The death of anecdote - prosaic form

Once upon a time (In the same part of the time or any time of part - it's my responsibility - if you like a simple story, could you write sth). Maybe "Once upon a time..." could be good enough or better (over the time we trying understand) in both of the correctly two forms. Albeit it's individual ability of the author. The ambiguity of these forms not pretending to will be giving all people the false. "Short form" - we said about our poem, are very interesting and bring knowledge closer. Stated above, that is currently imagination and perversion (in nowadays) - how the writer exposes himself text. Gonna sth to do? I've intention and I want. Let's start because the introduction is too boring, even me. She was born... (everyone must be born somewhere) unconscious, being on a wave. Every life was bled from a part in the body in front of conscious ears with listened to the voices from the world (Awesome - like in "the never-ending story"). In childhood, taught morality, she didn't hide her insights. As it happens in children, she was honest and devoted entirely to better protection of herself. Her youth was strange, sometimes funny (insights into the human soul be hardy because many problems are too heavy and arms are too weak). She moved between the lines, drawing up the unfinished life credas ("perfectly imperfect" was a dream, not nightmares like in Freddy Kruger stories). She started her cushy life's. If we don't want to lose control, we'll stay together.

Satanizm - co to naprawdę oznacza?

Satanizm to nie absurd, to nie subkultura, to nie dogmaty i nie religia. Satanizm to droga, pewien rodzaj filozofii oraz postrzegania świata. Wyjaśniając, pokrótce czym jest satanizm, postaram się oprzeć na pewnym przedstawieniu historii, bez której nie będę w stanie się obyć w temacie. Satanizm narodził się wraz z człowiekiem, ale to dopiero ludzie nadali temu zjawisku znaczenie, które pozwala dyskutować nad nazwą, zasadą oraz ogólną koncepcją. Satanizm nie jest ani dobry, ani zły. To koncepcja, bez której nie można się obyć w rozumieniu świata, wykorzystywana przez ludzi do zdobywania poklasku. Wykluczam satanizm, jako religię i dogmat, gdyż przekonanie o byciu w ofensywie do założonego planu stworzenia, nie może stanowić religii, a z tragedii, która się zadziała, nie można czynić doktryny. Istota satanizmu jest niewątpliwie ciekawa. Poznałem wielu znawców tego tematu, a jeszcze większą ilość obserwatorów i kibiców szatana, z którymi rozmawiałem. Największymi krzewicielami satanizmu w znanej nam postaci, są i będą ludzie religijni.Bez nich, satanizm i szatan, nigdy nie mieliby szansy zaistnieć, w takiej skali, o której możemy tutaj napisać. Działania tych osób, są niewątpliwie szkodliwe dla wiedzy o tym zjawisku, aczkolwiek stanowią pewien koloryt w sprawie.

Doktryna zła i szatan

Od zawsze, najważniejszą w identyfikacji aniołów była doktryna zła. Każdy, oparty na tym założeniu system, ma swoje dobre i złe strony. Czerpie z biblijnych przekazów, a te, przenoszą dawne zwyczaje i tradycje, na grunt własnego opisu, kształtując na nowo. Symboliczny szatan, to ofiara ludzkiej manipulacji, a nie sprawca grzechu. Zło uczynił zły, a tym złym był szatan, zwany również „diabłem”, „smokiem” lub „bestią”. Ileż to nie stworzono określeń, a ich lista jest tak imponująca, że musiałbym zapisać wszystkie karty tej książki, aby je w pełni podać. Pominę karkołomną identyfikację, ograniczając się w tym miejscu do zwykłego rozważania. Może sama książka wyjaśni więcej, niż nieciekawy opis ze wstępu. Skupmy się na tym, że według ludzi, szatan to absolutne zło. Absolut może być złem – stwierdzenie czystej abstrakcji. Absolut nie ma w sobie wątpliwości, ani nie miewa rozterek. Zło i dobro, to wahania, które wykluczają ideał. Pogląd ten został tak mocno zakorzeniony, że nie sposób z nim dyskutować. Dziwnym byłoby, gdybym na tym etapie, zaznaczył fakt, że każde nadane szatanowi imię, stanowi symboliczne określenie zjawiska, bądź odnosi się wprost do stworzeń, które z szatanem niewiele mają wspólnego.

Kaczkoduk przejmuje ster - próbka tekstu

Na początku[1] był system. Potem pojawił się człowiek tego systemu. Był nim, znany w kręgach politycznych, Wincenty Maria Dubie­niecki, zwany Pułkownikiem. Strefa jego wpływów, wskazywałaby niejednoznacznie, że mógłby zostać, co najmniej marszałkiem czy wręcz niekoronowanym królem Polgaru, czy też Europy. Ot, taki wyidealizowany obrońca systemu, a jednocześnie jego pan i władca. Choć, jak się czasem okazuje, „pan i władca”, też ma nad sobą kogoś kolejnego. Daw­niej mawiało się, że każdy ma dobrego towarzysza, w osobie „jakiegoś” kaprala. Jawny model drabiny społecznej z uwidocznionymi szczeblami powiązań i zależności (prasa wiecznie lubuje się w używaniu pojęć nieprzyzwoitych: „pajęczyna” i „ośmiorniczka”). Pułkownik miał szpakowate włosy, nosił ciemne okulary, eleganckie spodnie i koszulę na długi rękaw. Przypominał typowego wuja. Jego głos pasował do Hollywood, brzmiał jak Al Pacino, w roli Michaela Corleone, z filmu Francisa Forda Coppoli Ojciec chrzestny. Czasem przebrzmiewał[2] coś i w przebłysku olśnienia, przypominał niemą wersję Marlona Brando, wcielającego się w postać Dona Vito Corleone, tytułowego ojca mafijnego świata z Nowego Jorku.

Posłowie do Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo

Każdy autor, pisze posłowie do własnego dzieła, umieszczając na końcu książki, aby nie zdradzić Czytelnikowi zbyt wiele, z jego osobliwej historii. Stwierdzenie tego na początku, sprawiłoby wtedy, że dalsze czytanie książki byłoby utrudnione. Z posłowiem zapoznać się należy, mając wiedzę o treści, aby wydobyć z ostatnich tez autora, właściwy zamiar twórczy jego dzieła. Używam słowa „dzieło”, w odniesieniu do tego, co stworzyłem, bo tak zwykło się określać książki. Jeśli rzemieślnik wykona stół, to też jest jego dzieło. Czy tym jest właściwie ta książka? Oceńcie sami, czytając tę lekturę. Postaraliśmy się, aby cieszyła nie tylko zmysły, ale również nie męczyła, zbyt licznymi błędami. Trwało to dość długo. Jednak, każda rzecz dobra, powstaje w dość dużym okresie czasu. No… chyba że ktoś z Was rozpoczął czytanie właśnie z tego miejsca. Wówczas, i tak nie miałbym sposobu na to, jak to zmienić, nawet prosząc o to. Książka jest tak wykonana, że gdziekolwiek byście jej nie otworzyli, ma sens zapoznawanie się z jej treścią. Nie zgubicie się w tym, jak również nie zgubiliście się nigdy w Biblii, czytając tamto dzieło z dowolnego miejsca. Oczywiście, nie porównuje tych dwóch ksiąg, ale zaznaczam fakty dotyczące pewnego sposobu konstruowania treści. Udało mi się uzyskać dobrą formę.

O tym jak Maciejowik Józef przyjechał karierę robić do Łysoczołów ze Szczachów Dolnych

Łysoczoły to gmina bardzo mała, umiejscowiona w sercu województwa wartowsko-manowskiego, na skraju powiatu kur­tow­skiego. Przez gminę prze...

Monday, 30 July 2018

Piosenka o ludzkim bólu dupy

Pułkownik nerwowo przechadzał się po salonie. Chwycił Sajgę i zaczął strzelać, celując do żarzących się w kominku węgli.  


