpać.
Emeryci istnieją, żeby wspierać koncerny farmaceutyczne i utrzymy­wać biednych, niedołężnych potomków. Gdyby nie to, system po­zbyłby się dawno tego problemu. Na tym samym dogmacie, oparło się dziwne upodobanie, do uzyskiwania rozkoszy z młodszych osobni­ków. Zabawy te, realizowane i spełniane w zaciszach poważnych salo­nów, dostarczają ofiar. Nikt nie łapie ich w tłumach, bo to niewia­do­mego pochodzenia organizmy. Człowiek, może okazać się zaraźliwy, nie spełniać kanonów piękna, umrzeć, itd. Przypadek, to zły doradca.   
Dubieniecki – powiedzmy że on – tworzył z probó­wek ludzkie jed­nostki, wyposażone w aksamitną lub matową skórę, zielone czy nie­bieskie oczy, dupcię krągłą albo chudą… itd. Rozdzie­wiczonych tył­ków albo nagłych zgonów, nikt nie liczył. Nie istnieli w oficjalnym re­jestrze obywateli.
Genetycznie tworzone pro­dukty, zaist­niałe planowo, dobrane w zależności od potrzeb, dosko­nale re­agowały z rynkiem. Te twory, służyły zaspokajaniu doznań panują­cych elit – o ich los – zasadniczo nie pytano. Zużyte, wykorzy­stywano do ekspe­rymentów lub awanso­wano do niewolniczej pracy w fabry­kach czy burdelach, dostępnych dla biedoty.
W Europie opodat­kowano ten pro­ceder, zyskując dodat­kowe wpływy do budżetu. Niemcy i UE, bogaciły się na nierządzie, jak daw­niej Watykan za Sykstusa IV[8], utrzymujący ponad siedem tysięcy „bo­żych służebnic” (wpłacały podatki). Współczesne Niemcy, utrzy­mują po­nad pięćdziesiąt tysięcy dam niebanalnych, a cała UE może z ćwierć mi­liona. Jest z czego zarobić.
Mr. i Mrs. X, nikogo nie obchodzili, na tyle, że można było osz­czę­dzić na zatrudnianiu numerowanych ludzi (posiadających iden­tyfikator uwidaczniany po narodzeniu, towarzyszący jednostce przez całe „nędzne” życie, zapisany w dowodzie osobistym). Interes stulecia, dawał kasę, a społeczeństwo zajmowało się terroryzmem i uchodź­cami. Organizowanie zamachów przez służby, stawało się uciążliwe, zwłaszcza, że dawniej można było udawać islamistów. Przy tej dobie techniki i dostępności powszechnego śledzenia, pozostawało wyła­py­wanie. Świeży trup Araba, oskarżony o zamach i komunikat islam­skie­go państwa-widma, wystarczył opinii publicznej, do należy­tej oce­ny sytuacji i upewnienia się o „złu islamu”. Zastanawiająca jest, zupeł­nie czysto teoretyczna sytuacja, w której podają w radio, że afrykań­skie słonie organizują zamachy. Ciekawe, czy społeczeństwo, zgodzi­liby się na bombardowanie sawanny? Niewiedza i znieczulica wobec systemu, aż podrażnia biernością i nazbyt łatwym przyjmowa­niem komunika­tów. To już nie jest społeczeństwo, ale zbita masa dezak­ty­wowanych two­rów, która z minimalizmu, uczyniła szansę prze­trwa­nia. (Sic!)
Na tym świecie, drobnomieszczanie ekscytują się wampirami, po obejrzeniu Zmierzchu, a potępiają morderców innych ludzi. Zaiste; dwulicowość godna człowieka. Kasę trzepią „wybrańcy” (zabroniono użyć słowa „zasrańcy”), którzy stwarzają ogółowi wrażenie bliskości gru­py, uwagi i czynu.
Dewiacje można leczyć, szturchając innych grom­nicą, przy­wdzie­wając[9] się w wampirze kły. Nowa moda, zapano­wała bezli­tośnie, przywracając do życia ludowy trend.  
Dubieniecki wychodził z prostego założenia, zakładając, zresz­tą trafnie, że przyjemność można osiągnąć, bez angażowania się w niepotrzebne nikomu inwestycje, które w przypadku małżeństwa, ma­ją szansę nie zwrócić się dostatecznie. Od lat, miał szansę na stały związek, ale to wiązałoby go, z koniecznością zajmowania się rodziną. Wo­bec rozlicznie przeróżnych, prowadzonych tu i ówdzie interesów, mogłoby to jemu pokrzyżować plany życiowe. Wolał korzystać z życia, na inny, znany sobie sposób. Wielu ludzi marzyło o doznaniach, które od­bywały się na przyjęciach i wyjazdach, w których uczestniczył. Poza tym, decydował o wielu sprawach, co znacznie poprawiało co­dzien­ny nastrój.
Władza daje poczucie siły i stabilizacji. Człowiek ma nieod­partą pokusę górowania nad innymi. Zaspokojony, mógł speł­niać się, wręczając podarunki, których nikt inny w świecie nie dawał. Rzecz jasna, wyłącznie ludziom związanym ze sobą. To także powodo­wało, że czuł się, w pewien sposób, spełnionym człowiekiem. Rodzina stała się w tym całkiem zbyteczna. Jego ognisko domowe, tworzyli ci, któ­rzy mu wiernie służyli, byli od niego, na jakiś tam spo­sób, zależni czy też powiązani biznesowo.
W danej chwili, dowolnie wymieniał kadrę, awansował, karcił za błędy, a także nagradzał. Ufał wyłącznie sobie. Najbliższe grono, mia­ło do niego dostęp i znacznie go poznało, ale o sekretach Pułkow­nika, nie można było nigdzie przeczy­tać. To on, stanowił sekret, sam w sobie, utożsamiając władzę z tym, co ludzie powszechnie nazywali „wia­rą w teorię spisku”. Reprezento­wał orga­nizację, która wyrosła na gro­madzeniu kapitału i rządzeniu ludźmi:


Mason wśród masonów.
Patriota wśród patriotów.
Bolek wśród Bolków.


Najpotężniejszy człowiek epoki, bezlitosny twórca systemu. Oczy­wiście, potęga ta nie była nieskończona. Reprezentował interesy tych, którzy rządzili globalnie, aczkolwiek, z widocznych osób, a Du­bie­niecki ujawnił się, był najmocarniejszy. Sporo z jego działań, moż­na byłoby przypisać diabłu. To, co zasadniczo różniło Dubieniec­kiego od diabła, to ten mały szkopuł, wyrażający się w tym, że Pułkow­nik był cholernie realny.  
Dawno temu okazało się, że system państwowy i narodowy, sta­nowił poważne ograniczenie w rozwoju wielkich kapitałów. Prze­szko­da numer dwa: religia.
Dubieniecki oraz jego pobratymcy, odrzucili, na rzecz wzrostu pozycji, doznania religijne i prymat Stwórcy nad światem. Ludziom dano żyć w państwach oraz wierzyć, w to, co chcieli. Wiara nie jest niebez­pieczna, odkąd chrześcijanie sprzedali się protoplastom masoń­skiej potęgi, obiecując niewolnictwo i feudalizm ujarzmiony, w zamian za dominację własnej religii. Dubieniecki często rozmyślał o dorad­cach rzymskich cesarzy, którzy tak jak on, zarządzali po kryjomu imperium. Doprowadzili do wyjątkowych rzeczy, kierując cesarskich władców do upadku, osiągnęli niespotykaną dotąd pozycję, zamykając hołotę w zorganizowanych folwarkach. Oficjalna historia o nich nie wspomina, ale on pamiętał.
Dumny, Wincenty Maria Dubieniecki, uważa­jąc się za na­miestnika rzymskich pretorów[10], myślał o kolejnych przywilejach i funkcjach, które przez lata otrzymywał od konsularnych przełożonych ze światowej loży. Od religii, nikt jeszcze nie umarł. Win­centemu Ma­rii, ten klimat rzymskiego afrodyzjaku szaleńców, nadzwyczaj pa­so­wał.
Doprecyzowano skrupulatnie dodatkowe ograniczenia, które trzymały motłoch w garści. Jak zagrano, tak społeczeństwa tańczyły. Ludzie czynili wiele wadliwych spraw, postępując z przekonaniem, w po­czuciu posłannictwa (misja „Chrystusa narodów”).


When I dance they call me Macarena
And if your good I'll take you home with me[11]