Mam to w dupie!
Mam to w dupie!
Gdzie ja jestem sam…
Ciągłe sprawy, bez obawy.
Ciągle jestem sam.
Już tak w życiu mam.
Nie desperat, nie literat,
nie przywódca polityczny,
lecz biznesmen prozaiczny.
Jestem sam, ciągle sam.

Przygnieciony tysiącami,
rozżalony z bólu dupy,
odtrącony w kąt.
W trotuarze i przy barze,
na Haiti czy w lumpeksie,
przy kobiecie, na biseksie –
Ciągle jestem sam!

Leci muza, zdarta płyta
w gramofonie starym gra.
I co z tego, mam kolegów –
Kasę daję im, co dnia.
Nie zapomną o mnie nigdy,
wiedząc, że mam palną broń.

Gdyby jednak, moja noga
wyjebała się. To z obłudy
i zawiści, będą tacy komuniści,
po ryju mnie lać.
I tak sądzę, całym sobą –
w życiu jestem sam.
O, tak!
W życiu jestem sam.
Na wznak, na wspak:
o tak!


– Kurwa, szefie! – burknął Mozre. – Spalimy się żywcem.

– Wal się! – bąknął Dubieniecki. – Kaczygrzmot! – wykrzyknął i wy­strzelił. 


Fragment satyry Kaczkoduk przejmuje ster!


Piosenka o ludzkim bólu dupy

Nie ma takiej drugiej na świecie, co by mogła kochać ten miód (18 plus)

Nie ma takiej drugiej na świecie, 
co by mogła kochać ten miód. 
Znacie wielcy panowie 
dziewczyny, co lubią seks. 

Żadnej z nich nie powiecie:
kocham cię, kocham - ot tak…
Jest jedna panna na świecie, 
do której tak można rzec. 

Nie wstydź się nigdy facecie, 
gdy spotkasz ją na swej drodze. 
Karmazyn we włosach złocisty, 
piękny plażowy blond.
Wydatny cyc, wyboisty biust.

Nogi… Jakież ona miała nogi! 
Usta piękne jak maliny, 
które całowałbyś całą noc. 
Ta moc, ta noc i tylko ona, 
a siła ust, mi przeznaczona. 
Język nieposkromiony, cały –
ssał namiętnie – jedna, 
tylko ona – 
tak potrafi zdziałać cud. 




Fragment z satyry Kaczkoduk przejmuje ster! 




Nie ma takiej drugiej na świecie,  co by mogła kochać ten miód





Prezes zasadzi... - najgorszy wierszyk z satyry Kaczkoduk przejmuje ster!

Basta to basta i nic na siłę.
Kto pomyli się, to ten ma w ryłę.  
Wykwintny ogier czy dzika klacz:
basta to basta i nie ma chwasta.
Nie pomylisz się już nigdy i nie będziesz pluł, 
gdy wniosą wędlinkę i wódzie na stół.
Darmo się napij, śledzikiem zakąś:
nie bądź ponurak, nie próbuj donosić.
Basta to basta, nie musisz o nic prosić.
Wiadomo, że prezes donosu oczekuje.
Mareczka uczynił głównym waciplujem:
słuchawki, nadstawki, wsłuchują się robaczki.

Uczciwe, nieuczciwe – wszystko dla draczki.
Przynieśli nagranie, rzucili pod drzwi.
Długopis poczytał, no i dostał sraczki,
że jak nie podpisze, wpierdol ma i basta!
Prezes nakaże, to wysadzą chwasta.  

Ciasna jest ciasna, dupa kanciasta.
Przyniosą ci widelec, nie jedz nigdy kaczki.
Popijaj wódeczką i zagryź dwa buraczki.
Cukierasek, no i basta, sprawa jest jasna.
Prezes nie lubi, jak ktoś kaczkę skubie!
Nie można nic robić, bez ucha prezesa.
Żadna to wielka dla dupy uciecha:
gdy ma się na sumieniu i wbiją ci grzecha.

Prezes zasadzi, no i w tyłek wsadzi:
kartofelki i słoniny, no i piękne baleriny.
Nie bądź sztywny: wazelina na twe krzywdy…
Cebulą natrzyj dupę, aby nie miał nikt życzenia...

No i basta, ta opowieść jest skończona…
Nieco jest zapożyczona,
taka szmata nacjonalna,
niezamknięta, lecz globalna.
No i basta, ta opowieść jest skończona…

Pani Jadzia jest zwolniona!
Wywalona, uziemiona…

No i basta, to opowieść o prezesie,
który miał własny cienkopis,

żarty stroił i codzienny robił popis.



Fragment satyry Kaczkoduk przejmuje ster!   

Dom Dubienieckiego w Brukseli

Idąc do Dubienieckiego, przechodziła przez Place du Grand Sa­blon. Przecinała Rue aux Laines, mijając Palais d’Egmont Egmont­paleis. Stamtąd już do Rue Pèpin, a to niedaleko od domu Pułkow­nika. Ulice, w tamtym rejonie są szerokie, podobnie jak chodniki. Ma­łe kamieniczki, znaczą się czerwoną barwą, gdzieniegdzie widać biel, pokrywającą łukowate kolumny, prowadzące wprost do kawiarenek i okazałych sklepów.
Po drodze, wyłaniał się Hotel Chambord, w któ­rym Dubie­niecki nocował gości, gdyż nie ufał ludziom na tyle, aby po­zwo­lić im za­mieszkiwać pod jednym dachem. Wyjątkiem w tej regule, by­li dwaj kamraci: Chawranek i Mozre.   
Adela do pracy mogła jeździć metrem, które w tamtych stro­nach jest łatwo osiągalne, ale wolała spacerować i podziwiać wspania­łość tych miejsc, z którymi związana była od dziecka. Czasem Pułkow­nik posyłał kobietę, „po coś”, z listą do Pharmacie Apoteek, która znaj­dowała się w pobliżu jego ulubionego sklepu Antiq, w którym dokony­wał cennych zakupów, dawnych mebli i wyposażenia. To było jego ulu­bione zajęcie. Ceny nie stanowiły przeszkody, zatem gdy tylko był god­ny uwagi towar, Pułkownik bywał tam, przechodząc wąskimi ulicz­kami, z dala od natężonego ruchu głównych arterii. Wolał pozostawać w mniejszych przestrzeniach architektonicznych, to przez sentyment, jak i z bezpieczeństwa.  
Dom Pułkownika został wzniesiony z czerwonej cegły, która na­brała, wraz z upływem czasu, odrobiny szlachetności w ciemnej bar­wie. Ruch Rue de Namur i Rue de la Pèpinière, przecinających się z Boulevard de Waterloo i Boulevard du Règent, był tak duży, że sta­no­wiło to rzecz prawie oczywistą. Ceglany mur, tuż u gzymsu zwień­czały rzeźbione w metalu kruki, a piętro niżej, ornamenty roślinne. Wszyst­kich zażyczył sobie Dubieniecki czternaście – osiem na górze i sześć na dole. Ta liczba miała chronić. W rzeczywistości, były to czuj­niki ruchu.
Adela, z oddali widziała dwa niewysokie świerki syberyjskie, któ­re rosły wprost przy wejściu. Na taras, na wysokość pierwszego pię­tra, wdzierało się dzikie wino, sprowadzone z Północnej Westfalii, na specjalne życzenie Pułkownika. Do domu, wchodziła przez dużą bra­mę, prowadzącą przez podwórze, odgradzającą taras i właściwe wej­ście.
 Drzwi od ulicy, dawno zostały od środka zamurowane, ale je po­zo­stawiono, by było to zgodne architektonicznie. Wiodły do nich trzy schodki, wykonane z murarskiej zaprawy. Nic specjalnego. Du­bie­niecki nie chciał naruszać, dawnej równowagi budowniczych, a poza tym, w razie nalotu, mogło się tym zmylić przeciwnika. Tamtędy też, Alonzo wprowadzał dziewczęta, wjeżdżając dla niepoznaki samo­chodem w podwórze. Tak samo zachowywali się różni, dystyngowani goście. Nikt z okien nie mógł dostrzec, co Pułkownik tam robił. Wolał za­chować pełną anonimowość i nie było to w jego życiu dość skompli­kowane. Po prostu tak miał. Burzliwe życie zawodowe, nadrabiał ogła­dą i spokojem, spędzając czas wolny samotnie lub w doborowej asy­ście zaufanych kamratów.

Adela umiała zająć się każdym. Zdolne ręce i duża wiedza, na te­mat anatomii, połączona ze zmysłem do sztuki, gwarantowały jej każ­do­razowy sukces. Dawnymi czasy, po ukończeniu szkoły, przez kilka lat studiowała medycynę. Niestety lekarzem była krótko. Po dwóch latach praktyki, przyjęła się u Dubienieckiego. Została jego prawą ręką, od dekoracji i spraw urody oraz zdrowia. Do jej codzien­nych obowiązków, należało badanie produktów, z których kuchnia przygotowywała posiłki. Ostrożności, nigdy nie za wiele. Zwłaszcza, ma­jąc rzeszę wrogów. Jeden prezes firmy, który hodował kota, tak oba­wiał się o własne bezpieczeństwo, że kazał współpracownikom pró­bować karmę, zanim podano ją zwierzęciu.


Fragment satyry Kaczkoduk przejmuje ster! 

Dom Dubienieckiego w Brukseli

Satyra na nasze czasy?

Kiedy mam coś napisać o moich książkach, to pojawia się znak STOP (duży STOP). Mógłbym to porównać z dużym znakiem STOP na drogach, który nakazuje zatrzymanie się w celu upewnienia.

Zatrzymuje się i zastanawiam, co napisać o tym, co stworzyłem. Po pewnym czasie widzę, że nie jestem w stanie się reklamować. Stąd, zamieszczam wiele fragmentów, gdyż słowa świadczą o tym, co powstało, a nie autoreklama (ona jest za słaba w moim wykonaniu). Przyszła mi ochota na napisanie małej refleksji o książkach Kaczkoduk przejmuje ster! oraz Wiocha. Powieść jebitna. To dwie moje satyry, które traktuję wyjątkowo, gdyż ich powstanie sprawiło mi ogromną radość.
Skupię się na prawdziwości satyry, podstawach jej tworzenia, formie i treści. Nutka refleksji, zapewni pikanterię całości. Krótko i na temat, aby nie zanudzić. Wniosek jest jeden – każdy może coś stworzyć – przykra prawda druga – każdy może to skrytykować. No i na tym polega życie.
Żyjemy po to, aby się pośmiać, pocieszyć i postarać czerpać z życia garściami. Pisząc, wznosimy się. Czytając, uczymy. I na tym polega życie – na ciągu oraz budowaniu. Właściwe akcje i reakcje, czynią z nas ludzi nieprzyzwoitych.
Kiedyś – pewien Czytelnik – powiedział mi że czytał pornusa – tak określił satyrę Kaczkoduk… – No cóż – wstyd powiedzieć, że powiedział częściowo prawdę. Taki też jest Kaczkoduk… Niestety.


Satyra na nasze czasy?


Prawdziwość
Prawdziwa satyra nie powstanie nigdy z przypadku, ale jej stworzenie odbija pewien określony model społecznej rzeczywistości, którą buduje przekorne słowo. – Wiadomo – że książka to lustro – i jak każde lustro nie będzie wiernym tłem rzeczywistości. Pułkownik Dubieniecki – główny nasz bohater – to mason, komunista, kapitalista i człowiek zajmujący się nierządem. Wszystko dla pieniądza. Z różnymi bohaterami wiążą go przeróżne układy i to on porusza za sznurki.
Mnie wiele lat mówiono, że ktoś tym zarządza – w znaczeniu światem – dla religijnych ludzi może to być siła stwórcza. Dla ludzi niewierzących – będzie to jakaś grupa interesów. Dubieniecki reprezentuje całość tych cech i jednocześnie obaw – zwykłych ludzi, takich jak ja. Wiemy, że przypadki nie istnieją, ale rodzą się i istnieją tacy jak Dubieniecki, który ze świata czyni prywatny folwark. Jak to działa? – Książka stara się na to pytanie odpowiedzieć.
Nie mamy wielkiego wpływu na otaczający nas świat – dlatego Dubieniecki jest dobrym zobrazowaniem tego, czemu tak się dzieje.
System to fraza, która przemyca się przez całość lektury. Identyfikujemy system na wiele możliwych sposobów.
Wymyślam określone epizody i formy, aby bawić się słowem – ja, któremu wydaje się że jest osobą piszącą (przez brak skromności się krytykuje nieobiektywnie) – zajmując Czytelnika oraz pobudzając wyobraźnię. Literatura daje możliwość czynu – wyraża określoną gotowość.
Czy jestem przez to lepszy? – Nie. Zdecydowanie, nie. Jestem nawet gorszy, gdyż wykorzystałem mnóstwo czasu na to, aby coś stworzyć – a mogłem popić piwo i potańczyć. Przynajmniej miałbym zdrowsze nogi i wypłukał dobrze nerki. Mam do siebie duży dystans i potrafię się skrytykować – stąd pisanie satyr przychodzi mi prościej.
Jedyne co mi to daje, to możliwość wyrażania się i posługiwania pewną głębią, charakterystyczną dla mojego stylu. – Tak, mam swój niepowtarzalny styl. A, co! Posługuję się słowem pisanym, które jest mi bliskie. Opowiadam świat i relacjonuję go na zewnątrz. – Tak, jak potrafię to zrobić najlepiej. A, że nie potrafię – to możecie przekonać się, czytając zamieszczone na www.seeik.pl fragmenty mojej książki (książek też, bo napisałem ich cztery – aż i i!).  
Doskonaląc się, wprowadzam moich bohaterów do normalnego obiegu.
Pisanie, to żadna szczególna umiejętność.

Każdy potrafi pisać, tak jak każdy potrafi wyrażać myśli i podziwiać piękne zapachy.

Satyra na nasze czasy?


Dopiero atmosfera, którą tworzy nasza książka, zapewnia pewien smaczek, z którym często ciężko się rozstać. Mi osobiście ciężko się rozstać z Kaczkodukiem…
Cenię treści oryginalne i wyjątkowe, nie znosząc banałów i rzeczy oczywistych. Czym bardziej skomplikowana struktura, tym ciekawiej.
Ukrywamy się z tym, aby nie powiedzieć o sobie pozytywnie. A przecież stworzenie książki (książek) to nie jest prosta sprawa – musi zaistnieć treść i fabuła. Pomył zrealizowany, staje się ogólnodostępny. I to jest piękne.
Poznałem wielu piszących ludzi, czytając wspaniałe opowiadania na niemych blogach, treści przemycane w sieci, które napawały mnie radością. Tak, żyjemy w społeczeństwie zdolnych ludzi. I to buduje.