Grunt to perspektywa, uwidoczniona w tej piosence. „Zabiorę ciebie do domu, ale bądź dobry”. Piękno muzyki perspektywicznej, in­tryguje. Załóżmy: młode Amerykanki. One jeżdżą do Afryki, „obska­ku­jąc” szczytne misje chrześcijańskie, w których idee szczerze wierzą. Du­bieniecki stworzył im możliwość takiego rozumowania. Polega to na tym, że kobiety dostrzegają w sobie, posłanniczki amerykańskiej misji zbawiania świata.
„Czarna i dzika” Afryka, nie byłaby głodna i bied­na, gdyby nie chciał tego świat. Kolebka cywilizacji, z takimi zasobami, nie może nie wyżywić się. Przez wieki, system doił z tego kraju, ile dało się wydoić. Utrzymywano, że to dzicz, pozwalano sobie na ingerencję i zdobywa­nie zwierzęcych trofeów, uśmiercając cenne gatunki. Polowano na lu­dzi, którym odmawiano praw podstawowych. Kość słoniowa, cu­dow­nie prezentuje się w świątyniach. W rezyden­cjach prywatnych, niczym nie odstaje od wzorca wiary. Kościoły, dzięki lożom, mają miejsce, w które mogą wysyłać ludzi na misje. Wystarczyło wmówić „czarnu­chom[12]”, że Chrystus był czarny.      
Interes, mógł na nowo zatrybić, kiedy odkryto pomoc humani­tarną, wdrażaną na całym globie. Zrozumiano doskonale, do­świad­czając siły oddziaływania tego wyjątkowego miłosierdzia, wyko­rzystu­jąc poligon, do testowania leków i broni, wyznaczający strefy na labo­ratoria genetyczne. To pozwalało na kolejne posunięcia. W ułam­ku se­kundy, zlinczowano poczucie winy Amerykanów i reszty świata.
 Ewentualne zgony, uznawano za rodzaj klęski żywiołowej, a nie skutek oddziaływania nauki, która nie ma szans na rozwój, bez prowadzenia prób i testów – najlepiej na żywym organizmie. Przy­kłady można mno­żyć, ale system nie znajduje przyjemności w tym, jak się o nim za dużo mówi. Za każdym razem, gdy ktoś podaje te argu­menty, to ogół wykrzyknie: – Zwolennik teorii spiskowych! W dużej mierze to praw­da, bo ludzie błądzą. Ślepota jest tak powszechna, że głosiciele „dobrej nowiny”, nie wierzą w to, co mówią. Wielu z nich sta­ło się dobrymi biznesmenami. Sprzedają wiarę, ale do tego, też trze­ba posiadać określony dar. A to, system kocha najbardziej w swo­ich „małp­kach”, które nawzajem się kon­trolują i ograniczają. Cenzura prze­staje być po­trzebna i oszczę­dza się niemałe środki.
Like[13]! – od systemu dla ludzkości! (Większość nie aprobuje tego, kwestionując istnienie systemu).
Od zawsze, dobrze kręcił się geszeft[14]. Tworzeniu koniunktury, od niepamiętnych czasów, sprzyjała propaganda: plemienna, wie­co­wa, świątynna i państwowa. Faszyzm, stalinizm, komunizm, piere­stroj­ka, kaczyzm, platformizm czy maoizm – co za różnica? Ma­china decyduje, gdzie i kiedy, a to dostarcza dodatkowych powodów do szczęścia – oczywiście w postaci zysków. Istnieje uzasadniona po­trzeba stwarzania ludziom perspektywy. Usadowieni bliżej koryt, na­żrą się bardziej, inni mniej. Ktoś zgarnie ochłapy z pomocy socjalnej albo zasiłku, a prawdziwi konstruktorzy, zarobią na tym krocie.  
Potępienie porządku politycznego następuje, stanowiąc konse­kwencję przegranej linii władztwa. Zafundowany ludzkości upadek, to nie jest moralna próba w podnoszeniu się z kolan. Takie akcje ćwi­czono przez tysiąclecia: Padnij! Powstań! Bóg ofiarował władzę lep­szym? – pytanie należy obowiązkowo pozostawić otwartym. Ile­kroć, ktoś z tłumu, pada na kolana, daje tym świadectwo bycia niewol­ni­kiem.
  Zwarcie na fali powszechnej śmierci, gdzie triumfalnie zrzuca się bomby czy niesie zagładę dla mas, to kolejny etap przeistaczania się, sprawnie funkcjonujących mechanizmów. W imię demokracji, do­bra, wyższych celów. Przecież to działa w obronie interesów. Ludz­kość tak się „opasła”, że zaczyna przypominać orwellowskie wieprze[15], z których pogardliwie śmieje się system, a żywi się nimi do śmier­ci. Smród, cierpienie i gorycz – tyle pozostaje świniom. Człowiek zaspo­kaja własne ego, czerpiąc z jadła i życia. „Cham, zjada chama” – czło­wiek podzielił los świni. Po brzegi wypełniamy się absurdem.
Tragizm ludzkich systemów filozofii polega na odrzucaniu rze­czywistości. Absolut pozostaje poza zasięgiem powiek, gdy czło­wiek uwie­rzy we własny rozum, ufając wnętrzu, pozna siłę i nie będzie już matowy. Kolory rysujące się na twarzy myślącego stworzenia – tego zapragnęła „normalność”. Tworzenie bajek i pozór – to uzyskuje sys­tem, stawiając pomnik na każdym rogu. Perfidia śmierci zabiera zro­zu­mienie, które następuje zbyt późno. Trącony chwilą wieczności, zy­skałby „kapucyn z Ziemi” normalny osąd, tej i tak tragicznej sytua­cji. Na fali nieustannego lansowania własnego cielska, zapomina się o praw­dziwej zmorze świata – siejącym zagładę człowieku.
Surowce oraz dobra naturalne, gromadzone przez człowieka, nie mają tu znaczenia. Umiejętność narzucenia stosownego zachowa­nia, stwarza możliwość przeistoczenia wspólnoty równych, w nowo­czesną magistraturę[16] niewolniczą, którą nikt nie zarządza zgodnie z tym, co wyobrażają sobie ludzie. Nadzieja i wątpliwość wykreowały system.
Teraz wiadomo: po co religia? Niczemu niewinne i niczego nie­świadome masy, zachłyśnięte demokracją, uważają nadal, że są w sta­nie żyć, w „równym” i nowoczesnym świecie. Prospołeczna mrzon­ka, kar­miona „gównianą popeliną”, która spływa po zardzewiałych bałwa­nach, brodząc w skamielinach obrzydliwych bożków. Dość sub­telna co­dzienność, przekłamanej modlitwy.
Prawdziwy Stwórca zaka­zał tej ob­ra­zoburczej fanaberii, ale pojawia się wątpliwość: po co Go słu­chać?!
Ludzkość, woli koniunkturalnie oddawać się grymasom głup­ców, a jad z ust i bezmózgie sylaby, wylewają się strugą w plwoci­nie, skażając „zacną” twarz. Przyjmujemy naukę, sycąc się trupim łaj­nem. Żaden mądry nie uświadomił reszcie, że gdy prawdziwy Stwórca za­puka do drzwi, rozegra się krótki dramat. Przegramy, bo system zwy­ciężył – z każdym działaniem – skazujemy się na nicość.   
Maszyneria musi czasem wprowadzać zmiany. Bez rewolucji i fa­szyzmów XX wieku, ludzie połapaliby się, że chcą i mogą być na tyle równi, aby współdecydować. Główny cel – zwalczyć socjalizm.
Poszli za Hitlerem, bo uwierzyli w mrzon­kę, opartą na ślepej god­ności (przyrodzonej z natury). Triumfalnie zmanipulowani, odu­czy­li się łez przy ofiarach. Urządzono mały pokaz, o światowym za­się­gu. Tragiczne hasło tej wojny: Żydzi do eksterminacji!
Pozostaje trudne pytanie: Jakiej narodowości był „pierw­szy Aryj­czyk”? Adolf Hitler nie przypo­minał typowego Nordyka. Ekspery­ment oprawcy: Bajki i bred­nie.
Liczył się wyścig zbrojeń, możliwość czerpania z technologii, wreszcie zarobek na wojnie. System nie może wykluczyć niewolni­czego prze­zna­czenia ludzi. Czy mogliby zrozumieć? Odpowiedź sys­te­mu zawsze brzmiała jednakowo: – Nigdy!
Kilka milionów ofiar, opłakiwanych gorzkimi łzami przez resz­tę świata, tryliony zeżarte z próżności, tysiące wygasłych gatun­ków, miliardy w biedzie, wyzysk, cierpienie i gnój. Ot, zaryso­wuje się pięk­ny bilans[17] światowych rządów. System wie, z której mańki przy­jebać, nie ujawniając się. Jeśli ktoś zechce, kochać żonę w „kakaowe oczko”, to system wskaże, jak to zrobić. Stworzy tysiące filmów, z doskonale roz­dzie­wiczonymi pupciami, ale wyśle informację o zdecy­dowanym za­kazie. Napalając się, na ładne panny, ulegną pozo­rowi. W końcu, prze­mówi wewnętrzny głos i powie: – Nie dla psa kiełbasa! Frustru­jące, bo pole manewru jest tak małe, jak udział każ­dego czło­wieka, we współwłasności planety. Moda na ekologię, zapewniła pozór propagu­jący hasło odpowiedzialności i współwłasnej ludziom Ziemi.
Rządzący globalnie, „ru­chają” współplemieńców i nawet za ener­gię i wodę, które powinny być darmowe, karzą sowicie płacić. Matołki dały się „zgwałcić żyw­cem” i „wchłonąć”.
Sygnał przekazuje religia, ustami tych, którzy są w tym prakty­kami. Panna nie wypnie się, nawet, jeśli jej to sprawi przyjem­ność. Dziwi, że panuje fałsz, dowodzący obecności systemu?. I co? No wła­śnie. Jakie to piękne i proste zarazem.
Żydzi i chrześcijanie wierzą, że Ziemia jest dana każdemu, z czego pierwsi kłamliwie głoszą, że tylko „wybranym”. Katolicy nama­wiają do „życia z dala od grzechu”, a Świadkowie Jehowy kuszą obiet­nicą pośmiertnego życia, w granicach szczęśliwości raju. Wieczność każ­demu – wpłacajcie tylko datki!
Nikomu nie przyszło na myśl, stosować głoszoną regułę, w za­kresie budowania o zasadę „wspólnej własności”. Dowód niezbity na to, że piekło stanowi dzieło człowieka. Odrażające jest to, że rozum utrudnia zrozumienie tej prawidłowości, przyduszony próżnością i samolubstwem zalęknio­nego o byt człowieka. 
Dobre stanowiska, dostęp do usług, zakup dowolnie wybra­nego produktu czy rzeczy, zawsze stwarza szerokie spektrum możli­wości, głównie do zaspokajania potrzeb systemu. Wykształcono armię najwierniejszych strażników, którzy w zamian za dostęp do „rogu obfi­tości”, strzegą tego, co zagraża interesom Pułkownika.
Jak czuje się człowiek, dostępując roli pachołka Dubieniec­kiego? Jedna pipa, o przerośniętym ego napisała pokrętnie, że „narra­tor jest wszech­wiedzący”. Żałosne i odkrywcze, na tyle że wymagało tytułu doktora nauk, aby stwierdzić ten oczywisty fakt. Widać, że nau­czono ją „zamykać twarz”, gdy chciała „coś” powiedzieć i „otwierać”, gdy ze­chciała pomiętolić. Należy nie bać się mówić, jednej ważnej rze­czy: pierdolonej prawdy!    
Zjadacz chleba, ostatecznie przestał liczyć się, gdy najważniej­szy cel, określony „sam w sobie”, stanowią pieniądze i wła­dza. Nie ta­ka, co działa deprymująco, ale taka, która daje rzeczywistą możli­wość wpływania na losy świata oraz dzieje ludzi.
Warchoły – ich historię można spisywać latami, dlatego tak za­ciążyła historyczna ocena na rozwoju ich państwa. Gówno tam wie­dza – ma­sy mają to w du­pie, ale pchają się na wyżyny społeczne i poli­tyczne, podpierając się krzyżem i amboną, aby za zdobytą kasę, pło­dzić kolejnych potomków. Uczciwych i mądrych ludzi, niszczy się i mie­li jak nawóz i to nazywa się normalnością.
Dubienieckiego nie interesuje to, który z jego sługusów, nadu­żywa władzy. Dopóki nie rzuca się w oczy, nie naraża interesów moco­dawców Pułkownika, to „hulaj dusza” – jak mówią – „piekła nie ma!”.  
Skoro kobieta czy mężczyzna, nie widząc korzyści material­nych, nie odda się drugiej stronie, to ku czemu trwać? Współczesne związki oparte są na kasie i wzajemnej pozycji małżonków. Tym, sku­tecznie eliminują siłę ludzkich genów, aż Pułkownik obnosi się z du­mą, gdy opowiada o tym na zgromadzeniach loży. Ewolucja „zapie­prza”, nie w tym kierunku, co trzeba. Za kilkaset lat, obudzą się z ręką utkwioną w nocniku, ci, którzy w ogólnej masie niewolników, nie będą zdolni wydać silnego potomstwa. Geny niszczycieli i nowej „rasy pa­nów” przetrwają. System doszedł do wniosku, że faszyzm zbyt rzucał się w oczy.
Nie należy szybko przeprowadzać reform. Stopniowe uspraw­nienia, załatwią sprawę, postępując długofalowo. Plan dobry, któ­rego wykonanie zaczęło się powoli opłacać.
Pułkownik nie chciał nigdy, za mocno angażować się w sprawy. W stosunkach seksualnych, bywał mocno oddany drugiej stronie, dążąc przy tym do przyjemności własnej oraz aktualnie kochanej po­łówki. Wzajemne zaspokojenie obu stron, uznawał za podstawę do­brych relacji. Za oddane mu usługi, odwdzięczał się należycie. Wpadł na doskonały plan biznesowy. Wybrał coś, co już od stuleci, spraw­dzało się na Ziemi: prostytucja i kurewstwo.
 Macie chętkę, na dobry i szybki zarobek? Jednak musicie mieć to „coś”, najlepiej w wersji ekstra: ciało, ładne oczy lub warunki do poddania się małej rekonstrukcji. Predyspozycja stwarza nauce szero­kie pole do popisu. Ludzi można bez ograniczeń poprawiać. Progra­miki o reperacji cycek, odsłaniają dawno przebrzmiałą technikę.
Dubie­niecki posiada znacznie nowocześniejsze metody. Pra­cuje na żywym organizmie i stwarza, dzięki genetyce, to co w danej chwi­li mu po­trzebne i uzupełnia wybrakowania, łącząc ciała tak, jakby sam był Stwór­cą. – Człowiek ma w sobie te wyjątkowe piękno – stale pod­kre­ślał Dubieniecki. W każdym z osobna, należało wyeksponować war­to­ściowe cechy.
W paszczę systemu, wpycha ludzi chęć przetrwania oraz polep­szenia skromnego życia, a skoro ktoś miał nieco urody, to czemu mia­ło mu to nie posłużyć w zarobku? Kochać się „za darmo”, w „imię idei” po­siadania rodziny, nie ma sensu, gdy myśli się poważnie o wła­snym sta­tusie i wybiciu, na względną normalność i niepodległość.      
Ludzie zazdroszczą „prostytutkom” i „prostytutom”, głównie tego, że dobrze zarabiają. Powód banalny! Każdy ma dupę, przez to uważa, że mógłby sam też dorobić. Niestety, gdyby to było takie pro­ste, a nie jest do końca. Kwestia przełamania barier i próbowania.
 Jakby człowiek wiedział, a może gdyby znalazł się w odpo­wied­nim miejscu, to kto wie? Kasa stanowi najlepsze świadectwo, w roz­wią­zy­wa­niu dylematów i grzebaniu przeciwieństw. Było tak od wie­ków. Fenicjanie wynaleźli ten wspaniały napęd ludzkości, a Ame­ryka­nie jed­nodolarówkę. Teraz, gdy każdy leci na „zielone”, nie trzeba in­stalo­wać drogowskazów. Zresztą, te instalacje też wymyśliła komu­na.
Czemu, w pewnym momencie, nie pohandlować własnym pięk­nem? Po co sypiać dla przyjemności z gołodupcem, jak można mieć wymarzony seks i to w dodatku, tak przy okazji, w życiu ustawić się odpo­wiednio. Klucz do sukcesu stanowią odpowiednie kontakty oraz nieprzeciętna uroda, której nie brakuje kobietom w różnych kul­tu­rach. Poszukiwania w „globalnej wiosce” bywają żmudne, ale tech­nika przyszła z pomocą. Dano ludziom możliwość gromadzenia się w wir­tu­alnej rzeczywistości, aby bardziej kontrolować ich myśle­nie. Jak inaczej, podglądać jednocześnie siedem miliardów małpiszo­nów? Na­wet przy tej ilości satelitów na orbicie, jest to niewykonalne! A tak? Patrzy się pokątnie w necie. Wynalazek, wywodzący się z serwi­sów spo­łecznościowych, sprawił się doskonale. Dubieniecki cieszył się, że In­ternet[18] dotarł do każdego domu. Kazał nawet to finansować. Czym więcej łączy, tym lepiej.
W realnym świecie, człowiek nie zdradzi, co naprawdę myśli. W sieci, uwa­ża się za anonimowego i ujawnia prawdziwe zdanie w te­macie. My­śli tylko, że jest dobrze skryty, ale to błędne założenie. Do­brze wia­domo, kto i gdzie pisze. System sprawdził też, jakie istnieją seksu­alne preferencje mieszkańców planety. Ludzie wchodzą na stro­ny i prze­glądają filmy.
To wspaniałe narzędzie w tworzeniu realnej oferty. Portret psy­chologiczny każdego człowieka, który choć raz sięgnął Internetu. Już banki opracowały taki niewinny programik, zawierając umowy pożyczkowe z klientami: system bankowo-kredytowej infor­macji. Nie potrzeba żadnych zaświadczeń, wystarczy istnieć w bazie. Wielu, bar­dzo cieszy, że tak sprawnie to działa.
 Internet stworzył dodatkowe możliwości, wyszukiwania po­ten­cjalnych piękności na ogromną skalę. Stąd, inwestuje się znacz­nie, głównie w media społecznościowe, aby selekcjonować kandydatki, godne najlepszych sypialni oraz wyuzdanych uciech. Hołocie zabrania się wyszukanego seksu: niech odczują moc tabu – to ich zniewoli albo wy­zwoli.
Męskie panie, nie bójcie się! Kandydatów też poszukują. To wspa­niałe uczucie, wiedzieć że gejowi, tyłek pracuje jak najwspanial­sza cipka, a seksualność jest tak samo mocna i pewna, tyle że koopera­cja następuje, w płciowo jednakim zestawie.
Seks nie znosi krępacji. Orientacja seksualna, dobra jest dla po­spólstwa. W prawdziwej zabawie, ograniczenia nie istnieją i Dubie­niecki oraz jego klientela, doskonale to zrozumieli. „Żyje się raz i trze­ba zaznać wszelkiej uciechy” – takie hasło głoszono, usprawiedliwia­jąc, najbardziej wymyślne igraszki.
Zresztą, czemu by nie poeks­pe­rymentować? Ogromna masa lu­dzi, ma z tym faktem problem, bo nigdy nie jest prawdziwie za­spoko­jona, a seks to przecież najlepsze źródło młodości, czego Puł­kownik jest żywym dowodem. Dobre poży­cie, rozładowuje napię­cia, leczy fru­strację[19] oraz eliminuje niepo­trzebny stres. Zapewnia przy­pływ pomy­słów, uwalniając człowieka na długie godziny z więzów codzienności. Działa jak zajarana z lufki ma­rycha. Seks wyzwala czło­wieka od pro­blemów.
Dubieniecki to facet z krwi i kości, który nie traci nigdy czasu. Łączy przyjemność z pożytecznym, przez co stał się światowym poten­tatem, oferującym każdą możliwą przyjemność.  


Zamarzyłeś o czymś? Skontaktuj się z nim!


Korzysta wielu, a system bogaci się nie na próżno. Pierwotnie seks był za darmo. Każda rzecz i zjawisko, którą człowiek mógł sam z siebie wytworzyć, była za darmo. Działające dość durnie, archaiczne mechanizmy społeczne, wymagały wprowadzenia ograniczeń. Z cza­sem, nawet za wysranie się trzeba było słono zapłacić, a surowce prze­stały należeć do ogółu. Tak stał się system i wieczne zaczęło być jego panowanie. Dzięki temu jest teraz idealnie: szmacą się ludzie, ale to jest na rękę mocodawców Pułkownika.
Z jakichś nieznanych Dubienec­kie­mu powodów, jeden z zako­nów chce, aby ludzi poniżać, dając im możliwość życia w upadku. Dubieniecki nie zrozumiał tego dążenia i nawet do dziś, nie chce tego pojmować, tylko korzysta. Widać, że ktoś ma do osiągnięcia cel, który stał się obrazem szaleństwa, które jak nielogiczność, zamyka w sobie ob­raz porządku świata. – Pieprzyć świ­rów! – mawiał na to Pułkownik.
Tyle o systemie. I tak za dużo. Cieszmy się, że nas zupełnie nie ocenzurowali. Ktoś jednak będzie musiał mieć wypadek albo dostanie pod ziobro. Samoloty czasem spadają, a kierowcy ulegają drogowym kolizjom. Politycy dławią się jedzeniem, a prostytutki cierpią na prze­wlekłe odleżyny, wywołane nadmiernym „przeruchaniem” w pracy (do­datek za pra­cę w szkodliwych warunkach, powinien należeć się z mocy usta­wy).
 Zabroniono stosowania w samochodach i windach, amorty­zatorów, zamieniających siłę uderzenia w niwecz. Samoloty mogłyby nigdy nie ulegać wypadkom. Pomyśleć o świecie, bez tragedii i wyna­turzeń, to jak wyobrazić sobie raj, który można zbudować od zaraz, nie cze­kając na koniec świata. Nieszczęście systemu, w którym nikt nie byłby do wycięcia. Dubieniecki, miałby tak otwarcie, kazać strzelać wro­gom w łeb? Tak się nie godzi. Lepiej, niech pozostanie po staremu. System kocha niewiadome i porażki.
Im większa liczba samotnych matek, tym więcej gejów i lesbi­jek. Czym więcej morderców, tym lepszy aparat ucisku i prewencji. Du­ża liczba satanistów, to strach i modlitwa pobożnego ludu. Niepew­ność stwarza wróżbitów i daje ja­sno­widzenie. Głodni i obdarci, to mi­syjny świat, wierzący w zmianę. Muzycy – tych trzeba najwięcej, gdyż kicz zabija naturalny rytm w czło­wieku.
Jedni roszczą sobie prawo do decydowania, drudzy muszą się słuchać. Wychylić łepek – to ciężka rzecz. Uczono zasady, mówiącej że „cicho będziesz, dalej pojedziesz”. Obłudnicy wmawiają ogółowi, że są w porządku. Dobre? Mogą tak robić, mając zapewniony grunt pod nogami. Linczuje się tanich męczenników, działających na zlecenie i dodatkowo, niczego nieświadomych. Udziela się im porad i umożliwia zarobienie kasy (tworzenie perspektywy, na „marchewkę bez kija”) – tak roz­dzie­la się perspektywę przyszłości. Gubią się w tym ludziska, a po­rzu­ceni, sięgają dna (myślący, którzy zechcieli podzielić się wiedzą i zapragnęli zmie­niać świat).
Los świń i ludzi jest ten sam. Przekona się każdy, przepro­wadzając eksperyment: trzymać świnkę i traktować jak towarzysza. Lu­dzie powiedzą, że zwariował! A kiedy zjedzą świnię, tylko jej ho­dowca będzie cierpiał, gdyż pozna ją zawczasu i zrozumie, że to dobre zwierzę. Pozostała część ludzi, nie obędzie się z tym zdaniem, przez to, świnie są anonimowe w swej samotnej śmierci, tak jak ludzie w życiu.
Zro­zumieć, że świnia „czuje”, to obudzić się z systemowego snu i przej­rzeć na oczy, dostrzegając świat takim, jakim jest.
Żadne ze zwierząt nie jest pozbawione emocji. Cierpią i płaczą, gdy podrzyna się im gardła. Humanitarna śmierć to mrzonka.
System osiągnął sukces – śmierć miliar­dów jest bez znaczenia. Zakpił tym z podstawowego prawa, a wyko­nawcami woli, uczynił lu­dzi. Dawni twórcy systemu i ich spadkobiercy w wierze, brzydzą się tej kpiny, dlatego nie spożywają do dziś dnia zwie­rząt, które gromadzą w sobie pierwiastek ożywczego tchnienia.



***



Pan Pułkownik Dubieniecki siedział w wiedeńskim fotelu, palił kubańskie cygaro i popijał szkocką whisky[20].
The Glenlivet, vintage, sprowadzany z serca Szkocji, któremu upływający czas nadał szlachetności. Niewielki procent, bo niespełna czterdzieści. Wspaniała bursztynowa barwa, ze złocistymi refleksami. Dojrzewała latami, tłocząc się w beczkach po sherry, które nadały jej orzechowej pikantności, wzmacniając zwodniczy dla oczu kolor. Nie­powtarzalny aromat, ciemnej czekolady, drażnił nozdrza i upajał je, dzia­łając w połączeniu, z delikatnie wyczuwalnym wabiem sułtańskich rodzynek.
W smaku jedwabista słodycz, przesiąknięta cynamonową nut­ką. Niezwykle długi, bogaty i zrównoważony finisz, sprawiał, że Dubie­niecki nie mógł się nasycić i wyjść z podziwu doznawania rozkoszy, zachowującej niezmienną świeżość smaku, jeszcze na długo po spożyciu. Kontemplując każdą esencjonalną kroplę, przenoszącą te zmysły na kubki smakowe, odczuwał zapach czekolady.
W skupieniu, reflektował ciepło żołądka, przepełniające zmy­sło­wo ciało. Zadziwiał się delikatnym bukietem kwiatów i specyficznie lekkim posmaczkiem torfu, pozostawionym przez palone w nim ziarno, dodawane do słodu.
Bolivar Belicosos Finos, kubańskie. Najmocniejsze wśród cy­gar, w formacie belicoso. Zapakowane w skrzyni cedrowej. Nieprze­jed­nane w smaku, wydające niezmierzoną ilość dymu, przez co, pożą­dane do samotnych kontemplacji. Pułkownik uwielbiał ich rozmiar oraz fakt, że za każdym razem, mógł rozkoszować się blisko godzinę. Uwalniany gęsty dym, roznosił się po całym pomieszczeniu, tłumiąc delikatne światło lampki, ukryte za wielkim abażurem, która rozświe­tlała, duży gabarytowo gabinet.
 Samotność w takim miejscu, z widokiem na główne ulice bruk­selskiej stolicy Europy, wymaga specjalnej celebracji. No i ta świa­do­mość, obecności dawnego dziedzictwa Karolingów. To było i jest nadal coś, dla tak ważnych osób, nawet jak sam Pułkownik. Serce nowoczesnej Europy, wsparte na tradycji i kulturze, a w nim on. Ni­czym respirator, utrzymujący europejską dzicz przy życiu, właściwie filtrował wszelki przepływ, decydując o losach milionów. Z dala od rodzinnego Polgaru, musiał jakoś umilać sobie, płynący z wolna czas.
 Po tym, co dotychczas uczynił dla kraju, Europy i świata, nale­żał się mu drobny odpoczynek.
Demokracja w środkowej części Europy, to była ważna rzecz. Umoż­liwiała dobre kontakty handlowe dla zachodnich spółek z Rosją. Pol­gar wcale nie musiał się rozwijać, ale jako straszak na białego nie­dźwie­dzia, sprawdzał się w tym idealnie.  
Udało się wprowadzić Lolka Wartęsę na urząd, obalić mur roz­gradzający Europę, a potem na dwie kadencję usadowić Olka Kwa­sa oraz wmontować świętą konstytucję dla Polgarczyków.
Następnie, Pułkownik poniósł zdecydowaną klęskę, związaną z Lechem Kaczkodukiem, ale szybko temu zaradził.
Nieoczekiwanym problemem stał się Jarosław, również Kacz­koduk. Przeciwnikiem był słabym, bo wystarczyło mu dać pole do ma­newru, aby sam sobie kłody podłożył i zniechęcił do czynów tych, któ­rzy dotąd stawali za nim mu­rem.
Mając za sobą Europę, Pułkownik mógł atakować na rozmaite spo­soby. No, a gdyby – w co absolutnie nie wierzył, kaczka wygrała nie­o­czekiwanie wybory; to kupi nowych ludzi, którzy będą manifesto­wać.
W końcu, system to był on, a nie jakiś tam Kaczkoduk – w ocenie Pułkownika – stary i zapierdziały zgred, który najpiękniej­sze chwi­le w życiu spędził z kotem. – Nikt nie będzie mi się stawiał! – wy­ma­wiał głośno Pułkownik, sam do siebie i zupełnie, bez większego po­wodu, chodząc przytuliskiem, wzdłuż małego ogrodu.
Daw­ną przegraną z Kaczkodukiem, traktował, jako przykry epi­zod, a dzięki dzia­łającym posłusznie mediom, był w stanie uczynić z tego zdarzenia coś, na wzór krajowego, a może nawet lokalnego folk­loru. Ośmieszyć Kacz­koduków, wstrzą­sając motłochem, doprowa­dzić do ich upadku. A może, nawet wykorzystać tych knypli? System nie zna granic i nie posiada wrogów. Znane są mu jedynie cele.
 To był cel sam w sobie. Po pierw­szej klęsce, wprowadził Broni­sława Komora, na urząd prezy­dencki w Polgarze, a Donatana Turseka, wy­wiódł z kraju do Brukseli.