Podstawa
Kreowany świat jest nienaturalną formą – odbiciem naszego alter ego, ale – liczy się koncept (pomysł). Struktura oprawiona w dobre płótno, zwycięży. Trwa to długo, ale to kunszt zapewnia miejsce w szeregu nieśmiertelnych.
 Można opisać każdą osobę, wydać kolejny komercyjny trick na zamówienie mas, który będzie poradnikiem, zaopatrzonym w ładne zdjęcia. Co w tym niezwykłego? Zupełnie nic.
Zmieniamy się, gdy sięgamy po środki wyrazu, zapewniając sobie przestrzeń do przekazywania myśli. Książka czy blog, to takie miejsce w którym możemy być sobą – choć przez chwilę.
Prawdziwy kunszt wyrazi mistrzostwo i ukaże rolę jego twórcy, który podjął się przekazu. W moim życiu, najważniejszy był pomysł. Szlifowałem się, zajmując się pisaniem projektów, reportaży, pracując w mediach i dla mediów.
Doskonaliłem się, tworząc rozliczne i zróżnicowane materiały. Pasja stała się rzeczywistością, a świat który kreowałem, żył we mnie i dla mnie. Owocne bywają początki, gdy żyjemy pełni nadziei. Końce są różne – ważne, aby się nie zawieść samym sobą, stając w obliczu wyzwania.
Doskonaląc się i ucząc, brakowałem tematy i dobierałem słowa. Nazwałem to, co niedostępne i starałem się odkrywać człowieka w człowieku.
Kreujemy życie – nasze, bezpodstawne i samotne – jesteśmy samotni w życiu. Oddalamy się, żyjąc abstrakcyjnie, gdyż świat przemawia do nas w tym, co zidentyfikujemy, stając przed chwilą grozy, bólu i śmierci.
Poświęciłem wiele mego czasu słowom i satyra stała się odskocznią od trudnych tematów anielskich (tworzę książki o aniołach w serii Przemilczeć Armagedon).
Postawiłem sobie za cel, przybliżać ludziom wiedzę o aniołach.
Satyra, pozwoliła mi odpocząć, odskoczyć i przewietrzyć spojrzenie na trudne sprawy ludzko-boskich relacji.
Polubiłem satyrę, gdyż opowiada mnie i stanowi odsłonięcie człowieka, który jest takim, jakim jest – bez aplauzu, pokazu i zbytecznej ogłady.
Jasne, że to ryzykowna teza, bo każdy chce być wielki – a ja wielki nie jestem – jestem taki, jakim mnie stworzono.
Jestem miarą mego Stwórcy – niczym więcej i niczym mniej.
Moim marzeniem zawsze było zrozumienie ludzi. Pragnąłem dla każdej istoty odwagi do bycia sobą.
Mówienie jest ceną, za którą się płaci najwyższą cenę. Pisanie to dialog, ku przestrodze. Moje treści mają kilka rodzajów dna i nawet w prostej wersji – satyrycznej – skrywa się tam cząstka transcendencji. Czatuję na Czytelnika, aby w prostych słowach, oddać mu głębszy przekaz. Zmuszam do refleksji – to pewne. Cieszę się, gdy Czytelnicy mi o tym mówią. To jest coś niebywałego.
Moi bohaterowie są przez to ludzcy, zwykli i nieudawani. Naturalność osiąga się środkami wyrazu – w satyrach nie brakuje słowa „kurwa”. Seks staje się w nich normalny i jest opowiadany. Polityka jest prosta i pozbawiona fikcji. Zaczynamy rozumieć sytuacje i cały klimat wydaje się nam być znany. Po co sobie komplikować i mówić o czymś doniośle? Mówmy normalnie.
Moich bohaterów spotkacie w sytuacjach podłych – ale takie jest życie. Dla mnie nie ma kalki, istnieje za to alternatywa, po której przychodzi spokój.

Forma
Budowanie wypowiedzi to pewna zdolność – ale nie cecha. Wybiórczo można stwierdzić, że każdy autor uważa, że jego dzieło jest najlepsze. Ja uważam, że to co stworzyłem jest takie moje, własne i bez aspiracji do tytułów.
Łatwo krytykuje się innych, zastawiając pułapkę na konkurencję. Oczywiście, ludziom wmawia się że są gorsi – a czasem że są lepsi. Moje satyry mówią, że ludzie to wspaniała i doskonała forma, którą zmanipulowano i zarządza się, sterując masami.
Pisać może każdy, bo jest to umiejętność podstawowa należąca do ludzi. Każdy coś pisze. Pozostaje tylko zastanowienie się nad tym, co i gdzie piszemy.
Tworzone książki są „obrabiane”. Zanim twórca ujrzy ponownie swoje dzieło i zostanie ono wydane, to przechodzi ono całą masę zmian (edytorskich, korektorskich, etc.). Dostosowanie dzieła do ogólnych trendów, bywa praktykowaniem potwornej anomalii. Nie wiadomo czasem, gdzie kończy się praca danego autora, a zaczyna wydawnictwa.
To, co wyróżnia moje książki, to własna edycja – od początku do końca. Poprawiamy je i staramy się ulepszać, aby były wolne od błędów, ale nie dostosowujemy ich do trendów ogólnych – przez to zachowują swoją oryginalność.

Treść
Spokojnie i na wdechu – podstawowa zasada przy konstruowaniu moich opowieści. Czasem trafi się literówka – to ludzkie, głowy sobie nie urwę. Doskonali ludzie – niech mi wybaczą. Musimy być cierpliwymi ludźmi, aby stworzyć naprawdę coś dobrego.
To forma buduje treść, gdy chcemy wprowadzić Czytelnika do naszego świata i przedstawić swoją wersję zdarzeń. Nasz punkt widzenia, stanowi odwzorowanie odkształconych wrażeń, które mieliśmy – albo nam się tak wydawało.
Oczywistym jest że książka to fikcja, ale fikcja mająca bazę zapłonową w życiu. Nie pochodzimy z Księżyca. Tu mamy nasze wzorce i osiągamy doskonałość, żyjąc na tym świecie. Pisząc, zaczynamy się mniej dusić.

Jeśli ktoś kiedykolwiek poczyta Kaczkoduk przejmuje ster! czy Wiochę. Powieść jebitną, to będę z tego powodu szczęśliwy. Dzięki stronie www.seeik.pl dociera do Was wiele fragmentów. Staramy się ukazywać to, nad czym pracujemy, abyście – chcąc lub nie – sięgnąć po nasze książki, czynili to ze spokojem, wiedząc z czym macie do czynienia.

I tym niewinnym cytatem kończę:

Delikatnie złożyła piersi na jego twarzy, czochrając za blond-rude włoski. Przylgnęła blisko, mrużąc oczy. Wtulała głowę, zbliżając się do odstających, szwabskich uszu, które Tursek odziedziczył po dziad­ku, faszyście z Wermachtu, dobrze wprawionym w eliminowaniu przeciwieństw III Rzeszy. Stąd, może tak bliska mu była i jest III Pol­gar­sko­polita – w dupę lepsza – demokratyczna. 


Kłótnia Dubienieckiego z Tursekiem czyli o "winie Turseka"