Marsz, marsz za Odrę,
na Wielki Akwizgran.
Tu zasiądziesz na urzędzie,
dobrze tobie będzie.
A jak przyjdzie do rozliczeń,
to spieprzysz do Stanów.
I jak słowo tobie daję:
W dupie miej baranów!


Donatan Tursek tyle nakradł i sprzedał, że zasłużył sobie na ten awans, uczyniony na koszt mieszkańców Europy. Niewątpliwy suk­ces, w jego skromnej karierze, która zaowocowała niezwykłą prze­mianą. Zupełnie niezasłużony awans, ale gdzie Europa znalazłaby więk­szą hienę, do pełnienia tak zaszczytnej funkcji, gotową do jed­no­cze­snego niszczenia własnego kraju? Tursek, od dawna dostarcza do­wody lojalności, służąc wiernie imperium mocodawców Dubieniec­kiego.
Zawsze wierny, on i jego rodzina, przez to nigdy nie staną się już wię­cej biedakami. Zyskali, bo trzymają z systemem.
Teraz Czytelnik jasno rozumie, jak wygląda przykład typowego człowieka Dubienieckiego, który w zamian za swe usługi, otrzymuje dobre i należne wynagrodzenie. Staje się, w ten sposób lepszy, a wo­bec innych, zyskuje poważanie. Ma pieniądze i mogą mu skoczyć!
Myślicie, że bylibyście w stanie pójść tym wzorowym przykła­dem, dając gwarancję wiernej posługi? Niestety, dostępne miejscówki, dawno zostały rozdane. Pozostało wam kosić trawę i miętolić okrawki. O ile, zgodzicie się wypełniać polecenia, a nie bawić się w zbawianie świa­ta.
Europa czeka na nowy podbój. Potrzebują: rzeźników, kurie­rów, śmie­ciarzy, masarzy, sprzątaczy, zmywaczy, pomywaczy, rzy­go­ścierów i innych kasjerów. To niewolne[21] żarty, w rzeczywisto­ści tuła­czy. Tam dopiero zarobicie, a co uzbieracie, to wyślecie – mamie, ta­cie.
Wy polagarskie, służalcze owieczki, śpiewajcie wyniośle, frag­ment rodzinnej pioseneczki. Dla rozkoszy, na nutę sprawiedliwo­ści i postępu…  


Z ojczyzny swej uchodził,
młody, zdolny człowiek.
Dla statusu utrzymania
i majątku ratowania:
komornik mu groził.

Przedarł się przez wielkie miasta,
minął rzeki i doliny.  
Na góry wspiął się wysokie,
no i doszedł do krainy,
szczęśliwości i rozkoszy.
Tam szmalcownik go przywitał.
Jęknął głośno: do roboty!
Dzień i noc całą,
bez rodziny, bez ochoty,
służył kilku funtom:
Farciarz!

Za srebrniki porzucając,
dom rodzinny, starą ziemię.
Dawną miedzę wybujałą,
pola w zbożu poorane…

Matka siwa, ojciec stary,
wciąż czekają na wypłatę,
co przychodzi z Western Union,
dając cash na leki, chatę.

A ja myślę: co za kurwa!
Taki los, polgarskiej kmieci.
A ten Tursek, to łachudra,
która, z gówna kasę kleci.


Upragniony czas na odpoczynek. Nowe plany podbojów Eu­ro­py, kształtowały się w głowie Dubienieckiego.
Perspektywicznie, zasta­nawiał się, jak doprowadzić Euro­pej­czy­ków do sytuacji, w której zgodzą się ponownie na wojny. Nie mu­sia­no wykorzystywać od razu mięsa armatniego. Mogła to być wojna eko­nomiczna, bez ofiar – kule kosztują, a z głodu ludzie szybciej pa­dają.   
Przemysł zbrojeniowy musiał pracować pełną parą. Pozosta­wało bombardować kraje Wschodu, przetoczyć przez Europę nową fa­lę imigrantów, a następnie poprawić koniunkturę, sprzedażą broni oraz zbrojeniami. Proste – bo tak przy okazji – powstanie wiele cieka­wych spraw. A czy „rządzi prawica, czy lewica, to i tak jedna wielka, polgarska chujo­wica”. Ważne było dla Pułkownika, aby kasa płynęła pełną strugą. Całą resztę, potraktujmy milczeniem (zmyśleniem).
Bał się tylko o zachowanie Angeli, zastanawiając: czy staro­win­ka wytrzyma te uderzające zewsząd wrzaski i nie popuści? Poza tym op­ty­malnym szkopułem, generalnie był dobrej myśli. Angela Makrela nie była w jego typie; stara, lubieżna, gruba baba, która lubiła rozbie­rać się, gdy tylko właziła do sauny czy basenu. Nikt nie chciał z nią cho­dzić, bo widok był niemiły, a grzmotna była, mając stałą ochotę na igraszki.
Zasadniczo wspierała Pułkownika, narzucając innym krajom je­go wo­lę. Sprowadzenie Polgaru do roli „biesiadnego uczestnika”, po­zba­wio­nego możliwości decydowania – w tym sprawiała się dosko­nale, za­chwy­cając skutecznością lożę. Te same grupy, dawniej decydo­wały o tym, że Hitler doszedł do władzy. Pozostały nieugięte, w dąże­niu do „ekonomicznego przejęcia” Polgaru.
Epokowy już Pułkownik, we własnej, nieco luksusowej rezy­den­cji, nawet jak na pensję asa wywiadu, miał tu chwilę dla siebie i mógł w spokoju pomyśleć. Trwożył się nad zastaną rzeczywistością, prze­żegnywał nad losem kościoła i gładził po dupach, smakując naj­lepsze dziwki Europy. Po zachodniej stronie mocy, musiał pilnować Tur­seka, bo nie wierzył do końca w jego możliwości. Gra toczyła się o dużą stawkę, gdyż chodziło o nowe interesy w Polgarze i na Wscho­dzie. Tursek, po prostu był łapczywym psem, który mimo wszystko, chciał się tylko nażreć, ale Dubienieckiemu nie byłoby na rękę, gdyby zaczął przedwcześnie szczekać. Szczególnie w innym języku, karmiony kością, pochodzącą od nowego pana.
Mocodawcy Pułkownika nie mogli zawieść się postawą emisa­riusza. Chodziło nie tylko o pieniądze, ale również o dziewczynki i chłop­ców, bez których zabawy i rozrywki, na wielu zacnych salonach tego świata, stają się niemożliwe.
Pieniądze, bez udziału ludzi, nie mają żadnej wartości. Kiedy określa się nimi cenę ciała i wyznacza stawkę, dopiero zyskują na wa­dze. Dawniej, wystarczyło pójść na fol­wark i można było brać, co się chce i nie zwracać. Teraz, czasy stały się nieco cięższe, a wymaga­nia do­stojników i bogatych zwiększyły się, za­miast zmniej­szyć. Nie zmie­niło się jedno: nadal, pewna w tym życiu, była tylko śmierć.
Dubieniecki w Brukseli, pośredniczył w interesach krajowych, ustawiał wymagane prawem przepisy, zbierał zlecenia na nowe nabory do branży porno w Polgarze, Rosji, Rumunii i na Czechach.
Zajmował się także szeroko pojętym Wschodem. Od czasu do czasu, babrał się rów­nież w akcjach terrorystycznych, aby utrzymać w ryzach europej­ski lud, który musiał mieć całkowite przekonanie o słusz­ności działań, obecnej, danej mu skądinąd władzy.
Organizowanie zamachów było trudne i wymagało porywania rodzin, tych cholernych Kameli[22].
Szantażowanie diabła, aby ukazał swą moc, czynione na oczach świata, to nie jest proste zadanie.
Puł­kownik z nich zakpił, bo i tak, ich baby trafiały do burdeli lub na mielonkę. Wschodnia krew daje wspaniałe rezultaty w bada­niach ge­ne­tycznych, a to była podstawa, do dalszego brnięcia w to szam­bo. Utrzy­mywanie masy durniów, służących do kaleczenia Ko­ra­nu[23] i wmawiania ludziom, jaki to islam jest „wojowniczy” i „zły”, to by­ło nie lada wyzwanie, na które Pułkownik też znajdował kasę.
Świat musi istnieć w poczuciu ciągłego konfliktu i zagrożenia, wówczas ludźmi steruje się najlepiej. Bez tego, zaczynają żądać dodat­kowych przywilejów, tworzą niepotrzebną filozofię, markują jakieś dziwne demonstracje wolnościowe i zaczynają obnosić się ze swoją orien­tacją i upodobaniami żywieniowymi.
Lepiej, jak zajmują się bzdurami, niemają­cymi głębszego znaczenia, niż mieliby ze sobą rozma­wiać. Z punktu widzenia sys­temu, jest to rozwiązanie wręcz idealne. Zbytnie łącze­nie genów, uwol­niłoby ewolucję człowieka. System stał na straży, by tak się nie stało. Prowadzono badania i to miał być sukces, nowo uprzywi­lejowa­nej grupy: prekursorska rasa, „silnych” i „długowiecz­nych”.
Pułkownik osobiście rekrutował, co lepsze panny i panów, któ­rych z kolei, z katalogów, wybierali sobie jego mocodawcy. Przywo­ził z odległych zakątków świata i zapewniał sielskie życie, na dość wysokim poziomie.
„Prostytutki” i „prostytuty” nie musieli się wysoce kształcić, ani błyszczeć zbytnio rozumem. Wystarczyło, że nauczyli się być do­stoj­ni, mili, ogładzeni i wyrafinowani, tak w działaniach sek­sual­nych, jak i w roz­mowie. Uczyli się określonego zachowania, sta­wali się biegli w sztuce zaspokajania żądz i pragnień, a nie myślenia. To czyniło z nich – jako towaru – najwyższy prestiż dla Dubieniec­kiego, który stał się najlepszym dostawcą uciech na świecie. Karierę w branży, przy­spie­szała znajomość języka obcego, ale nie było tu znacz­nych wyma­gań: wy­star­czał komunikatywny angielski, francuski lub nie­miec­ki (łamany na kreślony, palcowo-słowny, pokazywany obraz­kowo). Nie pogar­dzano włoskim i hiszpańskim, ale to nie gwaran­towało pracy na „wysokim szczeblu” oraz bywania wśród towarzyskiej wierchuszki (eli­ta wali w wilgotne dziurki, ale czasem pyta o różne kwestie). 
Wiele czasu poświęcono temu, aby system działał i realizował się bez zauważenia. Wprowadzono nowe rozwiązania, które stały się kluczem, otwierającym możliwości, oferowane przez rozwój genetyki i klonowania. Branża porno i jej potencjał, zmuszały do tworzenia no­wych, coraz bardziej wyuzdanych doznań. Zapewniały one, zmęczo­nym obywatelom, rozkosz płynącą z ekranu telewizora. Oglądając te dzie­ła, panowie i panie, mogli odczuć, czym jest ekstrawagancja i praw­dziwe doznanie. Nieliczni, dzięki Dubieniec­kiemu, mogli tego do­świadczyć w zaciszu domowego pielesza.    
Kościoły i religie, pozwalały wiele spraw ukrywać. Czasem, żeby nie wyszło to na jaw, trzeba było zrobić tak, że ktoś po prostu znik­nął. Cóż? Nie wsiąkał jednak na stałe, lecz musiał zostać z sys­te­mu wykasowany, przynajmniej na jakiś czas.
Zdarzali się też klienci wyjątkowi, dla których dawne kulty i ry­tuały, oznaczały krwawą ofiarę. Wtedy też, pozyskiwano dogodny ma­teriał, a następnie tuszowano sprawę, pozorując zaginięcie. Dla nie­poznaki, tworzono rządowe programy, wspierające organizacje pro­spo­łeczne, zajmujące się tą materią. System działał bez zarzutów. Tu­szo­wanie i grube kreski – to była specjalizacja Dubienieckiego i jego kadry. Okazywał się w tym, być najdoskonalszym arcymistrzem.
Ludzie, dzięki sieci internetowej, otrzymali możliwość uczest­nicze­nia w wyjątkowym wydarzeniu. Udostępniano strony i filmy, któ­re zaspokajały potrzeby mas.
W dawnej Grecji i Rzymie, orgie upowszechniano na ulicach, teraz przykuto ludzi do krzeseł i kazano im, wpatrywać się w igrzyska, rozgrywane na ekranie. Zasada oddzia­ływania się nie zmieniła. Po­trzeba uczestnictwa, w tym również, osobista obecność na arenie, po­zostały takie same. Zdeformowały się nieco metody. Dawniej, wycho­dzono w trakcie świąt i zachwycano się tym zbiorowo, przyjmując to za społeczną normę. Cierpienie dotyczyło tylko niewolników, nikogo to nie obeszło, dopóki sam nie stał się ofiarą (nie trafił do kasty nie­wolników).
Współcześnie, niewolnictwo zniesiono, a ludzie stali się rów­no­uprawnieni, zyskując ochronę praw podstawowych, które gwaran­to­wało państwo, jawiące się wspólnotą[24].
Na czele tego organizmu stał rząd, który w imieniu „wolnej” ma­sy obywa­teli, podejmował decyzje, zare­zerwowane dla suwerena[25], w imię jego dobra (rzecz wiadoma). Do­datko­wo, ogłoszono publicznie zasady moralności i miłosierdzia, zade­kla­rowano karty swobód, usta­na­wiając gwarancje wolności i zrzeszeń oraz inne fantasmago­rie[26].
Względnie, trzymano się tego na pokaz, przez co, wyuzdane i per­wer­syjne orgie, musiały zniknąć ze świecznika. Niecne i stare, do­bre i sprawdzone za­bawy, aby nie drażnić spragnionego rozrywki po­społu, przeniesiono do wirtualnej, społecznej oazy anonimowości.    
Świat, niby się ucywilizował, lecz cały szereg barbarzyńskich zwyczajów, nadal wiązał się z żywym człowiekiem. Zbyt silnie zakorze­niona tradycja, której należało dawać, bodaj, co jakiś czas, upust. Lud musiał mieć trochę, aby lepsi mogli mieć tyle, co „trochę” i znacznie więcej. To nie było skomplikowane – i jak dotąd – okazywało się bar­dzo skuteczne.
Postępowano w myśl starej, komunistycznej zasady, która gło­siła prymat równych i równiejszych. „Igrzysk i chleba[27]” nie mogło za­brak­nąć w żadnej epoce, w której władza chciała utrzymać się na pie­de­stale.
Prywatne kliniki, studia, produkcja towaru, o jakim można tyl­ko zama­rzyć i otrzymać. Całość dostępna od zaraz, za określoną kwo­tę. Ktoś, kto zamierzał wkroczyć do elity, musiał płacić, aby wku­pić się w jej łaski. Następnie, powinien zadbać o siebie (operacja zała­twiała sprawę) lub posiadać stosowne cechy, które winien wygła­dzić i wy­łuszczyć. Niczego nie ma za darmo, a całość kosztuje.
 Dawniej, cha­dzano nago, z ciałem przyodzianym w zdobne pió­ra, kusząc panny siłą i sprytem. Obecnie, wabi się na rolls-royce’a[28] lub Dolce & Gab­bana[29]. Marycha, dopalacze, ekstazy, koka, amfa i hasz[30] – nie stanowią tabu dla elit. Tam istnieje zupełnie inny świat, w któ­rym nie ma kar i ograniczeń.
Wyobcowany z rzeczywistości człowiek, bierze kosztując, ile tylko dusza zapragnie. Oczywiście za opłatą, nic darmo. Istnieją wa­runki i ograniczenia – jak wszędzie. Kara wkracza do sie­lanki, gdy przez nierozumność, ujawni się słabość czy nadużycie, z którą opinia publiczna nie poradzi sobie, jako faktem, mówiącym o łatwym zdoby­ciu towaru…
Na skutek nadmiernego rozwoju populacji, pogarszały się wa­runki do uprzywilejowywania ogółu. Elity mogą istnieć, wyłącznie wte­dy, gdy zapewnią sobie dopływ, tanich w utrzymaniu niewolników. Zaledwie nieznaczna grupa, mo­gła skorzystać z oferowanego luksusu. Pozostali, służyli świadcząc siłę roboczą, rozwijając monopole i usługi, skierowane do mas, jak gdyby, nigdy nic nie poróżniło ludzkości.