Po skończonej akcji, udał się pod prysznic, ubrał, a następnie zszedł do Pułkownika, który siedział w salonie, pozorując stałą obec­ność.
Prawda jest taka, że Pułkownik wrócił, pojawiając się gdzieś przed kwadransem, po tym, jak zakończył nagrywanie rodzajowych sce­nek. Musiało go to nieco przytłoczyć, gdy widział dobre ciało, trzon­kiem nie rąbane, marnuje się w rękach takiego ćwoka, który sta­nął wysoko, dzięki odpowiedniemu wsparciu i dobremu słowu. Dubie­niecki, gdy spostrzegł w drzwiach Turseka, od razu zapytał go, jak było, wiedząc o nieudolnej akcji. W odpowiedzi, usłyszał, jaki z niego jest kozak i czego to praktycznego dziewczyny nie nauczył. Pułkownik po­ta­kiwał, uśmiechał się pod nosem i przyjmował słowne barbarzyń­stwo, szyjąc się na łatwowiernego. Darował mu upadłego anioła, oddał damę kameliową, a nie jakąś tam dziwkę spod latarni. – Z kurwisz­czem ulicznym mógł tak postąpić – ranił się myślą Dubieniecki, a nie z jego dziewczynką, wyszkoloną na ekstrawagancką nierządnicę. Wpra­wiony w sztuce mistrz, odczuwał niesmak, który sprowadził Tursek, na­ru­szając estetyczne doznania. Ordynarne, plebejskie prosię, osobi­ście zakorzenił na salonach – to było zasadne ekonomicznie, nawią­zaną posługą lenną. Nie mógł przeboleć profanacji, dokonanej na „pie­prznej macierzy”, bezczelnego nadwątlenia jego oazy, stworzonej na potrzeby elit.
W dawnej Japonii, kazaliby za ten niesmaczny wy­bryk, popeł­nić szalbiercy harakiri[1]. Poświęcił się tak znacznie, w na­graniu jednej małej płytki, z akcją, jakich w internecie można obejrzeć miliony.
– Całkiem nieźle, jak młody bóg – chwalił się Tursek.  
– A teraz posłuchaj mnie, Donatanie – powiedział Dubieniecki. – Po­trze­bujemy pomocy dla naszych firm, głównie od Banku Świato­wego – oznajmił. – Trzeba wejść na wschodnie rynki i przejąć tam han­del oraz uzyskać większy wpływ na produkty rolne. – Nasi moco­dawcy tego sobie życzą. – Czy dasz sobie z tym radę? – zapytał.
– Ależ, Panie Pułkowniku – odpowiedział Tursek, który zamotał się w tym.
– Dobrze – odparł Dubieniecki. – Ja tylko zapytałem kolegę. – Teraz, chlap­nij kielonek – zaproponował, nalewając whisky.
– Do dna, Panie Pułkowniku! – zasalutował Tursek.
– Tak, tak – odpowiedział zdawkowo Pułkownik. – Zobaczymy – do­dał, jednym ruchem pilota, uruchamiając nagranie z „pieprznika”, które wyświetliło się na ogromnym telewizorze, zamontowanym na ścia­nie, przy której ustawiona była duża ława i trzynaście krzeseł. Było to miejsce prowadzonych narad, które często Dubieniecki odbywał. Licz­ba ta nie była przypadkowa. Dotyczyła wieczerników i uwzględ­niać miała obecność Judasza. Pułkownik uwielbiał takie zestawienia. Oka­zywał się być zręcznym dyplomatą, potrafiącym przekonywać współ­pra­cowników.
– Kurwa! – oburzył się Tursek. Przysiadł z wrażenia, zaciskając pięść w ustach. 
– Spokój mi! – strofował agresora Pułkownik. – Leżeć jak pies! – Ja tu kurwa rządzę. Gdybyś o tym, pewnego dnia zapomniał i sprzeciwił się, to cały YouTube, na specjalnym kanale, będzie cieszył się z nagra­nia, wraz ze mną. – Understood!
– Ja wohl! – odparł Tursek i wyszczerzył się niezwyczajnie.  
– Kurwa! – wrzasnął Dubieniecki. – Czy ty nauczysz się w końcu, je­banego języka?! – Kompromitujesz mnie po całej linii i jak cię wyje­bią, zanim spłacisz dług – dał do zrozumienia Pułkownik – to cię za­biję!    
Nieco uspokoił się, próbując nabrać powietrza. Starał się w ogól­nej ogładzie, przekonać Donatana do osiągania dalszych sukce­sów. – Zdajesz sobie sprawę, jak drogie jest tłumaczenie na żywo i pod­po­wiadanie ci słów?! – grzmiał. – Kurwa, ogarnij się, chłopie! – Czy mam ci zamawiać do tego, za każdym razem, colę i frytki?   
– Staram się – odpowiedział Tursek, tłumacząc się jak dziecko z pod­stawówki, które zabrało lizaka koledze, kołysząc się na obydwu no­gach, w niezmienionej pozycji, ze spuszczoną głową. Potakiwał na „tak”, prowadząc ciało, w rytm marszczących się brwi Pułkownika. – No tak – wykrzesał. – Tak, nam to jakoś wyszło – dodał.
– Ale jak wyszło? – zapytał Pułkownik.  
– Czasy się zmieniają – zaczął Tursek. – Prezesi się zmieniają, prezy­denci… – wyliczał.
– No i? – zniecierpliwił się Pułkownik.
– A Pan, to trwa i trwa – ucieszył się Tursek. – Nie da zginąć – dodał.  
– Zrób porządek z Bieńką – zakomunikował Pułkownik. – Ta szpara, sta­wia się za mocno. Przypomnij jej, że kasę ma dzięki mnie! – wrzasnął.
– No, ale co to takiego? – zapytał markotniejący Tursek, jakby go to nie obeszło. Pluł się szkaradnie, zrywając słowa przez zęby.
Rozwścieczyło to Pułkownika, ale wiedział, że rozmawia z ga­moniem, a nie człowiekiem poczciwym. – Tursek, to jest zły człowiek – po­myślał. Nawet najgorsza kanalia ma swój honor – uważał. W jego oczach, nie dostrzegł, nawet drobinki człowieczeństwa.  
– Jak nas skompromituje, to będzie nieludzko, za tysiąca jebać w War­cho­łowie, klopy[2] na Marszałkowskiej! – ryknął Pułkownik. – Ode­chce się jej publicznego chwalipięctwa. – Co za sucza?! – grzmiał i za­stanawiał się nad tym, skąd ją Donatan wytrzasnął.
– Dobrze – odparł Tursek. – Przepraszamy, więcej nie powtórzy się – uczy­nił „gest klęczny”, chyląc się pod naciskiem Pułkownika, w imie­niu własnym i Bieńki, ale czuł się nader pewnie, bo Dubieniecki nie miał wyraźnego powodu, by go zastrzelić. Tursek żył nadzieją, że póki co, jest potrzebny. Kalkulować umiał dobrze, więc ocenił to i owo, jak trzeba. Dzięki temu, kapitał zachodni mógł zarabiać krocie na Polga­rach, a oni i tak, pokrywali należności. Ludzie gadali, że to „wina Tur­seka”, szkalując go o każdy duperel. Przywykł do krytyki, uznając spra­wę za darmową reklamę.    
– W takim razie, nara! – warknął Pułkownik.
Więcej nie odezwał się, jeden do drugiego. Musieli współ­działać, żyjąc jak pies z kotem, wprost im to było wskazane, robić do­bry biznes w Europie.  
 
Tursek zabrał neseser i udał się w kierunku holu, w którym cze­kał na niego, stary lokaj Amsterdam, trzymający jego weimarski płaszcz. Wychodząc, zauważył Alonza, który wsadza młodą Tajkę do sa­mo­chodu. Turseka, te zbiegi okoliczności przyprawiły o słabość. Wy­glądał przy tym tak źle, że osobista ochrona dopytywała go, czy wszyst­ko z nim „ok”. Warknął coś i kazał odwieźć się do siedziby. Po dro­dze, zajechał jeszcze po kilka flaszek, bo na sucho już dłużej nie mógł utrzymywać fasonu, a w gabinecie miał same kolorowe, zachod­nie ścierwo. Wolał czyścioszkę, najlepiej krajową „bulwe­derkę”.   



[1] Harakiri – samobójstwo przez rozprucie brzucha mieczem, praktykowane do niedawna w Ja­ponii.
[2] Klop – wulgarnie: „toaleta”. 

Fragment satyry Kaczkoduk przejmuje ster! 


Kłótnia Dubienieckiego z Tursekiem czyli o "winie Turseka"

Tuesday, 24 July 2018

Na kolację zapodano, w wielkich misach im złożono: kaczkę w jabłkach, no i z kaszą, okraszoną smalcem z kota

Tursek, Tursek –
Co z ciebie wyrośnie?
Burak na kole czy jeżyk na wiośle?
Taki przedni, pełen wdzięku –
On mocarny był.
Żył w przepychu –
W pas się kłaniał,
pryncypałom z ręki jadł.
Na koszt władzy serwisował
i gotówki nie żałował,
a po stołach galantował:
węgorzyki, fiki-miki i krewetki,
żabie udka i kawiory,
ośmiorniczki i ślimaczki,
mule, sushi i robaczki.

Takie myśli i podboje,
salonowe zagryweczki.
To kelnerce stówkę z górki,
za kręcenie słodką pupą.
Niechaj wiedzą, że nie mają
do czynienia z gołą dupą.
Znosił męki tej niedoli,
zakrapianej suto wódą.
Oj, biedaczek – Tursek drogi.
Serce moje mocno boli – 
Czy wątroba to wydoli?
Mu wydoli, tobie wdoli,
narodowi coś wpierdoli.
Z demokracji do niewoli –
Tak wyzwoli siebie władza.
Tak przewodzi się motłochem.
Cepem trzeba, nie bańdziochem!

Z kraju tego, do Irlandii
poszły chórem muzykanty.
I zagrały zagranicznym –
Pieśń o raju dynamicznym,
co Polgarem wszyscy zowią,
a z niedźwiedziem go kojarzą.
Reflektują, adorują
i wbrew woli ich parują.
Tu cholewki smalić może,
każdy, każdy – O mój Boże!
Dewocjonał nie pomoże,
gdy ksiądz klęka w wielkim borze.
I modlitwa nie zatrzyma, cara Piotra,
wielkiej mocy, spadkobiercy cyrylicy –  
Tak, to wnuk jest od carycy.  
Gdy nadejdzie, to rozliczy,
wkroczy wnet wam do stolicy.
I zasiądzie w Trybunale,
niemy sejm urządzi nowy.
Rządzić sami nie umiecie,
więc pomoże wam w tym secie.

Niedźwiedź groźny, okopowy,
co nie boi się powstania –
Dronów, hawków i podbojów,
spazm armatnich, leśnych wojów.
I nie macie nazbyt mocy,
by mu lanie sprawić w nocy.
W dom nasz wkradnie się bezkarnie,
wszystko, nagle siłą zgarnie.
Łapę niedźwiedź ma mocarną,
a sylwetkę muskularną.
Donka zgarnie i przeciągnie,
wysięgając z Akwizgranu.

Niedźwiedź groźny jest potwornie –
Myśl przezornie, durny Hornie!
Dyplomacji trudna sztuka.
Hedon myśli twych nie słucha,
dla niedźwiedzia to nauka.
Sprosił Donka na kolację,
w której orzeł zza kotary,
zaopatrzył wszelkie gary.
Przyniósł z sobą boskie dary.

– God bless Donek King!
– Bear never died and I’ll win!  

Zawiał wiatr, polarny groźny.
Napoleon prawie zamarzł,
a faszyści się zgubili,
gdy niedźwiedzia rozdrażnili.
I nie może nikt odgadnąć,
co z tym faktem czynić trzeba.
Walczyć tam, to chwała boska.
Z krzyżem w dłoni szerzyć wiarę –
z pola walki wprost do nieba,
inwestycja kapitalna.
Tylko mięsa nam potrzeba,
przechodniego, armatniego.
– No zrywać się, zrywać Panowie!
Panowanie czarnej kmieci,
zanieść dalej na Wschód cały.
To wyzwanie dla Polgaru.
Błogosławi im Duch Boży.
Perkun wściekły na nich wielce.
Oni i tak idą ślepo,
skończy się to krwawą rzeką.
Mówię tobie, bądź rozumny –
wywal gwoździe od tej trumny.

Boli dupa, rwie boleśnie  –
Gdy z Polgaru robią słupa.
Różni Panowie, jegomoście.
Ludzcy miłosiercy,
z demokracji kpią w zazdrości.
Cuda wielkie obiecali,
naród cały poderwali.
Dusza rwie się, serce płonie –
dostał chłop już po ogonie.
I zza morza przybywali.
I zza lądów napływali.
To są gnoje, o mój Boże!
Purpurowe ścielą łoże,
dawniej ludzi tak zhańbili,
że w folwarkach umieścili:
W Imię Boże! O mój Boże!
Widzisz, nie grzmisz – do cholery!
Co to za bydlacze sfery?
Purpurowe animusze,
koloratki, no i kwiatki,
werdykt boski z miłosierdzia,
na świątynie dać już trzeba.
Nie ma miejsca na ubóstwo,
gromadzenie jest materii,
wszystko w złocie, zbytku sprawy.
Brzuch i kiesa najważniejsza,
nie ma życia i pożycia.
Po co żarcie dawać biedzie,
niech się w biedzie lepiej wiedzie.
Znów świątynie wznieść kolejną,
będzie bliżej nieba władza,
padną przed nią na kolana.
I zaryje Polgar nosem,
o tę ziemię, która jego –
lecz ją oddał zbędnym głosem.

Wieczór chłodny i ponury,
zwyłaziły wszelkie szczury.
Co za bzdury? – Świat ponury.
Na kolację zapodano,
w wielkich misach im złożono:
kaczkę w jabłkach, no i z kaszą,
okraszoną smalcem z kota.
Jedzą, piją, nie grymaszą,
zapychają gęby kaszą.
Kaczka twarda i żylasta,
za żywota była harda.
Orłu – temu, co garował
trudno jest przypisać winę.
Trumpnął się na strzelbie mocno
i z dwururki wycelował,
kaczkę gościom upolował.
To patriot operations,
no i kaczkę likwidation.
Tak, to Donek, w wielkim pędzie
stawił się znów na urzędzie.  
Włada, rządzi, kusi, dusi  –
opozycja go nie zdusi.

– Nie zdusi! – Za nic!
Czary – mary. Mary – czary.
To są władzy tej przywary.
Pomyślicie, że w kotlecie
kaczki więcej nie znajdziecie.
To jesteście w błędzie dzieci –

Kaczka w górę nie poleci. 


Fragment wierszyka (rymowanego po częstochowsku) z satyry Kaczkoduk przejmuje ster! 