Maryśka, ach maryśka –
Psikus znów sprawiłaś mi.
Gdy cię chciałem brać tej nocy,
ty zgubiłaś mnie we mgle.
Moja ukochana koka,
mam ekstazy paczki dwie.
Zaraz whisky wleję w szklankę,
przepłukując gardło swe.
Amfa mnie spotyka rankiem,
hasz pobudza w żywot nowy.
Jestem nałogowym fanem,
tych towarów wyskokowych.

Mam w nadmiarze, za dolary
czy za euro lub na kredyt.
Ile tylko dusza pragnie.
Ile tylko zużyć zdołam.
Nie powstrzyma nikt… 

W jasnej sali, na widoku
rżnę się ostro, dla zabawy.
Wdycham amfę, palę zioło.
Radość czując w tym.


Wszystko to i jeszcze trochę, na potrzeby elit, które miały pra­wo do tego, co dla ludu było powszechnie zakazane i niedostępne, za przy­czyną ogólnego ubóstwa. By nie równoważyć zjawiska, wpro­wa­dzono prawne zakazy, ograniczające zwykłym ludziom, dostęp do wie­lu spraw.
W założeniu, nie mieli zajmować się przyjemno­ściami, ale pra­cować i wytwarzać określone dobra. Korporacja i zysk, produk­cja i mno­żenie kapitału, jako źródła zniewolenia mas. Każda rzecz, mia­ła tu zna­czenie i określoną wartość przeliczeniową. Nic nie działo się bez przy­czyny i nie było kojarzone przypadkowo.
Profesorek, Leszek Balcówka, odkąd wprowadzono w tym mo­zolnym kraju demokrację, powtarzał z przekonaniem że: Kapita­lizm, to wyższa konieczność w dążeniu do dobrobytu. Walczcie z komuną, na wszelkie możliwe sposoby, a demokracja zwycięży. Cięcia i osz­częd­no­ści, stanowią nieuniknioną konsekwen­cję rozwoju. Skończmy z socjalną pomocą państwa, a uzyskamy najtańszą na świecie, siłę roboczą, przez co, przyciągniemy globalnych inwesto­rów.
Miłe to były słowa dla masońskiej racji stanu. Leszek Balcówka pochodził z żydowskiej rodziny, która zaraz po wojnie, osiedliła się na terenie kra­ju.
Wykształcenie otrzymał właściwe, wyróżniając się działalno­ścią w organizacjach młodzieżowych, czym zasłużył na zagra­niczne stypen­dium Harvarda[31]. Żydom nie ciężko było wyjeżdżać, gdyż śro­do­wiska wiadome, przychylnie dbały o wykształcenie swoich, którzy mieli okazać się „przydatni”, w zmianie systemu na nowy.
Dubieniecki wiedział, że nawet lekkie zaburzenie, spowoduje przebudzenie się ludu. Mogłoby to spowodować wielką rozsypkę i de­montaż systemu, na ten moment dziejowy, bardzo solidnego. Ca­łość runęłaby z posad i legła pod strzechą. Koniecznością stałaby się orga­ni­zacja kolejnych wojen, aby przywrócić upragniony ład. Najgo­rzej miał z tymi, co uwierzyli w niezwykłe rzeczy, związane z rolą dziejową, wy­bitnej jednostki.
Niektórzy reprezentanci plebsu rozegrali jakąś tam partię szachów, nawet otrzymali zacną nagrodę Jobla, ale żeby występować przeciw „ręce, która karmi”, w obronie rzekomej demo­kracji: – To już, kurwa, drobna przesada była! – raczył w złości akla­mować Pułkow­nik.   
Niekontrolowana destabilizacja – jako zryw społeczny – znacz­nie różni się od lokalnych wojen, na których dostawcy wojsko­wego sprzę­tu, zarabiają miliony. Taki powszechny konflikt, mógłby załamać rynek i spowodować, że ludzie targani jakąś ideą, powiedzie­liby dla systemu „dość”. Nie daliby się ujarzmić prostymi metodami, a to spo­tę­gowa­łoby siłę, z którą należałoby mierzyć się z watahą.
Sowie­tom, przeciwstawić trzeba było Hitlera, ale to proble­mów zrodziło z wyjaśnieniami. Dlaczego Watykan podpisał z Rzeszą kon­kordat i po­bło­gosławił nordycki oręż? W końcu, po latach tworze­nia, znalazły się dokumenty, mówiące o tym, że to papież był (stał się) na­czelnym spi­skowcem i oponentem faszyzmu. Watykan był po­trze­b­ny do rządzenia – nie mógł stać się morderczy.
Oceniając dalekosiężne skutki, to nie była zbyt wygórowana cena, którą poniósł globalny kapitalizm, dążący do izolacji „czerwonej za­razy”.
Dawniej, w powstrzymaniu takich zjawisk, pomagały stosy, któ­re zapłonęły, nasycone tłuszczem durniów; trawiąc tych, którzy nie chcie­li normalizacji stosunków z lożą. Największy grzech stanowiło edu­kowa­nie hołoty, czy wprowa­dzanie do powszechnego obiegu, me­dycznych suplementów, do których dostępu, to stado jucznych bara­nów, nie uzyskało należnego im prawa. Współcześnie, nie opracowano dość dobrej metody, gdyż nauczono się do perfekcji sterować masami, a skoro to działa, to po cholerę się narażać etycznemu współczuciu tro­skliwych ludów, mordując dur­nych barbarzyńców, na oczach ka­mer i interneto­wych serwisów. Systemowi udaje się gładzić siedem milionów ludzi rocznie. Umierają z głodu, a gówno to kogo obchodzi, gdyż każde społeczeństwo ma własne problemy. Skupiają się na mor­dach Stalina, wierząc że nic tak strasznego, nie mogłoby się już powtó­rzyć. Największym sukcesem systemu bywa uśpienie czujności.
System, nigdy nie pragnął destabilizacji, bo dobrze osadza się społecznie, odkształca i stale formuje. Przez to, stale zyskiwał oraz mógł kontrolować każdego, postępując w prosty sposób. Żaden rozpad nie był w interesie zacnych mocodawców Pułkownika, którzy woleli spo­kój i rozwój, od pożogi. Uzależniali ludzi od swoich produktów oraz dyktowanych globalnie trendów. Narzucali modę, a z nią każdą, na­wet najdrobniejszą rzecz. Wszyst­ko, o czym myślano i czyniono, wy­nikało z wielkiej projekcji. Nie mogli tego zaburzać żadni lawiranci, bo system raz nadwyrężony, mógłby zebrać żniwo światowych dysy­dentów. Proteuszy[32], nazywano (zupełnie niesłusznie zarzucając im pe­jo­ra­tywną cechę): „Sowietami”, „marksistami”, „socjalistami”, „le­wa­kami”, „komunistami”, itd. 
Dubieniecki wiele rozmyślał. Przez lata ćwiczeń wyobraźni, wy­mo­delował właściwy obraz człowieka, dzięki któremu, mógł teraz ra­cjo­nalnie podejmować decyzje, opierając się na narzędziach. Kształt takiego humanoida był prosty: dwie ręce, dwie nogi, pompa i kompost – nic mniej i nadto więcej. Nie było tu miejsca na sentymenty czy zwy­kłą litość. Człowiek to mięso, jak zwierzę możliwe do przyspo­sobienia i odpowiedniego chowu. Obrót ludźmi oburza społeczeństwo, dlatego jak mniej wiedzą, tym lepiej śpią. Klientów miewał z różnymi upo­dobaniami; jedni potrze­bowali romantycznego seksu, a inni zno­wuż perwersyjnej eks­tazy. Trafiali się też tacy, którzy lubili robić to od­miennie, a ludzki ból sprawiał im wyjątkową radość. No, czemu nie? – jak dobrze pła­cili.
Prze­szkody stanowią główną przyczynę sprawczą, powodującą prze­stoje w produkcji oraz spowal­niają rozwój każdego biznesu. Etyka i moralność to dwie „siostry wtycz­ki”, które otrzymały dozgonny[33] za­kaz salonowy, gdy w danym miejscu, Pułkow­nik robił interesy.  
 Upodobania brutalnej klienteli, należy chcieć zrozumieć. Życie jest kwestią perspektywy, tak samo jak ból i śmierć – nieodzowne skład­niki naszego jestestwa – stanowiące o tym, że wciąż trwamy. Tak to już bywa, gdy działa ogromny stres, a pieniądze i władzę, dzierżą w dłoniach osoby, nie do końca stabilne emocjonalnie.
System wygania moralizatorów i tych, którzy usiłują go zmienić. Raz rozpędzona ma­china musi działać i nie ma w tym miejsca na błędy. Rozpierducha społeczna trafiła do lamusa[34], bez­kompromisowo kończąc rewolucje i spory. Żadnych niekontrolowa­nych zaburzeń od normy.
Życie w nad­zo­rze – to idée fixe[35] ontologicznej[36] rzeczywisto­ści, porażone do­mniemaną supremacją człowieka nad bytem i samo­świa­domością.
Gdyby dwunóg prowadził żywot pod nadzorem, to wiedziałby o tym, skutecznie broniąc się przed zniewoleniem.
Człowiek, przywiązany do sklepowej półki, w świadomej nie­woli, ma przemożny wpływ na świat. Ciche przywłaszczenie życiowej prze­strzeni, następuje nad tym, który nie rozumie, iż stale kontrolo­wany, traci myśli, a dominacja zyskuje przewagę nad świadomością, która już nie jest zależna od niego. Proces ten, określa się „nowocze­sną projekcją”. Wspólny sukces, prowadzonych od wielu lat, dostoj­nych badań, porównań i eksperymentów.
Żywy, społeczny organizm, daje się w końcu formować. Daw­niej, myślano że pla­styczna ludzka masa, do której w porównaniu spro­wadzono zbioro­wość, nie ustąpi, stawiając opór przy najmniejszej próbie modelowa­nia. Starano się odnosić to do czasu, miejsca we wszech­świe­cie, aż pewnego, znamien­nego dnia, uświadomiono sobie, że to idealnie pasuje do ludzkiej materii. Wówczas, system był w sta­nie odbyć pierwszą po­dróż w cza­sie.
Odkrycie to, przyczyniło się realnie do wpływania na bieg dzie­jów. Od tego momentu, kroniki loży, nie wspominały po­trzeby istnie­nia Najwyższej Istoty. W miejscu dawnego Konstruktora, usado­wił się mistrz… Ludzkość wreszcie należy do nas – zapisano.   