www.seeik.pl

Polecamy

Labels

"Goryle we mgle" (1) 1939 r. (1) 500 plus (2) Abraham (1) Abraham Joshua Heschel (1) Adam (1) Adam Mickiewicz (1) Adolf Hitler (2) afery (1) Afryka (1) Agatka (2) agent (1) akcyza (1) aktywność (1) Al-Imran (1) Alela (1) alkohol (2) alkoholizm (1) Ameryka (1) Ameryka Południowa (1) amok (1) anal (2) analiza (1) anecdote (1) angel (3) angels (1) Anglia (1) Aniela Dulska (1) anioł (27) anioł stróż (1) aniołowie (2) Anne Applebaum (2) Anton Szandor LaVey (8) antyk (1) aplikacje (1) Apokalipsa (5) Arabowie (1) Arakad (1) area (1) Armagedon (3) Armia Ludowa (2) Armillaria mellea (1) Aron ha-kodesz (1) artworks (1) aszera (1) atak energetyczny (1) atak psychiczny (1) Augustyn (2) Autumn (5) autumnal weather (2) awareness raising (1) Babel (1) Babilon (1) Baltic (1) Baltic Sea (1) bastion (1) beauty flowers (6) beauty plants (4) begonia (1) Beliar (1) bell (1) Belzebuba (1) Bereza Kartuska (1) bestseller (1) bezrobocie (2) bezrobotny (2) Biblia (27) Biblia Szatana (8) biblioteki (1) bigos (1) Birobidżan (1) biuro (1) bladder (1) Bliski Wschód (1) bliskość (1) Blok Wschodni (1) Bóg (5) ból dupy (1) bóle rodzącej (1) Bolivar Belicosos Finos (1) book (2) brak kontroli (1) Brama Erebu (1) Bruksela (2) buchanie (1) building (1) buildings (1) burdel (1) całun (1) cathedral (1) cele (1) celebracja (2) Chawa (1) cherub (1) choroba (1) chrześcijaństwo (6) church (2) cierpienie (1) cieśla (1) city (3) clapper (1) clean (1) coaching (2) collegium funeraticia (1) colorful (1) columbarium (1) Columbus Day (1) communist (1) contest (1) context (1) cooled (1) cooperates (1) country (2) Creator (1) curriculum vitae (1) cv (2) ćwiczenie (1) cygaro (1) cykl życia (1) cymbały (1) cytaty (1) cywilizacja (1) czar (1) czasy przełomu (1) Czechy (1) człowiek (26) czyściec (1) Dadźbog (1) dam (1) Dąmbscy (1) damska pupa (1) dandelion (1) Dawne dzieje Izraela (1) death (1) demokracja (1) demon (5) demony (2) diabeł (2) dialog (1) dialogue (1) Diana Fossey (1) diatryba (1) dildo (2) Dni Miasta (1) dobro (2) doktryna (3) dokumenty (3) dokumenty aplikacyjne (3) dom (1) Donald J. Trump (1) Donald Tusk (1) Donatan Tursek (3) draczka (1) draka (1) druga Irlandia (1) druk (1) Dubieniecki (12) dupa (1) dust (1) dusza (1) Dżebel el Akra (1) Dziady (1) dzieci (1) dziecko (1) dziedzictwo (9) dziedziczenie (1) dzieje (1) dzieje aniołów (1) dzieło (1) Dzień Sądu (1) Echinopsis (1) echinus (1) Eden (2) edukacja (1) egzorcyzm (1) Eisenbach Artur (1) eksperyment (1) ekstremum (1) El (3) el sebaot (2) elity (1) elity polskie (3) emanacja (1) emancypacja (1) emancypacja Żydów (1) emendatio (1) emeryt (1) emigracja (1) En Gedi (1) endemita (1) environmentalist (1) Er (1) Erem (7) Eremita (2) erotyka (1) erotyzm (1) Etemenanki (1) etnografia (1) Europa (2) Ewa (1) factory (1) fejk (1) fekalia (1) Feralia (1) feudalizm (2) field (1) filozofia (2) flower (5) flowers (6) folwark (1) fragment (41) fragment satyry (13) fragment tekstu (9) franciszkanie (1) from over the Baltic Sea (1) Fryderyk Engels (2) fuckingroom (1) fuksja (1) fundamentalizm (1) funkcje (1) Gabriel Amorth (1) galeria (5) gallery (20) garden (4) gardening (2) Gdańsk (1) gej (1) geje (1) geniusz (1) geszeft (1) Giżycko (1) Glenlivelt (1) głód (1) God (2) gofry (1) gołąbki (1) gorszy sort (1) goryl (1) gospodarka (1) gossip (1) gra (1) grasses (1) grassland (2) green (1) green pea (1) green plants (1) ground (1) grupa (1) grzech (2) grzyby (1) grzyby jadalne (1) GS (1) Gubałówka (1) gwarancje (1) heaven (1) Hebrew (1) herbata (1) heretyk (1) Heritage (2) historia (9) historyk (1) hiszpańska inkwizycja (1) home (1) homocentryzm (1) homoseksualizm (2) human (1) idea (1) ideologia (1) IHWH (1) II RP (1) III RP (1) III Rzesza (2) in the garden (3) Inbal (4) Indie (1) informacje (1) inhumacja (1) Innocenty IV (1) instrument muzyczny (1) interview (1) intryga (1) Ireland (1) Irelannd (1) Irlandia (2) irrigates (1) islam (1) istnienie (1) Izrael (4) Jakub (1) Jarosław Dumanowski (1) jebitnie (1) Jeruzalem (1) Jerzy Krasiulec (1) jesień (1) Jeszurun (1) jezioro Czos (1) Jezus (4) Jezus z Nazaretu (1) Josef Stalin (2) Joseph Smith (1) Joshue ben Qorch (1) Józef (1) Józef Flawiusz (1) Józef Maciejowik (1) Józef Stalin (2) Józef Topolski (1) judaizm (2) junona (1) kaczka (1) kaczka z kaszą (1) Kaczkoduk (44) Kaczkoduk przejmuje ster! (46) kaktus (1) Kalifornia (1) Kanaan (1) Kapitał (3) kapitalizm (2) kapłan (1) kapusta (1) kara (1) kardamon (1) kariera (1) Karl Popper (1) Karol Marks (5) Karta praw podstawowych (1) Kartezjusz (1) katolicyzm (1) kawa (1) Kętrzyn (1) kettle (1) kibuc (1) kiełbasa (1) kiełbasa mazurska (1) kiermasy (1) kłamstwo (3) klątwa (1) kluski (1) knowledge (1) kobieta (1) kochanka (1) komedia (5) komuniści (4) Komunistyczna Partia Chin (1) komunizm (7) konflikty (2) koniunktura (1) Konopnicka (1) Konstytucja (1) kopiec (1) kopiec Czerniakowski (1) kopiec Kościuszki (1) kopiec Unii Lubeskiej (1) korale (1) Koran (2) kormoran (1) kornik (1) kościół (6) Kościół katolicki (1) kot (1) kpina (1) kradzież (1) kraj (1) krajobraz (1) Kraków (1) kremacja (1) Kresy (1) krew (1) krokusy (1) Król Dawid (1) kropla (1) krótka forma (5) Krutyń (1) Krutynia (1) Krzysztof Jackuń (1) Krzysztof Kolumb (1) krzywda (1) książka (27) książki (1) Księga Aniołów (4) Księga Dżungli (1) Księga Henocha (3) Księga Hioba (1) Księga Izajasza (2) Księga Mormona (1) Księga Razjela (1) Księga Rodzaju (6) Księga Wyjścia (2) Księga Życia (2) księgi (1) kuchnia (5) kuchnia regionalna (3) kuksiołki (1) kuksiołki mazurskie (1) kulinaria (6) kult (1) kultura (4) kura z grzybami (1) kurczak (1) kurczak w śmietanie (1) kusiciel (1) kuszenie (1) Kuta (1) kwiaty (3) lake (1) land (1) landscape (4) las (1) leaf (1) leaves (1) leczenie (1) lek (1) Lemuria (1) leninizm (1) lesbijka (2) Lew Trocki (1) lewak (2) lewita (1) licytacja (1) Lilit (1) list czytelnika (1) list motywacyjny (2) literatura (5) local government (1) łodyga (1) łodyga przeciwieństw (1) lokalnie (1) Londyn (1) los (2) loża (1) Lucanus (1) Lucyfer (2) lucyferianizm (1) Ludowe Wojsko Polskie (1) Ludwik Krzywicki (1) ludzie (4) ludzkość (1) Lwów (1) Łysoczoły (1) magia (2) magnateria (1) mały człowiek (1) małżeństwo (1) manes (1) manufaktura (1) Marco Tosatti (1) Maria Magdalena (1) marksizm (2) Maryja (2) masoni (1) masturbacja (1) Masuria (11) materializm historyczny (6) Matylda (2) mauzoleum (1) Mazury (8) meadow (3) mean (1) Mela (1) Metamorfozy (1) mężczyzna (1) miasto (1) mięso (3) mieszkanie (1) Mikołajki (1) miłość (3) młodzież (1) Mojżesz (1) monster (1) monument (1) Mora (2) moralność (1) mord (2) mormoni (1) Morze Bałtyckie (1) możliwości (1) Mrągowo (5) mur berliński (1) mushrooms (1) muzułmanin (1) N (1) Nabrod (1) Nabuchodonozor II (1) należna pomoc (1) name (1) Nana (2) narkotyki (1) natarcie (1) NATO (1) natural environment (1) nature (5) nature gallery (9) nature monuments (1) neighborhood (1) Nemrod (1) Niebo (4) niepodległość (1) niewolnictwo (1) Nimrod (1) Noe (1) November (1) Nowe Jeruzalem (1) Nowoczesna (1) Nowy Testament (1) o książkach (3) obchody (2) obrzęd (2) obyczaje (5) ochrona dzieci (1) ochrona praw (1) odkrycia geograficzne (1) Ofelia Tasiemiec (2) ogród (1) ojciec (1) okres starożytny (1) określenie (1) old city (1) Olsztyn (2) Onan (1) onanizm (1) opętanie (1) opieńka miodowa (1) opinia (1) opinion (1) opis literacki (1) opowiadanie (4) orientacja seksualna (2) ORMO (1) Orwell (1) outflow (1) owczarek podhalański (2) owczarek z Tatr (2) Owidiusz (1) padlina (1) Pan (1) Pan Zastępów (4) państwo (1) Państwo Islamskie (1) Państwo Środka (1) Państwo Żydowskie (1) papież (1) Park Słowackiego (1) Paryż (1) pentagram (1) Penuel (1) PESEL (1) pętla (1) photo (13) photography (11) piasek (1) picie (1) picture (6) pictures (3) piekielna diatryba (1) piekło (1) pieniądze (1) pieprznik (1) Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo (25) pies (1) piosenka (1) pipe (1) PiS (2) Pius XII (1) place (3) places (2) plan (1) plants (5) Platon (1) płeć (1) PO (2) pochówek (2) podniecenie (1) poezja (3) pogrzeb (2) pogrzeb kawalera (1) pogrzeb panny (1) pojęcie (1) pokój do seksu (1) Polacy (1) Polak (1) Poland (4) Polgar (2) polish people (1) political fiction (2) politicians (1) polityka (3) Polska (13) Polska Partia Robotnicza (1) polski pies górski (1) pomoc (1) pomoc rodzinie (1) pomoc społeczna (3) porady (6) porzucenie (1) poszukiwanie pracy (1) potop (1) potrawa (1) potrawy (3) potrawy z mięsa (1) powieść (21) powieść satyryczna (32) powstanie warszawskie (1) pozór (2) praca (1) pragnienie (1) prawa (1) prawa mniejszości (1) prawa podstawowe (1) prawda (5) prawda o aniołach (1) prawo (2) prawodawca (1) prezes (1) PRL (9) próbka tekstu (1) problemy (1) profanum (1) proroctwa (1) proroctwo (2) Proroctwo trzech (1) Prorok (1) prosaic form (1) prostytucja (2) Protais Zigiranyirazo (1) proza (2) przekleństwo (3) przemiany (2) Przemilczeć Armagedon (13) przepis (2) przepowiednia (1) przyjaciel (1) przyjaźń (1) przypis (1) przyprawy (1) przyroda (1) Publiusz Ovidius Naso (1) Pułkownik (3) pupa (1) PZPR (1) rain (1) raining (1) raróg (1) realny socjalizm (3) recensio (1) recenzja (5) recenzja historyczna (1) recenzja literacka (2) recenzje (5) recenzje literackie (5) refleksja (3) refleksje (3) reformy (2) region (1) reguła (1) Reichskonkordat (1) relacje (1) religia (16) Rewolucja Październikowa (1) rezydencja Pułkownika (1) Richard Elliot (1) RIP (1) rody polski (1) rodzina (4) rok obrzędowy (1) Ron Howard (1) rose (3) roses (1) Rosja (6) rośliny (2) rośliny gruboszowate (1) rosół (1) róża (1) Róża Luksemburg (1) Rozdział pierwszy (1) rozstanie (1) rozważania (2) rozwieracz (1) Rudyard Kipling (2) Rumunia (1) Russia (1) Russia Federation (1) Rwanda (1) Rydz (1) rytuał (1) rząd londyński (1) rządy (1) Rzym (1) sacrum (1) sądy (1) saga (1) saga aniołów (1) sakiewka (1) Sansenoj (1) Sapon (1) sarkazm (1) satanizm (8) satyra (49) satyra polityczna (19) Sea (1) sędziowie (1) SEEiK (64) seeik.pl (82) sekretarka (1) seks (5) seks analny (2) seksualność (2) Semangelof (1) Senoj (1) Seria: Prowincjonalna (1) Set (2) sex (2) sex na świecie (1) sheep-dog (2) short text (2) siekiera (1) siły natury (1) Singing in the Rain (1) sintoizm (1) skuteczność (1) skutki (1) SLD (2) Śledź (1) slogans (1) Słowacja (1) Słowianie (1) sługa (1) sługus (1) śmierć (4) śmieszność (2) śmieszny tekst (6) socjal (1) socjalizm (3) Solidarność (1) solidaruch (1) Sophie Neveu (1) społeczeństwo (2) społeczność (2) sprzedaż (1) sraczka (1) środki alkoholowe (1) środowisko (1) Stanisław Gruszczyński (1) starożytność (1) Stary Testament (2) Stasiu Bułka (1) state (1) state farm (1) stawki (1) ster (1) sterowanie (1) store shelves (1) stories (1) stosunek (1) stosunki (1) STTL (1) Stwórca (13) stworzenie (2) styl jebitny (1) succulentus (1) sukces (1) sukulenty (1) surowce (1) Swaróg (1) sweet flowers (4) świat (2) Świat Książki (1) światy (1) święta (1) Święta Inkwizycja (2) święto (1) święty (1) świnia (2) symbol (3) synkretyzm (1) system (3) szacunek (1) szanse (1) szatan (13) szatański (1) Szczachy Dolne (1) Szema (1) Szeol (2) Szinear (1) Szkocja (1) szkolenia (1) szlachta (1) sztuka (1) Sztuka kochania (2) sztuka miłości (1) sztuka pisana (1) Szua (1) szwadrony śmierci (1) Takie sobie bajeczki (1) Talmud (1) Tamar (1) Tatra (1) technika (2) tekst (1) terapia (1) The Fall (2) The First War in Heaven (2) The Jews (1) The Ten Sfirot (1) The Zohar (1) toga (1) toilet paper (1) tolerance (1) tolerancja (1) Tom Hanks (1) tomatoes (1) town (3) tradycja (10) tragedia (1) translate (1) travel (3) trees (2) Tron (1) trudności (1) trunek (1) trylogia (1) trylogia aniołów (6) Turcja (1) twórczość (1) ubój (1) uchodźcy (1) ucieczka z kraju (1) uczciwość (1) UE (4) upadek (1) UPaP (30) upap.eu (29) Urel (1) Urgal (1) urok (1) urzędy pracy (1) USA (2) utwór (4) utwory poetyckie (3) uzależnienia (1) Uziel (12) Uziel Mora (4) uzielmora.eu (3) view (3) vinegar (1) wafelnica (1) wafle (1) walk (1) walka (1) wampir (1) wampiryzm (1) war (1) Warchołów (1) Warszawa (2) wartości (1) waterfall (1) Watykan (2) węzeł (1) wiara (5) wibrator (2) widzenie (1) wiek XIX (1) wieprzowina (1) wiersz (4) wiersze (3) wierszyk (2) wieża (1) wieża Babel (2) Wikingowie (1) Wiocha (2) Wiocha. Powieść jebitna (5) Wiosna (1) władza (1) władza ludowa (1) władztwo (1) Włodzimierz Lenin (1) Wojciech Jaruzelski (1) wojna (2) wojna w niebie (2) wolność (1) woods (2) world (1) wota (1) wróg (1) wsparcie państwa (1) wstęp (6) wszechrzecz (2) www.materializmhistoryczny.com (3) wycinka (1) wydanie (1) wyjazd za granicę (1) wykluczenie (1) wykluczenie społeczne (1) wyuzdany seks (1) wywiad (1) wyzwolenie Warszawy (1) z autorem o książce (1) z życia wzięte (1) zabawa (1) zabawy erotyczne (1) zabory (1) zachowanie (1) Zagraniczna depesza (1) zagrożenia (1) Zakopane (2) żałomsza (1) zaloty (1) zapowiedź (1) zarobek (1) zarobki (2) zasady (1) zasiłek (1) zastęp (1) zatrudnienie (1) zawód (1) zdjęcia (4) zgoda społeczna (1) Ziemia (4) ziemie polskie (1) ziemniaki (2) ziggurat (1) zioła (1) Zion (1) zła wróżba (1) zło (4) złorzeczenie (2) zły (1) Zoefel (1) ZSRR (11) zupa fasolowa (1) zupa grochowa (1) zupa z dyni (1) zupa ziemniaczana (1) związek (1) zwierzęta (3) życie (2) życiorys (1) Żydzi (4) żywa legenda (1)