System rozumie, że nikt za darmo, niczego nie zrobi, a każdy w swoim działaniu, ma określony interes. Podstawowa zasada człowie­czego życia, to przetrwanie, które wiąże się z zaspokojeniem głodu i po­trzeb bytowych. Kiedy zostanie to spełnione, człowiek za­czyna my­śleć, kierując doznania w przyjemności, oferowane dla ciała i du­cha. Sys­tem musi go w tym ograniczać, bo jako kreatywna istota, człowiek mógł­by za dużo zażądać.
Wielość tych roszczeń, mogłaby zniszczyć machinę, naruszając jej z dawna utrwaloną strukturę. Do­brze jest, jak tylko niewielka ilość ludzi ma dostęp do możliwości, a reszcie jest to sztucznie dawkowane. Mają tym samym cel. W życiu codziennym, zbyt­nio nie wychylają się ponad przecięt­ność, trawiąc się szarością jak obrzydliwe robactwo, cie­szą się na widok padliny.
Marzenia nie są potrzebne – liczy się cel.  
Dubieniecki nie mógł odczuwać litości. Wiedział, że służy wła­sną osobą, znacznie większej sprawie. Jego polgarski dom, był jed­nym, z wielu zgromadzonych i rządzonych, przez światowe króle­stwo wielkiej loży. Król dozwalał dworzanom na różne sprawunki, dzięki czemu stali się dysponentami wszelakich wygód, osiągalnych w pokła­dach tego świata. Bogacili się i dbali, żeby trochę dawać innym. Odpo­wied­nie wychowanie i kształcenie: to nowe, nieużytkowane jesz­cze żywe zasoby.
W ludzi należało inwestować. Najważniejszy był czło­wiek; o nie­go toczyła się walka. Zwierzęta i świat zostały już prak­tycz­nie ujarz­mione. Szarzy zjadacze chleba, stanowią ogniwo, łączące biz­nes i pie­niądze. Ukoronowaniem tego, co dla systemu mogło za­pewnić przy­jemność i zysk, był człowiek. 
Potrzeba pozostawania we wspólnocie, związana z tym ko­niecz­no­ści akceptacji czy możliwość rozwoju, sprawia że ludzie, dążąc do bycia wyżej w hierarchii stanów, mimo iż głoszą zasady chrześci­jańskie, są w stanie działać odmiennie. Jedno drugiemu nie może prze­szkadzać.
Własna dupa jest najważniejsza, a dupulka jest jak ra­cja, każdy ma własną (pewne antygejowskie hasło głosiło dość po­wszechnie: „Du­pa nie jest od ruchania, tylko od srania”). System stanowi w tym prawdę, która jest jedyna i właściwa, jako droga w dążeniu do celu.
Tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, rozpoczyna się komercjalizacja, odno­sząca się nawet do eksploatacji odbytu.
Dubieniecki rozumiał to, obchodząc się z cywilizacją po mi­strzowsku.
– Zaciągając się cygarem, w towarzystwie mojej ukochanej whisky, mogę czuć się naprawdę dobrze – powtarzał sobie Pułkownik. – W moim towarzystwie, jestem spełniony – tłumaczył. – Nieustanny głos przebacze­nia – pomrukiwał, przeciągając się leniwie w wysłużo­nym fotelu. Poczuł się znudzony tą fasadą. – Przydałaby się jakaś młódka, która zrobiłaby mi arcydobrze – pomyślał.   
Niewiele trzeba czasu, aby życzenie to stało się faktem. Dubie­niecki nacisnął na klawisz komórki, a po niedługim czasie, do pokoju wszedł Alonzo. Wielki dryblas, który kierował sutenerstwem w Bruk­seli, z którego zyski czerpali mocodawcy Dubienieckiego.
– Hello, Mr. Pułkownik – said Alonzo and gives self-hand to Mr. Du­bi­eniecki.
– Hello, Alonzo. I would like one of yours bitches – said Dubieniecki. – Only young. You know how I like it.
– Of course, Mr. Pułkownik. I’ve got some for you – said Alonzo. It’s really cute, and have the same nice preferred like I. – Dics and ass, so nice and pleasure – said Alonzo.
– Shore – said Dubieniecki. – Only quickly, because I’m busy now and need some tasty peach.   
– Ok, your wish is my command – said Alonzo and close the door.
– Co za paryska kurwa męska! – burknął do siebie Pułkownik. – Przy­najmniej, sprowadzi mi jakąś małolatę, której będę mógł wetknąć pa­lec w młodą skorupkę, nie zapominając o pięknym kuperku. – Ostry seks, to po siedemdziesiątce, adekwatne podejście do sprawy. – Skoro mogę, to czemu mam nie skosztować – przekonywał się dość głośno, mówiąc wciąż do sie­bie. – A może zamówię chłopaczka? – kontemplo­wał. – W końcu, uczy­niliśmy „pedałów” sojusznikami i daliśmy im prawa – westchnął.
Parsknął śmiechem, uzbrajając się w maskę sarkazmu. Nieraz tak czynił, ciesząc się w najlepszym towarzystwie, rozprawiając mono­logi. Śmiali się z tego wspólnie, gdy w pobliżu był Chawranek i Mozre, zdając się być każdorazowo rozbawionymi podrostkami. Powtarzane żarty ich nie krępowały, a utarte grymasy i gesty, za każdym podej­ściem, były od­krywane na nowo. Poznawanie tych samych rzeczy, umoż­liwia ich do­głębne zrozumienie.
– Te emusie[37], są czasem ładniejsze od tych puderniczek, które mijam na ulicach – pomyślał. – Dajemy ich, ładując duchowym dostoj­nikom.
Tak przypuszczał, ale nie był pewny. Opierał się na intuicji oraz tym, co powiedział mu Alonzo. Cały ten bajzel należał do niego, ale Alonzo mógł coś kombinować. Pułkownik zdawał sobie sprawę, że zapotrzebowanie było duże, ale wśród tej kasty, głównie na dzieci.
– Uwielbiają się z nimi parzyć, a przy tym płacą najlepiej. – Z tego, co mówił Alonzo, tak by to wychodziło… – przemawiał do siebie.
Spokoju nie dawała mu kwestia małolatów. Dzięki zastosowa­niu nowych mie­szanek, przy produkcji pokarmów, dzieci rosły szybciej i osiągały zdol­no­ści reprodukcyjne, a tym samym, wzrastało zainteresowanie spra­wami wiadomymi.
Skutek uboczny dotknął świa­towe pospól­stwo, które nie pojęło nagłego wzrostu nadpobudliwości wśród po­ciech.
W przeciwwadze wdro­żono „Gen O”, który zneutralizował mę­ską siłę roz­rodczą i stał się impulsem do wytworzenia idealnego ko­chanka, tak zniewieściałego i subtelnego jak kobieta.
Pułkownik zatrzymał się. Nie mógł nad tym dalej delibero­wać[38]. Przyblokowała go subtelna myśl, o tym że ktoś mógłby chcieć dokonywać nacisków i odkryć tajemnicę. Udział w biznesie był nie do po­myślenia.
Chodził i zastanawiał się. Przekonany był o tym, że fi­nansu­jąc światowe badania, będą zawsze w stanie zablokować to, co mo­głoby zapoczątkować wypłynięcie ważnych informacji.   
Główny klucz – genetyka, został zamknięty w sejfie, do którego straż, trzymała religia. – …ale, chcą mieć kurwa, udziały w domach! – wrza­snął. – To wkur­wia mój portfel! – drżał z zawiści Dubieniecki. – Skoro port­fel się wkur­wia, ja jestem niepocieszony – powtarzał.  
Pułkownik, pomimo tego, ogólnie był tym faktem ucieszony. Za­bawy z młodymi dziewczynami, sprowadzonymi do pracy z różnych czę­ści świata, sprawiały mu od lat niezmienną radość.
Nie przejmował się na zaś błahostkami, które mogłyby przy­blo­kować jego apetyt na miłość. Małostkowe sprawy pozostawiał ta­kim wyrobnikom, jak Alon­zo. W końcu, za coś mu płacił.
W wolnej chwili, delektował się młodością. Jeżeli jakaś szkar­łatna[39] pupcia sprawiła się dobrze, mogła z czasem liczyć na lepszą ka­rie­rę i porządniejszą kaskę. Były, dość powszechnie, jakieś niedoro­bione – jednak, to znamię czasów, odcisnęło się na kształcie kobiecych ud, co odnotował Pułkownik, obserwując różne okazy.
 Niekiedy wspominał z sentymentem Nanę, która miała pierś wydatną, rozłożyste bioderko, a gdy sięgnął pamięcią, to czuł na swo­im przyrodzeniu, zaciśniętą, zwilżoną gródź[40], która egzystowała nie­wy­dzielona, od czasu, gdy przeszła ostatnie wietrzenie. Współcze­sne kobiety wydawały mu się nazbyt płaskie.
Nie w smak mu była taka mia­ra, bo gust nie mógł być obe­lży­wy, szczególnie odnosząc wzgląd do ku­perka, który źrenicą oka, wi­dy­wał miarowo ukształtowany. – Cipa jak cipa, oby nie locha – pocie­szał się Pułkownik. – Liczy się, ale co in­nego – dodawał. – No cóż! Nie ma co narzekać – mawiał. – Taki świat tworzy nam ta zasrana żyw­ność, którą sami im serwujemy. – Moda i te style, dopełniają reszty – mruczał, przepełniony żalem, którego prze­cież nie pojmował, od­rzu­cając jako gorszącą siłę emocji. – Takie sobie gówna hodujemy, to teraz musimy pocierpieć – tłumaczył.  
Odpowiedzią na małą – że tak ujmiemy – niedogodność, była produkcja materiału genetycznego, umożliwiająca tworzenie dowolnie wybranych modeli.
W zaciszu gabinetu i oczekiwaniu na panienkę, Pułkownika wy­raźnie drgnęło na wspomnienia. Być może była to gra wstępna, w której bił się z myślami, chcąc przygotować się do odpowiedniej za­bawy, wybrać strategię pieszczot czy też ustalić kolejność ciupciania wyło­mów. Grunt, że był w formie.



[1] Na początku – nawiązanie do treści, rozpoczynającej dzieje wielkich religii.
[2] Przebrzmiewał – od przebrzmiewać – dawn. „dawać się posłyszeć, zauważyć”, ale także „stracić aktualność, przestać być słyszalnym”.
[3] Forma poprawna – nie odnosi się do ewoluowania, lecz do ewaluacji – procesu oceny i zmian określających wartość czegoś. Pojęcie projektowe. 
[4] Dulszczyzna – wyraz motywowany przez nazwisko Pani Anieli Dulskiej, bohaterki dramatu Ga­brieli Zapolskiej Moralność pani Dulskiej. Oznacza drobnomieszczaństwo i kołtuństwo.
[5] Biseks – potoczne wyrażenie. Właściwie biseksualista, człowiek mogący współżyć z osobnikami tej samej i różnej płci.
[6] Heteryk – heteroseksualista, który odczuwa popęd płciowy do osób płci przeciwnej.
[7] „Osunąć w ciemności” – dosł. „zalegać”. „Pogrążyć się w ciemności” – dosł. „ulec”.
[8] W Rzymie, utrzymywano stałą liczbę kurtyzan – pod koniec XV w. 6 800 publicznych nierząd­nic, płacących należności do kasy Watykanu.
[9] Przywdziewać –wdziać coś na siebie”. I tak dosł. jest z „kłami wampirów”, które stano­wią pro­dukt ludzkiej komercji, sprzedawany jak ciuchy dobrej marki.
[10] Pretor – w starożytnym Rzymie, wysoki urzędnik sądowy.
[11] Fragment piosenki zespołu Los Del Rio o tytule Macarena, stanowiący prawo autorskie, za­strze­żone dla wykonawcy i autora tekstu. Tu: cytowane w odniesieniu do źródła, stanowiącego informację o współczesnej twórczości muzycznej, cytowane z jego wskazaniem i nienaruszające prawa autorskiego ani praw osób trzecich. Dzieło użyte ze wskazaniem antagonizmów społecz­nych, międzygatunkowych, zawiązywanych pomiędzy ludźmi.
[12] „Czarnuch” – pogardliwie o osobie z czarną karnacją skóry. Użyty wyraz, historycznie odzwier­ciedla stosunek cywilizowanego świata do ludów zamieszkujących lub wywodzących się z konty­nentu afrykańskiego. 
[13] Nawiązanie do like’ów, znanych z portali medialnych i społecznościowych. Gest wywodzący się z rzymskiej tradycji igrzysk; unosząc kciuk „w górę”, ratowało się życie, a obniżając „w dół”, od­bierało. Tłum bywa nieprzewidywalny. Manipulując, można grać na jego emocjach.  
[14] Geszeft – interes handlowy, zwłaszcza nieuczciwy.
[15] Nawiązanie do powieści George’a Orwella, Folwark zwierzęcy. 
[16] Odniesienie do książki Philipa Pullmana, Złoty kompas. Magistratura, sprawująca wła­dzę, sta­ra się nie dopuścić do poznania właściwości „tajemniczego pyłu” oraz odkrycia moż­liwości po­dró­żowania do równoległych światów.
[17] Bilans – sprawozdanie przedsiębiorstwa za pewien okres lub podsumowanie, zestawienie.
[18] Internet – w znaczeniu globalnej sieci komputerowej.
[19] Frustracja – stan przykrego napięcia emocjonalnego, wywołany niemożnością zaspokojenia ja­kiejś potrzeby lub osiągnięcia jakiegoś celu.
[20] Whisky [wym. łiski] – z ang., mocna wódka wytrawna, produkowana głównie ze słodu jęcz­miennego i żyta.
[21] Tu: niewolne od sprzeciwu.
[22] Kamel – pogardliwie o przedstawicielach ludności państw arabskich, ewentualnie o wyznaw­cach religii muzułmańskiej.
[23] Koran – święta księga islamu, której autorstwo przypisuje się Mahometowi. Powstał w VII w. n.e. Podyktowany Prorokowi przez archanioła Dżibrila (Gabriela). Koran oznacza „recytację”, a tra­dycja przypisuje jego powstanie Allahowi.
[24] Jawiące się wspólnotą – tu: „będąc postrzegane, jako wspólnota”.
[25] Suweren – niezależny, średniowieczny władca. Współcześnie „o tych, którzy mają władzę”.
[26] Fantasmagoria – fantastyczna wizja stworzona przez nadwrażliwą wyobraźnię.
[27] Polityka rzymskich władców, zmierzająca do zapewnienia rozrywek ludowi.
[28] Rolls-royce – samochód marki Rolls-Royce.
[29] Dolce & Gabbana – włoski dom mody, założony przez Domenico Dolce i Stefano Gabbana w 1985 roku we Włoszech. Słynie z produkcji ekskluzywnych ubrań oraz kosmetyków.
[30] Określenia używek, w użyciu mowy potocznej.
[31] Harvard – uczelnia wyższa w Stanach Zjednoczonych Ameryki Pn., udzielająca stypendiów dla stu­den­tów z różnych krajów świata.
[32] Proteusz – w mitologii greckiej, bóstwo morskie, posiadające dar wieszczenia i przybierania naj­roz­maitszych postaci. W pospolitym określeniu: „człowiek o zmiennej naturze”.
[33] Dozgonny – „trwający lub mający trwać do końca życia”.
[34] Lamus – „skład starych rzeczy”. Pot. „trafić na skład tych rzeczy”, „być uwstecznionym, niena­dążającym za rozwojem”.
[35] Idée fixe – z fr. „natrętna myśl”, pomysł stale zaprzątający umysł; chorobliwe opanowanie psy­chiki przez nawracającą myśl, ideę prześladowczą.
[36] Ontologia – nauka o wszystkim, co jest. Dosł. „będący nauką”.  
[37] Od emo – forma subkultury młodzieżowej, charakteryzująca się ubiorem i zachowaniem. Emo noszą obcisłe spodnie rurki i malują się, bez względu na płeć, noszą włosy z charakterystyczną grzyw­ką, równo przyciętą.
[38] Deliberacja – rozważanie czegoś lub naradzanie się nad czymś.
[39] Szkarłat – „kolor ciemnoczerwony” lub „tkanina takiego koloru”. Tu: w znaczeniu „oznaki czy­jejś wysokiej godności”, co oznacza „najlepsze pupy w branży”.
[40] Gródź – pionowa przegroda kadłuba statku, dzieląca wnętrze na przedziały lub też jakaś wy­dzielona część albo w górnictwie, przepierzenie wentylacyjne stawiane wzdłuż ślepego wyrobi­ska.


Fragment powieści satyrycznej Kaczkoduk przejmuje ster!   Copyright by Wydawnictwo UPaP 2018.


Fragment powieści satyrycznej Kaczkoduk przejmuje ster! 
Copyright by Wydawnictwo UPaP 2018. All rights reserved. 
_______________________



Reakcje:

0 komentarze:

Post a Comment

Polecamy

Labels

"Goryle we mgle" (1) 1939 r. (1) 500 plus (2) Abraham (1) Abraham Joshua Heschel (1) Adam (1) Adam Mickiewicz (1) Adolf Hitler (2) afery (1) Afryka (1) Agatka (2) agent (1) akcyza (1) aktywność (1) Al-Imran (1) Alela (1) alkohol (2) alkoholizm (1) Ameryka (1) Ameryka Południowa (1) amok (1) anal (2) analiza (1) anecdote (1) angel (3) angels (1) Anglia (1) Aniela Dulska (1) anioł (27) anioł stróż (1) aniołowie (2) Anne Applebaum (2) Anton Szandor LaVey (8) antyk (1) aplikacje (1) Apokalipsa (5) Arabowie (1) Arakad (1) area (1) Armagedon (3) Armia Ludowa (2) Armillaria mellea (1) Aron ha-kodesz (1) artworks (1) aszera (1) atak energetyczny (1) atak psychiczny (1) Augustyn (2) Autumn (5) autumnal weather (2) awareness raising (1) Babel (1) Babilon (1) Baltic (1) Baltic Sea (1) bastion (1) beauty flowers (6) beauty plants (4) begonia (1) Beliar (1) bell (1) Belzebuba (1) Bereza Kartuska (1) bestseller (1) bezrobocie (2) bezrobotny (2) Biblia (27) Biblia Szatana (8) biblioteki (1) bigos (1) Birobidżan (1) biuro (1) bladder (1) Bliski Wschód (1) bliskość (1) Blok Wschodni (1) Bóg (5) ból dupy (1) bóle rodzącej (1) Bolivar Belicosos Finos (1) book (2) brak kontroli (1) Brama Erebu (1) Bruksela (2) buchanie (1) building (1) buildings (1) burdel (1) całun (1) cathedral (1) cele (1) celebracja (2) Chawa (1) cherub (1) choroba (1) chrześcijaństwo (6) church (2) cierpienie (1) cieśla (1) city (3) clapper (1) clean (1) coaching (2) collegium funeraticia (1) colorful (1) columbarium (1) Columbus Day (1) communist (1) contest (1) context (1) cooled (1) cooperates (1) country (2) Creator (1) curriculum vitae (1) cv (2) ćwiczenie (1) cygaro (1) cykl życia (1) cymbały (1) cytaty (1) cywilizacja (1) czar (1) czasy przełomu (1) Czechy (1) człowiek (26) czyściec (1) Dadźbog (1) dam (1) Dąmbscy (1) damska pupa (1) dandelion (1) Dawne dzieje Izraela (1) death (1) demokracja (1) demon (5) demony (2) diabeł (2) dialog (1) dialogue (1) Diana Fossey (1) diatryba (1) dildo (2) Dni Miasta (1) dobro (2) doktryna (3) dokumenty (3) dokumenty aplikacyjne (3) dom (1) Donald J. Trump (1) Donald Tusk (1) Donatan Tursek (3) draczka (1) draka (1) druga Irlandia (1) druk (1) Dubieniecki (12) dupa (1) dust (1) dusza (1) Dżebel el Akra (1) Dziady (1) dzieci (1) dziecko (1) dziedzictwo (9) dziedziczenie (1) dzieje (1) dzieje aniołów (1) dzieło (1) Dzień Sądu (1) Echinopsis (1) echinus (1) Eden (2) edukacja (1) egzorcyzm (1) Eisenbach Artur (1) eksperyment (1) ekstremum (1) El (3) el sebaot (2) elity (1) elity polskie (3) emanacja (1) emancypacja (1) emancypacja Żydów (1) emendatio (1) emeryt (1) emigracja (1) En Gedi (1) endemita (1) environmentalist (1) Er (1) Erem (7) Eremita (2) erotyka (1) erotyzm (1) Etemenanki (1) etnografia (1) Europa (2) Ewa (1) factory (1) fejk (1) fekalia (1) Feralia (1) feudalizm (2) field (1) filozofia (2) flower (5) flowers (6) folwark (1) fragment (41) fragment satyry (13) fragment tekstu (9) franciszkanie (1) from over the Baltic Sea (1) Fryderyk Engels (2) fuckingroom (1) fuksja (1) fundamentalizm (1) funkcje (1) Gabriel Amorth (1) galeria (5) gallery (20) garden (4) gardening (2) Gdańsk (1) gej (1) geje (1) geniusz (1) geszeft (1) Giżycko (1) Glenlivelt (1) głód (1) God (2) gofry (1) gołąbki (1) gorszy sort (1) goryl (1) gospodarka (1) gossip (1) gra (1) grasses (1) grassland (2) green (1) green pea (1) green plants (1) ground (1) grupa (1) grzech (2) grzyby (1) grzyby jadalne (1) GS (1) Gubałówka (1) gwarancje (1) heaven (1) Hebrew (1) herbata (1) heretyk (1) Heritage (2) historia (9) historyk (1) hiszpańska inkwizycja (1) home (1) homocentryzm (1) homoseksualizm (2) human (1) idea (1) ideologia (1) IHWH (1) II RP (1) III RP (1) III Rzesza (2) in the garden (3) Inbal (4) Indie (1) informacje (1) inhumacja (1) Innocenty IV (1) instrument muzyczny (1) interview (1) intryga (1) Ireland (1) Irelannd (1) Irlandia (2) irrigates (1) islam (1) istnienie (1) Izrael (4) Jakub (1) Jarosław Dumanowski (1) jebitnie (1) Jeruzalem (1) Jerzy Krasiulec (1) jesień (1) Jeszurun (1) jezioro Czos (1) Jezus (4) Jezus z Nazaretu (1) Josef Stalin (2) Joseph Smith (1) Joshue ben Qorch (1) Józef (1) Józef Flawiusz (1) Józef Maciejowik (1) Józef Stalin (2) Józef Topolski (1) judaizm (2) junona (1) kaczka (1) kaczka z kaszą (1) Kaczkoduk (44) Kaczkoduk przejmuje ster! (46) kaktus (1) Kalifornia (1) Kanaan (1) Kapitał (3) kapitalizm (2) kapłan (1) kapusta (1) kara (1) kardamon (1) kariera (1) Karl Popper (1) Karol Marks (5) Karta praw podstawowych (1) Kartezjusz (1) katolicyzm (1) kawa (1) Kętrzyn (1) kettle (1) kibuc (1) kiełbasa (1) kiełbasa mazurska (1) kiermasy (1) kłamstwo (3) klątwa (1) kluski (1) knowledge (1) kobieta (1) kochanka (1) komedia (5) komuniści (4) Komunistyczna Partia Chin (1) komunizm (7) konflikty (2) koniunktura (1) Konopnicka (1) Konstytucja (1) kopiec (1) kopiec Czerniakowski (1) kopiec Kościuszki (1) kopiec Unii Lubeskiej (1) korale (1) Koran (2) kormoran (1) kornik (1) kościół (6) Kościół katolicki (1) kot (1) kpina (1) kradzież (1) kraj (1) krajobraz (1) Kraków (1) kremacja (1) Kresy (1) krew (1) krokusy (1) Król Dawid (1) kropla (1) krótka forma (5) Krutyń (1) Krutynia (1) Krzysztof Jackuń (1) Krzysztof Kolumb (1) krzywda (1) książka (27) książki (1) Księga Aniołów (4) Księga Dżungli (1) Księga Henocha (3) Księga Hioba (1) Księga Izajasza (2) Księga Mormona (1) Księga Razjela (1) Księga Rodzaju (6) Księga Wyjścia (2) Księga Życia (2) księgi (1) kuchnia (5) kuchnia regionalna (3) kuksiołki (1) kuksiołki mazurskie (1) kulinaria (6) kult (1) kultura (4) kura z grzybami (1) kurczak (1) kurczak w śmietanie (1) kusiciel (1) kuszenie (1) Kuta (1) kwiaty (3) lake (1) land (1) landscape (4) las (1) leaf (1) leaves (1) leczenie (1) lek (1) Lemuria (1) leninizm (1) lesbijka (2) Lew Trocki (1) lewak (2) lewita (1) licytacja (1) Lilit (1) list czytelnika (1) list motywacyjny (2) literatura (5) local government (1) łodyga (1) łodyga przeciwieństw (1) lokalnie (1) Londyn (1) los (2) loża (1) Lucanus (1) Lucyfer (2) lucyferianizm (1) Ludowe Wojsko Polskie (1) Ludwik Krzywicki (1) ludzie (4) ludzkość (1) Lwów (1) Łysoczoły (1) magia (2) magnateria (1) mały człowiek (1) małżeństwo (1) manes (1) manufaktura (1) Marco Tosatti (1) Maria Magdalena (1) marksizm (2) Maryja (2) masoni (1) masturbacja (1) Masuria (11) materializm historyczny (6) Matylda (2) mauzoleum (1) Mazury (8) meadow (3) mean (1) Mela (1) Metamorfozy (1) mężczyzna (1) miasto (1) mięso (3) mieszkanie (1) Mikołajki (1) miłość (3) młodzież (1) Mojżesz (1) monster (1) monument (1) Mora (2) moralność (1) mord (2) mormoni (1) Morze Bałtyckie (1) możliwości (1) Mrągowo (5) mur berliński (1) mushrooms (1) muzułmanin (1) N (1) Nabrod (1) Nabuchodonozor II (1) należna pomoc (1) name (1) Nana (2) narkotyki (1) natarcie (1) NATO (1) natural environment (1) nature (5) nature gallery (9) nature monuments (1) neighborhood (1) Nemrod (1) Niebo (4) niepodległość (1) niewolnictwo (1) Nimrod (1) Noe (1) November (1) Nowe Jeruzalem (1) Nowoczesna (1) Nowy Testament (1) o książkach (3) obchody (2) obrzęd (2) obyczaje (5) ochrona dzieci (1) ochrona praw (1) odkrycia geograficzne (1) Ofelia Tasiemiec (2) ogród (1) ojciec (1) okres starożytny (1) określenie (1) old city (1) Olsztyn (2) Onan (1) onanizm (1) opętanie (1) opieńka miodowa (1) opinia (1) opinion (1) opis literacki (1) opowiadanie (4) orientacja seksualna (2) ORMO (1) Orwell (1) outflow (1) owczarek podhalański (2) owczarek z Tatr (2) Owidiusz (1) padlina (1) Pan (1) Pan Zastępów (4) państwo (1) Państwo Islamskie (1) Państwo Środka (1) Państwo Żydowskie (1) papież (1) Park Słowackiego (1) Paryż (1) pentagram (1) Penuel (1) PESEL (1) pętla (1) photo (13) photography (11) piasek (1) picie (1) picture (6) pictures (3) piekielna diatryba (1) piekło (1) pieniądze (1) pieprznik (1) Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo (25) pies (1) piosenka (1) pipe (1) PiS (2) Pius XII (1) place (3) places (2) plan (1) plants (5) Platon (1) płeć (1) PO (2) pochówek (2) podniecenie (1) poezja (3) pogrzeb (2) pogrzeb kawalera (1) pogrzeb panny (1) pojęcie (1) pokój do seksu (1) Polacy (1) Polak (1) Poland (4) Polgar (2) polish people (1) political fiction (2) politicians (1) polityka (3) Polska (13) Polska Partia Robotnicza (1) polski pies górski (1) pomoc (1) pomoc rodzinie (1) pomoc społeczna (3) porady (6) porzucenie (1) poszukiwanie pracy (1) potop (1) potrawa (1) potrawy (3) potrawy z mięsa (1) powieść (21) powieść satyryczna (32) powstanie warszawskie (1) pozór (2) praca (1) pragnienie (1) prawa (1) prawa mniejszości (1) prawa podstawowe (1) prawda (5) prawda o aniołach (1) prawo (2) prawodawca (1) prezes (1) PRL (9) próbka tekstu (1) problemy (1) profanum (1) proroctwa (1) proroctwo (2) Proroctwo trzech (1) Prorok (1) prosaic form (1) prostytucja (2) Protais Zigiranyirazo (1) proza (2) przekleństwo (3) przemiany (2) Przemilczeć Armagedon (13) przepis (2) przepowiednia (1) przyjaciel (1) przyjaźń (1) przypis (1) przyprawy (1) przyroda (1) Publiusz Ovidius Naso (1) Pułkownik (3) pupa (1) PZPR (1) rain (1) raining (1) raróg (1) realny socjalizm (3) recensio (1) recenzja (5) recenzja historyczna (1) recenzja literacka (2) recenzje (5) recenzje literackie (5) refleksja (3) refleksje (3) reformy (2) region (1) reguła (1) Reichskonkordat (1) relacje (1) religia (16) Rewolucja Październikowa (1) rezydencja Pułkownika (1) Richard Elliot (1) RIP (1) rody polski (1) rodzina (4) rok obrzędowy (1) Ron Howard (1) rose (3) roses (1) Rosja (6) rośliny (2) rośliny gruboszowate (1) rosół (1) róża (1) Róża Luksemburg (1) Rozdział pierwszy (1) rozstanie (1) rozważania (2) rozwieracz (1) Rudyard Kipling (2) Rumunia (1) Russia (1) Russia Federation (1) Rwanda (1) Rydz (1) rytuał (1) rząd londyński (1) rządy (1) Rzym (1) sacrum (1) sądy (1) saga (1) saga aniołów (1) sakiewka (1) Sansenoj (1) Sapon (1) sarkazm (1) satanizm (8) satyra (49) satyra polityczna (19) Sea (1) sędziowie (1) SEEiK (64) seeik.pl (82) sekretarka (1) seks (5) seks analny (2) seksualność (2) Semangelof (1) Senoj (1) Seria: Prowincjonalna (1) Set (2) sex (2) sex na świecie (1) sheep-dog (2) short text (2) siekiera (1) siły natury (1) Singing in the Rain (1) sintoizm (1) skuteczność (1) skutki (1) SLD (2) Śledź (1) slogans (1) Słowacja (1) Słowianie (1) sługa (1) sługus (1) śmierć (4) śmieszność (2) śmieszny tekst (6) socjal (1) socjalizm (3) Solidarność (1) solidaruch (1) Sophie Neveu (1) społeczeństwo (2) społeczność (2) sprzedaż (1) sraczka (1) środki alkoholowe (1) środowisko (1) Stanisław Gruszczyński (1) starożytność (1) Stary Testament (2) Stasiu Bułka (1) state (1) state farm (1) stawki (1) ster (1) sterowanie (1) store shelves (1) stories (1) stosunek (1) stosunki (1) STTL (1) Stwórca (13) stworzenie (2) styl jebitny (1) succulentus (1) sukces (1) sukulenty (1) surowce (1) Swaróg (1) sweet flowers (4) świat (2) Świat Książki (1) światy (1) święta (1) Święta Inkwizycja (2) święto (1) święty (1) świnia (2) symbol (3) synkretyzm (1) system (3) szacunek (1) szanse (1) szatan (13) szatański (1) Szczachy Dolne (1) Szema (1) Szeol (2) Szinear (1) Szkocja (1) szkolenia (1) szlachta (1) sztuka (1) Sztuka kochania (2) sztuka miłości (1) sztuka pisana (1) Szua (1) szwadrony śmierci (1) Takie sobie bajeczki (1) Talmud (1) Tamar (1) Tatra (1) technika (2) tekst (1) terapia (1) The Fall (2) The First War in Heaven (2) The Jews (1) The Ten Sfirot (1) The Zohar (1) toga (1) toilet paper (1) tolerance (1) tolerancja (1) Tom Hanks (1) tomatoes (1) town (3) tradycja (10) tragedia (1) translate (1) travel (3) trees (2) Tron (1) trudności (1) trunek (1) trylogia (1) trylogia aniołów (6) Turcja (1) twórczość (1) ubój (1) uchodźcy (1) ucieczka z kraju (1) uczciwość (1) UE (4) upadek (1) UPaP (30) upap.eu (29) Urel (1) Urgal (1) urok (1) urzędy pracy (1) USA (2) utwór (4) utwory poetyckie (3) uzależnienia (1) Uziel (12) Uziel Mora (4) uzielmora.eu (3) view (3) vinegar (1) wafelnica (1) wafle (1) walk (1) walka (1) wampir (1) wampiryzm (1) war (1) Warchołów (1) Warszawa (2) wartości (1) waterfall (1) Watykan (2) węzeł (1) wiara (5) wibrator (2) widzenie (1) wiek XIX (1) wieprzowina (1) wiersz (4) wiersze (3) wierszyk (2) wieża (1) wieża Babel (2) Wikingowie (1) Wiocha (2) Wiocha. Powieść jebitna (5) Wiosna (1) władza (1) władza ludowa (1) władztwo (1) Włodzimierz Lenin (1) Wojciech Jaruzelski (1) wojna (2) wojna w niebie (2) wolność (1) woods (2) world (1) wota (1) wróg (1) wsparcie państwa (1) wstęp (6) wszechrzecz (2) www.materializmhistoryczny.com (3) wycinka (1) wydanie (1) wyjazd za granicę (1) wykluczenie (1) wykluczenie społeczne (1) wyuzdany seks (1) wywiad (1) wyzwolenie Warszawy (1) z autorem o książce (1) z życia wzięte (1) zabawa (1) zabawy erotyczne (1) zabory (1) zachowanie (1) Zagraniczna depesza (1) zagrożenia (1) Zakopane (2) żałomsza (1) zaloty (1) zapowiedź (1) zarobek (1) zarobki (2) zasady (1) zasiłek (1) zastęp (1) zatrudnienie (1) zawód (1) zdjęcia (4) zgoda społeczna (1) Ziemia (4) ziemie polskie (1) ziemniaki (2) ziggurat (1) zioła (1) Zion (1) zła wróżba (1) zło (4) złorzeczenie (2) zły (1) Zoefel (1) ZSRR (11) zupa fasolowa (1) zupa grochowa (1) zupa z dyni (1) zupa ziemniaczana (1) związek (1) zwierzęta (3) życie (2) życiorys (1) Żydzi (4) żywa legenda (1)